Polskie Piosenki Wszech Czasów

20–16

Obrazek pozycja 20. Marek Grechuta – Pewność

20. Marek Grechuta – Pewność

[muz: M. Grechuta; sł: E. Lipska; 1972]

Zamiar przygotowania programu muzycznego, opartego na poezji nowoczesnej, wziął się z chęci przekazania tych nielicznych spośród wielu wierszy, które mówią o sprawach współczesnego nam świata w sposób odmienny od spojrzenia z pozycji opartej na dokumentalnym, publicystycznym utrwalaniu faktów i wydarzeń, a mianowicie: w sposób odrealniony, metaforyczny, a dzięki temu – jak mi się wydaje – niejednokrotnie bardziej sugestywny, intensywniej działający na wyobraźnię. (...) Chciałbym, żeby nasza muzyka dała możliwość innego niż zazwyczaj odczytania poezji. Żeby wiersze śpiewane w programie „Droga za widnokres” powiększyły grono zwolenników najmłodszej polskiej poezji. Sposób, w jaki Marek Grechuta opowiada o swojej płycie (program muzyczny!), każe przypuszczać, że dla ludzi jego pokroju komponowanie piosenek nie było jednak do końca poważnym zajęciem. Trochę tak, jakby cały splendor za wymyślenie „Pewności”, która znalazła się na wspomnianym krążku, spływał przy tej okazji na Ewę Lipską – poetkę i autorkę słów nie tylko tej kompozycji, ale i piosenek Skaldów czy Grzegorza Turnaua. Owszem, mamy tu do czynienia z poezją śpiewaną, ale w zestawieniu ze wszystkim, co wiele lat później zwykło się tym mianem określać, kompozycje Grechuty to bardziej piosenka poetycka. Nawet jeśli on sam tak o tym nie myślał. Zresztą nieważne, bo gdyby założyć, że faktycznie miał do muzyki podejście – nomen omen – instrumentalne, to i tak poziom inspiracji, jakie katalizowały w nim interpretacje (w większości) cudzych wierszy, mimochodem uwznioślał jego utwory. Znamienne jest jednak właśnie to, że muzycy krakowscy mogli się wywodzić ze środowiska studencko-kabaretowego, ale do uprawiania sztuki podchodzili śmiertelnie serio. Z tym że z dzisiejszym poziomem kabaretu studenckiego nie miało to oczywiście nic wspólnego (tak, jak poezja śpiewana Marka Grechuty nie ma nic wspólnego z dokonaniami, dajmy na to, Starego dobrego małżeństwa). Tamtejsza scena skupiała jednak absolutną elitę intelektualną tego kraju. Za czasów działalności jego dwóch pierwszych grup, a więc kolejno Anawy i WIEM (której „Droga” była debiutem) Grechutę poza armią poetów i pisarzy otaczali w zasadzie WSZYSCY liczący się później muzycy i to niezależnie od kierunku, w jakim ostatecznie poszli. Z pamięci: Andrzej Zaucha, Zbigniew Wodecki, Marek Jackowski, Ewa Bem, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Jacek Ostaszewski, a więc założyciele Bemibeku, Osjan, Maanamu etc.

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, gdy szukam analogii dla tej nienazwanej przecież krakowskiej sceny przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, to brazylijski corner club, Clube de Esquina. Z oczywistych względów, bo tak, jak Grechuta et al, Milton Nascimento i Lô Borges zgromadzili wokół siebie najwybitniejszych muzyków swojego pokolenia. Co więcej obie grupy dość podobnie degradowały muzykę do roli programu, akompaniamentu dla dania głównego, czyli interdyscyplinarnego spektaklu. A poza tym w związku ze szczególnym rodzajem wrażliwości czy też pomysłu na muzykę, który Grechutę łączył ze swoimi południowoamerykańskimi odpowiednikami. Rytm + zwiewność to przepis tak na Música Popular Brasileira, jak i wczesnego Grechutę. „Pewność”, gdyby się nad tym zastanowić, instrumentalnie robi raczej średnie wrażenie – nie licząc nieśmiałych wstawek pianina i szemrania gitary akustycznej, mamy tu w zasadzie tylko jednostajnie wstępujące i zstępujące partie kontrabasu plus bębny z bongosami. A zatem sekcja rytmiczna i niewiele więcej. Ale przecież „Pewność” to przede wszystkim wiersz, a wiersz musi mieć rytm i udział WIEM, czyli backing bandu Grechuty, do tego się zasadniczo sprowadza. Tak naprawdę cała muzyka zawiera się tu w ni to deklamacji, ni to zaśpiewach głównego bohatera, który w sposób równie bezwysiłkowy, co nieoczywisty wyjeżdża raz przed, raz za sekcję, przeciągając wybrane słowa i choćby po dwustu odsłuchach nigdy nie wiadomo, w którą stronę skręci akurat tym razem. Jest to tak intuicyjne, melodyjne i kunsztowne zarazem, że pod względem bogactwa kompozycyjnego Grechuta po prostu rozbija bank mimo ewidentnej szkicowości tego utworu. Bo umówmy się, że on mógł to zagrać solo w pierwszej lepszej spelunce, a i tak widowni zdawałoby się, że znalazła się w najwspanialszej filharmonii w kraju, wśród dam w pięknych toaletach i dżentelmenów w gustownych smokingach. Zbyt wiele takich kawałków ludzkość w historii nie machnęła.

