Polskie Piosenki Wszech Czasów

140–131

Obrazek pozycja 140. Eis – Najlepsze dni

140. Eis – Najlepsze dni

[prod: Kociołek; sł: J. Nalewajko; 2003]

W przeciwieństwie do reszty polskich raperów, Eis niczego nie rozkminia; Eis celebruje: rzeczywistość, perspektywy, a przede wszystkim siebie. Są takie dni, że wszyscy mówią mi, że jestem gościem, heh, yo – wjeżdża, już na samym wstępie zawierając w nim sugestię, że te dni są codziennie. Nic dziwnego, że jego flagowy singiel brzmi jak karnawał polskiego hip-hopu, istny tour de force producenta Kociołka, który w intro wyczarowuje z czegoś fajnego coś mistrzowskiego i prawdziwy prime time cierpiącego na nadmiar charyzmy, dwudziestoletniego MC. (Kuba Ambrożewski)

Posłuchaj >>

Obrazek pozycja 139. Maanam - Stoję, stoję, czuję się świetnie

139. Maanam - Stoję, stoję, czuję się świetnie

[muz: M. Jackowski; sł: O. Jackowska; 1981]

Wymarzone otwarcie dyskografii jednego z najbardziej unikalnych i dynamicznych zespołów na polskiej scenie muzycznej. Głównie dzięki energetyzująco-jazgotliwemu dialogowi gitar Jackowskiego i Olesińskiego, przypominającemu Crimsonowskie „Thela Hun Ginjeet”, wydane parę miesięcy po debiucie krakowskiej grupy. Maanam do ruchu ulicznego włącza się już na maksymalnym rozpędzie i słychać, że faktycznie czują się świetnie, z takim tylko zastrzeżeniem, że oni nie stoją. Oni zapierdalają. (Mateusz Błaszczyk)

Posłuchaj >>

Obrazek pozycja 138. Iza Lach – Futro

138. Iza Lach – Futro

[muz: I. Lach; sł: I. Lach; 2011]

W dość nierównym serialu „Big Bang Theory” dwóch głównych bohaterów umówiło się, że jeśli za ich życia wymyślony zostanie wehikuł czasu, to oni wrócą do momentu, który nastąpi za pięć sekund. Nikt się nie pojawia, więc możecie sobie wyobrazić ich rozczarowanie. Umówmy się z czytelnikami: jeśli za Waszego życia powstanie wehikuł czasu, to wrócicie i w komentarzach odpowiecie na pytanie: kiedy Iza Lach nagrała wybitną płytę i czy odniosła sukces komercyjny, choćby na miarę Brodki. Bo to, że nagrała klasyczny utwór polskiej fonografii, to wiemy i bez zaginania czasoprzestrzeni. (Jakub Radkowski)

Posłuchaj >>

Obrazek pozycja 137. PRL – Traciłem czas

137. PRL – Traciłem czas

[muz i sł: R. Kwaśniewski; 1996]

Rafał Kwaśniewski nie tworzył rock’n’rolla – on BYŁ rock’n’rollem. Najpierw doprowadził na skraj załamania nerwowego Kazika, potem doprowadził muzykę Elektrycznych Gitar na skraj słuchalności, a następnie nagrał album „Zła wiadomość” – porcję najbardziej soczystego rocka w języku polskim, jaka powstała w ostatnim dwudziestoleciu. Zaczynała się od tego utworu – ordynarnej gitarowej hochsztaplerki, bo „Traciłem czas” to przecież nic innego, jak transpozycja „Wave Of Mutilation” Pixies z klasycznego „Doolittle”. Tylko zagrane z takim gazem, że starczyłoby pary na piętnaście koncertów The Libertines. To jest właśnie rock’n’roll: jesteśmy rżnięci i jeszcze się z tego cieszymy. (Kuba Ambrożewski)

Posłuchaj >>

Obrazek pozycja 136. Andrzej Zaucha – C’est la vie (Paryż z pocztówki)

136. Andrzej Zaucha – C’est la vie (Paryż z pocztówki)

[muz: W. Pieregorólka; sł: J. Cygan; 1986]

Pod względem walorów kompozycyjnych, stopnia wyrafinowania produkcji, skali wykorzystania niekończącego się talentu wokalnego czy innych „obiektywnych” kryteriów „C’est la vie” nie jest z pewnością najlepszą piosenką w repertuarze Andrzeja Zauchy. Cóż jednak z tego, skoro ten hymn schyłkowej, brudnej i szarej komuny do dziś chwyta i bezlitośnie ściska za gardło każąc zastanowić się, jak to możliwe, że na przestrzeni pięciu minut zapadłe, senne Niepołomice naprawdę stają się tętniącym bankietowym życiem miastem kochanków, poetów i ulicznych grajków. „C’est la vie” to bolesna, wywołująca uczucie kłucia w sercu spowiedź jowialnego wąsacza, który miał wszelkie zadatki ku temu, by podbić największe światowe estrady, ale urodził się w niewłaściwym miejscu i w niewłaściwym czasie. Czy szwędając się po zabłoconych kocich łbach lokalnego dworca PKS i spotykając na rogu dawno niewidzianych kumpli jak grzech wydaje się tym przesadnie zmartwiony? Zaucha był być może największym z polskich skowronków na uwięzi, a na pewno jedynym, który ból zamkniętego w klatce, łaknącego sławy i popularności geniusza był w stanie wyśpiewać w sposób tak poruszający. Polacy kochają piosenkę francuską, ale stanowczo zbyt często zapominają, że nad Wisłą często radzono sobie z nią lepiej niż nad Sekwaną. (Bartosz Iwański)

