Primavera Sound 2011

Wstęp

Primavera Sound – jeden z największych europejskich festiwali, zawsze mocarny line-up, który śni się po nocach kilka tygodni przed samym eventem. Kilka scen rozlokowanych w malowniczych, nadmorskich rejonach nowoczesnej dzielnicy Barcelony, gdzie można bez większych problemów dojechać autobusem, metrem, a nawet iść na piechotę plażą. Barcelona od lat pod koniec maja zamienia się w muzyczną stolicę świata, nawet jeśli nadal w tym czasie w stolicy Katalonii przebywa 20 razy więcej turystów niż festiwalowych bywalców. Komercjalizacja festiwalu jest faktem i nieuchronną koleją rzeczy. Można się na to wściekać i odgrażać, że będzie to ostatnia wizyta na Primaverze, ale za pieniędzmi i sponsorami idą, sorry, pieniądze i dlatego w jeden weekend, w jednym miejscu można zobaczyć reaktywowane Pulp (2 dni po premierowym koncercie we Francji), ponad półtoragodzinny gig PJ Harvey, Grindermana, Animal Collective, Sufjana Stevensa i całą masę wykonawców od chilijskiej gwiazdy pop po naszych rodaków z The Car Is On Fire. Jestem w stanie przeboleć najbardziej nachalną reklamę piwa San Miguel, okularów Ray-Ban i produktów Adidasa oraz niesamowity tłok, jaki towarzyszy festiwalowi z roku na rok, by móc uczestniczyć w tym epickim festiwalu i czerpać z niego to, co najwartościowsze i najciekawsze. (kw)

Reklamy znanych marek reklamami, ale Primavera to wciąż jeden z najbardziej ekscytujących festiwali muzyki niezależnej na świecie. Rozrasta się, ma headlinerów przyciągających coraz większą widownię i wciąż proponuje liczne występy bezkompromisowych i piekielnie utalentowanych wykonawców – chociażby nie tak oczywistych dla wszystkich festiwalowiczów Glenna Branki i Arto Lindsaya. Jednocześnie pokazuje swoistą, że tak pompatycznie to ujmę, potęgę dobrej muzyki poprzez tłumy zgromadzone przed scenami, na którymi grają w Polsce prawie nieznani Seefeel. W tegorocznym line-upie zarówno zaskoczyła mnie, jak i ucieszyła silna reprezentacja weteranów brzmień dość posępnych, wręcz agresywnych i ciężkostrawnych (Einstürzende Neubauten, Swans czy Suicide). To ciekawa odmiana po zeszłorocznym wysypie około college-rockowych reaktywacji, które bądź co bądź były fajnym, ale dość przewidywalnym chwytem, mającym na celu przyciągnąć publiczność na zasadzie sentymentu do starego, dobrego indie. Stąd mimo wielu zarzutów o komercjalizację, nie do końca się z nimi zgodzę – dobór artystów występujących na edycji 2011 wydaje mi się o wiele odważniejszy niż zeszłoroczny, choć uzupełniony o parę bardzo znanych nazw(isk). (ak)

Andżelika Kaczorowska, Kasia Wolanin

Screenagers.pl (10 czerwca 2011)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: liczba
[13 czerwca 2011]
ilość ludzi i reklam?

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także