(Łukasz Błaszczyk)

Posłuchaj >>

Obrazek pozycja 19. Świetliki i Bogusław Linda – Filandia

19. Świetliki i Bogusław Linda – Filandia

[muz: G. Dyduch, A. Gasik, M. Piotrowicz, A. Radziszewski; sł: M. Świetlicki; 2005]

W pierwszej chwili wydaje się, że tekst ma wyśmiewać patos hitu Urszuli: Wszystko będzie takie nowe i takie pierwsze / krew taka gęsta. Gdyby nie to, że nad horyzontem błyska się i słychać szczęk żelaza, można by traktować ten utwór jedynie w kategorii lirycznej satyry. Bogusław Linda recytujący słowa tęsknoty za musztardą, ciastkami i smacznym papierosem, musi powodować u słuchacza uczucia ambiwalentne. Ba, w klipie słowa: reprezentacja naszego kraju nie będzie miała takich wyników, już nigdy wypowiada nie kto inny, jak Maciej Szczęsny. Jednak „Filandia” urzeka kontrastem pomiędzy nostalgicznym tekstem a na wskroś patetyczną smyczkową aranżacją, która wydaje się podkreślać nikłą wartość codziennych przyjemności. Mistrzostwo szyderstwa, „zimne i pożywne”, pożyczające nazwę od miasteczka w głębi jednego z departamentów Kolumbii, ze stolicą w Armenii. (Witek Wierzchowski)

Posłuchaj >>

Podobało się? Posłuchaj również:
Raz Dwa Trzy – W wielkim mieście
Stanisław Soyka – Cisza ratunkowa

Obrazek pozycja 18. Marek Grechuta & Anawa – Dni, których nie znamy

18. Marek Grechuta & Anawa – Dni, których nie znamy

[muz: J.K. Pawluśkiewicz; sł: M. Grechuta; 1971]

Oto piosenka, która powstała pod wpływem wydarzeń historycznych, stając się dziełem historycznym. Artysta jest przecież osobą osadzoną w określonym miejscu i czasie, wpływ otoczenia i dokonywane wybory rzutują na jego twórczość. „Dni, których nie znamy” pomimo ponadczasowego przesłania ilustrują okres niepewności w historii PRL związany z wydarzeniami na wybrzeżu w 1970 roku, są także obrazem stanu ducha autora tekstu, który przeżywał rozterki związane z wyborem drogi życiowej. Grechuta musiał zastanawiać się, czy warto było odłożyć na jakiś czas marzenia o uzyskaniu dyplomu architekta i poświęcić się działalności scenicznej. Z perspektywy czasu decyzja o zaangażowaniu się w twórczość Anawy wydaje się bez wątpienia słuszna, opisywany utwór jest jednym z ważniejszych fragmentów „Korowodu” – dzieła epokowego. Trudno przypuszczać, aby Marek-architekt, uwarunkowany socjalistycznymi priorytetami ówczesnego budownictwa, był znany jako twórca projektu, który zapewniłby jego nazwisku pamięć pokoleń. Jednak „Dni, których nie znamy” to nie tylko optymistyczne liryki. Pomysł na rytm piosenki zrodził się w bardziej prozaicznym otoczeniu, a mianowicie pociągu relacji Warszawa-Kraków. Stukot kół pędzących po szynach był inspiracją sekcji rytmicznej, wspierającej smyczkową melodię Pawluśkiewicza i dopełnionej klawiszową aranżacją dwóch ostatnich zwrotek. Perfekcyjne, wręcz genialne zespolenie muzyki z poetyckim tekstem, stworzyło utwór wiekopomny, mający zapewnione niepoślednie miejsce całej historii polskiej muzyki. (Witek Wierzchowski)

Posłuchaj >>

Podobało się? Posłuchaj również:
Marek Grechuta – Będziesz moją panią
Halina Frąckowiak – Bądź gotowy dziś do drogi

Obrazek pozycja 17. Wrak – Daleki świat

17. Wrak – Daleki świat

[muz: M. Kowalczyk; sł: A. Sobczak; 1984]