Posłuchaj >>

Obrazek pozycja 135. Skaldowie – Hymn kolejarzy wąskotorowych

135. Skaldowie – Hymn kolejarzy wąskotorowych

[muz: A. Zieliński; sł: W. Młynarski; 1970]

Skaldowie jako polski odpowiednik The Beach Boys? „Cała jesteś w skowronkach” rzeczywiście majestatycznie wybrzmiewa w towarzystwie „Pet Sounds”. Wolę jednak myśleć o zespole braci Zielińskich jako rodzimej wersji The Zombies, choć to też nie do końca trafione porównanie. Nie zaznasz u Skaldów tego posępnego, melancholijnego geniuszu Briana Wilsona, który był równie motywujący, co dysfunkcyjny. Skaldowie to nie metafizyka. To przepiękne i urokliwe piosenki, to barokowość, ornamentyka dla samej ornamentyki. „Hymn kolejarzy wąskotorowych” jest tego najlepszym przykładem - kwiecista i dostojna wiolonczela, bigbitowy refren, karkołomnie poprzedzony jazzującym mostkiem, a całość spleciona jednym najbardziej nonsensownych tekstów w historii polskiej muzyki. Doprawdy, Andrzej Zieliński uwielbiał bawić się (ze) słuchaczem. (Marta Słomka)

Posłuchaj >>

Obrazek pozycja 134. Kalina Jędrusik – Na całych jeziorach ty

134. Kalina Jędrusik – Na całych jeziorach ty

[muz: A. Sławiński; sł: A. Osiecka; 1966]

Liryczna opowieść Agnieszki Osieckiej ani chwilę potem (Teresa Tutinas), ani parę chwil później (Nosowska) nie została zinterpretowana w tak lekki i odpowiedni sposób – choć według kompozytora Adama Sławińskiego zbyt sexy, by mogła być zaśpiewana w Opolu. No bo zaraz, odpowiedniość? To słowo było dla Kaliny Jędrusik największą obelgą. Znana jest przecież jej błyskotliwa riposta „Odpierdol się, strażaku”, kiedy ten zwrócił jej uwagę, że na teatralnej scenie palenie jest zabronione. A jednak nasza polska Marylin Monroe, była też uroczą i słodką „muzą”, bo, jak mówiła, „prawdziwa twórczość jest domeną tylko mężczyzn”. Mówiła, mówiła, a potem nagrywała takie piosenki jak ta, po sukcesie której w 1966 roku Sławiński kupił sobie ponoć – i tu bez niespodzianek – żaglówkę. (Kamil J. Bałuk)

Posłuchaj >>

Obrazek pozycja 133. Klaus Mitffoch – Siedzi

133. Klaus Mitffoch – Siedzi

[muz: K. Pociecha; sł: L. Janerka; 1985]

W dzisiejszej audycji poruszymy następujące problemy: czy ten bas ma progi, ile razy wokal w refrenie wchodzi między stopnie skali, czemu dopiero w ostatnim następuje wykończenie melodii i czy można streścić bardziej lakonicznie swoje problemy egzystencjalne. (Michał Hoffmann)

Posłuchaj >>

Obrazek pozycja 132. Krystyna Prońko – Byle do brzegu

132. Krystyna Prońko – Byle do brzegu

[muz: K. Prońko; sł: M. Maliszewska; 1986]

Mam wielką słabość do polskiej muzyki tropikalnej, dlatego tak bardzo kocham Bemibem/Bemibek, „Balet rąk” czy ten dziwaczny utwór Krystyny Prońko. Niezobowiązująca opowieść o rozbitkach i tchórzliwym sterniku, który z szalupy skorzystał jako pierwszy, wyrzuca nas prosto w samo serce żaru tropików. Prawdziwym sternikiem jest tu jednak Prońko, która w hawajskiej spódniczce, z charakterystyczną lekkością frazuje tak, jak tylko ona potrafi i jest to najmocniejszy element tej krótkiej, prostej historii o dobijaniu do... końca PRL-u. (Mateusz Błaszczyk)

Posłuchaj >>

Obrazek pozycja 131. Kaliber 44 – Normalnie o tej porze

131. Kaliber 44 – Normalnie o tej porze

[prod: Siła-z-Pokoju; sł: Joka, dAb; 2000]

