Ocena: 7

Autechre

L-event [EP]

Okładka Autechre - L-event [EP]

[Warp; 28 października 2013]

Podobnie jak większość dotychczasowych długograjów Seana Bootha i Roba Browna, niemal dwugodzinne „Exai” również doczekało się dopełnienia w postaci EP-ki. EP-ki, co jest już normą w przypadku Brytyjczyków, stanowiącej nie lada gratkę – począwszy od niekonwencjonalnej akcji promocyjnej, w ramach której serwisy udostępniające złożony z czterech kompozycji mini-album podmieniały wszystkie aktualne grafiki na jego okładkę, po zawartość stricte muzyczną, silnie korespondującą z brzmieniowym radykalizmem i trudnym do okiełznania bogactwem (nadmiarem?) skondensowanych na marcowym longplayu zderzeń glitchu, hip-hopu, acidu i industrialu, że ograniczę się tylko do najoczywistszych tropów.

Na „L-event” utwory wciąż intrygują matematyczną precyzją i rytmicznym rozdrobnieniem, a pokrewieństwo z „Exai” łatwo wychwycić już na początkowym „tac Lacora”, w którym imponujący, trzyminutowy festiwal zgrzytów i trzasków znajduje ujście w nagłym, zasygnalizowanym ostentacyjną pauzą (3:28), filozoficznym wręcz przeskoku z forte do piano. Niejednoznaczne jest też „Osla for n”, gdzie dzięki zdeformowanym werblom (Andy Kellman: „Stark percussion that resembles a fusion of struck woodblocks and dog barks”) udało się wykreować mechaniczną arytmię, którą Shinya Tsukamoto powinien rozważyć jako istotny element alternatywnego soundtracku do „Tetsuo”. Świszczący rytm „newbound” przywołuje zaś luźne skojarzenie strzelaniny doświadczanej na haju, tudzież ewentualnej maligny po ogłuszeniu granatem hukowym.

Oś napędową materiału stanowi jednak „M39 Diffain”, w którym melodia przez ponad dwie ostatnie minuty toczy żmudną walkę o byt, próbując przebić się przez nieustannie ewoluujące, glitch-hopowe zakłócenia (czy ten podkład nie wydaje się wręcz stworzony dla Run The Jewels?). Ta permanentnie dyskryminująca chwytliwe brzmienie, unowocześniona synteza smaczków z „LP5” i „Confield”, po raz kolejny każe się zastanowić nad, odnotowanym już przez Rafała Krause, wrażeniem erudycyjnej przenikliwości Brytyjczyków w stosunku do niemal każdej, choćby szczątkowej narracji obecnej w nowej elektronice. Niezależnie od wniosków (już hochsztaplerzy/wciąż mistrzowie), oba tegoroczne wydawnictwa, dzięki bezceremonialnemu potraktowaniu większości ścieżek, jawią się przy niedawnych i łagodniejszych „Quaristice” czy „Oversteps” jako dowód na to, że mimo powalającego dorobku dwóm czterdziestolatkom naprawdę nadal się chce. I nadal zarówno na długim, jak i na krótkim dystansie.

Wojciech Michalski (20 listopada 2013)

Oceny

Michał Pudło: 7/10
Średnia z 1 oceny: 7/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: żak deryda
[1 grudnia 2013]
fascynujące w chuj

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także