W 1981 roku, w Słupsku, pod przewodnictwem Marka Kowalczyka powstaje kwintet Wrak. W 1982 roku, w samym środku stanu wojennego, pięciu chłopców zafascynowanych Earth, Wind & Fire, Michaelem Jacksonem czy Chic nagrywa muzykę taneczną nie tylko oderwaną od otaczających ich smutnych realiów, ale także niespotykaną w polskiej tradycji niemalże w ogóle. „Taka historia się nie zdarza” – chciałoby się rzec, ale byłaby to nieprawda. Czyż disco nie uosabiało dla Afroamerykanów, Latynosów i włoskich imigrantów snu o wolności i celebrowania życia poza obyczajowością i restrykcjami? Eskapizm disco nie był tylko eskapizmem hedonistycznym, podparty był politycznymi i społecznymi roszczeniami obywateli drugiej kategorii, wszelakich mniejszości, czy to etnicznych, czy seksualnych. Wrak jednak starali się odcinać od politycznych konotacji, destylowali z disco i funku radość i lekkość, kolorując sobie choć odrobinę feralny czas swojej młodości. Na marginesie polskiej muzyki niestrudzenie rozwijali tę odszczepioną koncepcję, by w 1984 roku doprowadzić brzmienie zespołu do perfekcji. Utwór „Daleki świat” świetnie korelował z pulsem zachodniej muzyki. Dęciakowe, rozwleczone disco zastąpił zwarty sophisti-pop, siatka bezbłędnych akordów oraz brzmienie zaawansowane aranżacyjnie i harmonicznie. Kompozycja bez mrugnięcia okiem mogłaby się znaleźć w katalogu takich tuzów, jak Prefab Sprout czy ABC. Nie znalazła się nawet na oficjalnej siedmiocalówce. To nie jest kraj dla poptymistów. (Marta Słomka)

Posłuchaj >>

Podobało się? Posłuchaj również:
Wrak – Ty, a obok ja
Ewa Bem – Zrobię wszystko, co zechcesz

Obrazek pozycja 16. Dżamble – Wymyśliłem ciebie

16. Dżamble – Wymyśliłem ciebie

[muz: J. Horwath; sł: A. Kawa; 1971]

Dżamble wydali jeden tylko album, nim konflikt z wytwórnią zakończył ich działalność na dobre, ale utwory takie jak „Wymyśliłem ciebie” nie pozwalają o nich zapomnieć. Teksty tworzyły dla nich najsłynniejsze postaci poetyckiego światka ówczesnego Krakowa, a w studiu pojawiali się najważniejsi przedstawiciele jazzowego anturażu. Tylko w tym jednym utworze można usłyszeć Zbigniewa Seiferta, Tomasza Stańkę i Michała Urbaniaka, wraz ze wtórującym im kwartetem smyczkowym. Wygląda na to, że kryzys finansowy i niedostatek instrumentów, tak powszechny w tamtych latach, aż tak bardzo im nie zaszkodził. I naprawdę, ten utwór nie brzmi, jakby brakowało im dobrego studia czy sprzętu. Z jazzowego instrumentarium wyciągają maksimum szlachetnego kolorytu sekcji dętej czy pianina, a perkusja nawiązuje tutaj dialog z potężnym rytmem „Gdybyś kochał, hej”.

Sam Zaucha, jak na dwudziestoletniego wówczas chłopaka, brzmi po prostu niewiarygodnie. Facet śpiewa tak mocno i czysto, jakby robił to od dwóch dekad. Fragment A potem / Przyjdą noce / Jak psy wierne / Pod nasz dom przypomina mi melodię z „Epitath” debiutu King Crimson i brzmi wcale nie gorzej. Tym bardziej szkoda, że historia Dżambli tutaj właśnie się kończy. (Mateusz Błaszczyk)

Posłuchaj >>

Screenagers.pl (31 maja 2012)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: ktoś tam z dawien dawna
[27 listopada 2013]
Zamiast Wraku proponuję Brak z kawałkami "Na Bliskim Wschodzie" czy "Złoto". Niby tylko zamiana jednej literki a jednak muza lepsza.
Gość: mh
[20 sierpnia 2013]
Najlepszy.
Gość: eloelo
[20 sierpnia 2013]
Pewnosc, jaki zajebis ty numer
Gość: greg
[27 czerwca 2012]
uwielbiam tę płytę Dżambli, na wspomnianym fragmencie Wymyśliłem ciebie zawsze mam ciary
kuba a
[14 czerwca 2012]
Owszem, widać jak na dłoni pokrewieństwo, ale prawdę mówiąc - nawet mając od zawsze fiksację na punkcie "piosenek podobnych", w tym przypadku jakoś mi to nie przeszkadza. Może dlatego, że ostatecznie wibracje tych kawałków są zupełnie różne - EW&F zagrali to klasycznie funkowo, a Wrak dużo bardziej europejsko, sophisti-popowo.

W numerach Wraku nawiązań do EW&F jest zresztą więcej. Na przykład "Małolat" zaczyna się prawie identycznie, jak "In the Stone" (ma też dęciaki z "Get Down On It" K&TG).

Nie zmienia to faktu, że: Wrak <3
Gość: BR
[13 czerwca 2012]
Wrak to niezła zżynka z "Let's Groove" Earth Wind & Fire.
Gość: kow
[4 czerwca 2012]
"Dni których nie znamy" to też hit wesel
Gość: Sajmon
[1 czerwca 2012]
Myślałem, że będzie bez niespodzianek, a tu Filandia i Dżamble... brawo!

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także