Pewnie przed nadejściem hip-hopu w Polsce nagrywało się piosenki samochodowe – choć rodzimego odpowiednika mondeo popu to my się nie dochowaliśmy – ale to nasi raperzy pierwsi pochylili się nad zjawiskiem wożenia się po mieście. Jak ważny był to obrządek, wie każdy, kto w licealnej hierarchii stał na tyle wysoko, by autem klasowego bossa z pozycji pasażera objeżdżać zaprzyjaźnione dzielnie przy akompaniamencie m.in. klasycznych kawałków braci Marten. (Łukasz Błaszczyk)

Posłuchaj >>

Screenagers.pl (29 maja 2012)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
kuba a
[20 czerwca 2012]
Taaa, spotkałem się w ostatnich tygodniach z dwoma czy trzema w miarę świeżymi zestawieniami "najważniejszych płyt polskiego hip-hopu" w mediach mainstreamowych i nigdy nie ma tam "GJE". Tymczasem - choć żaden ze mnie znawca - trudno mi sobie wyobrazić podsumowanie medium rapowego, które nie odnotowałoby tej płyty, zapewne zwykle na bardzo wysokim miejscu. Co mnie prywatnie cieszy, bo to mój ulubiony album w polskim hh.

Jeśli o tekst chodzi, to niewątpliwie by się przydał, ale jest chyba w tym kraju paru lepszych speców od tematu. Pożyjemy, zobaczymy. Pozdrawiam!
Gość: xxyy
[19 czerwca 2012]
To niezwykłe o tyle, że Eis w hip-hopowym undergroundzie jest niemal Bogiem, "Gdzie jest Eis?" często uznaje się za najlepszą polską płytę HH, a w mainstreamie mało kto o nim w ogóle słyszał. A przecież postać jest niezwykła, choć może faktycznie trochę mało zrozumiała dla głównego nurtu.
Nie spodziewałem się go tu zobaczyć, bardzo miłe zaskoczenie. Może kiedyś jakiś tekst o nim? ;)
kuba a
[14 czerwca 2012]
Fajnie, że ktoś odnotował. Eis "zawsze na propsie". Piona :)
Gość: xxyy
[12 czerwca 2012]
Taaaaaaki plus za Eisa!!!!
Gość: bohun
[10 czerwca 2012]
heh, melodia refrenu tego numeru skaldów zawsze mi się kojarzyła z "anyone can play guitar" radiohead, zabawna rzecz.
Gość: kaermel
[9 czerwca 2012]
"Stoję, stoję" (jak i również kilka innych momentów z Maanamu) też mi zawsze przypominało King Crimson z lat 80-tych. I szczerze mówiąc zawsze byłem, w sumie bezpodstawnie, przekonany, że najpierw było "Discipline", a potem dopiero takie brzmienie Maanamu. A tu takie całkiem miłe zaskoczenie, że to jest jeszcze bardziej oryginalne, niż mi się cały czas zdawało.
Gość: Szeldon
[2 czerwca 2012]
Sorry, Iza nie osiągnęła żadnego większego sukcesu komercyjnego...
Gość: błaszczyk nzlg
[30 maja 2012]
A to nie było jakoś tak, że ci kolejarze WĄSKOTOROWI to był przytyk w stronę ogólnie pojętej komuny? Kiedyś, zdaje się, tak mi zajawiał temat Maciek Lisiecki.
kuba a
[29 maja 2012]
Nie sądzę, żeby Marta ironizowała! Kontekst jest ciekawy, co nie zmienia nonsensowności idei piosenki o kolejarzach wąskotorowych. Ale to, jak widać, wydało nam się zdecydowanie bardziej sympatyczne niż zniechęcające.
Gość: marta s
[29 maja 2012]
nie, nie, zero ironii. Piszac o nonsensownosci tekstu mialam na mysli wlasnie spory poziom abstraktu, psychodelii, zabawy jezykiem i az sie dziwie sobie, ze nie pomyslalam w tym momencie wlasnie o popularnych bitlesach. Dobrze, ze przytoczyles ten kontekst!
Gość: pszemcio
[29 maja 2012]
@Marta, wyczuwam ironię a moim zdaniem to ważny aspekt, dlatego że przez ten tekst utwór często nie jest odbierany serio i banalizuje się go z tego względu.
Ale jak się już wyjaśni że kontekstem tu jest inspiracja Yellow Submarine i że Młynarski pisał serię tekstów "o zawodach" (vide: wiolonczelistka, naczelnik poczty), to i odbiór inny. Ja sam słysząc pierwszy raz miałem podejrzenia o jakieś propagandowe podjazdy:P
marta s
[29 maja 2012]
o, dzięki za info, Przemek!
Gość: pszemcio
[29 maja 2012]
Hymn kolejarzy - ten nonsensowny tekst ma bardzo wyraźny kontekst, jakim jest twórczośc Beatlesów i inspiracja tekstami. Jest o tym trochę we wkładce reedycji, które właśnie wychodzą
Gość: pszemcio
[29 maja 2012]
Hymn kolejarzy - ten nonsensowny tekst ma bardzo wyraźny kontekst, jakim jest twórczośc Beatlesów i inspiracja tekstami. Jest o tym trochę we wkładce reedycji, które właśnie wychodzą

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także