Ocena: 8

Beach House

Wishes

Zdjęcie Beach House - Wishes

Wiadomo kto im wygrał ten singiel i jaką postacią na tapecie. Źródeł mistrzowskiej stylizacji Raya Wise'a jest jednak więcej. W najoczywistszy sposób przypomina nam podśpiewującego szaleńca z Twin Peaks, Lelanda Palmera. Z tej roli otrząsnąć się nie da i na pewno wiedział to reżyser klipu, Eric Wareheim. Nie ruszając się z Miasteczka, można by jednak wskazać na jeszcze jedną postać – Nadine Hurley. Pamiętacie żonę Dużego Eda, której po wybudzeniu ze śpiączki wydaje się, że jest licealistką, a co gorsza - szkolną cheerleaderką? Podstarzały, obłąkany facet w ortalionowym dresie na tle bliźniaczych mu strojami młodych akrobatów wprowadza podobne uczucie zgrzytliwego kontrastu. Co innego jeszcze, że kurtka Wise'a, ejtisowy retrofuturyzm (w typie adidasowym, nie sci-fi) i charakterystyczny neonowy fiolet wskazywałyby raczej na nieodkrytą przyszłość bezimiennego z „Drive”, u którego cykl biologiczny objął również przypisane mu atrybuty, podmieniając złotego skorpiona na bardziej akuratnego konia, na poły zresztą rycerskiego, a na poły o rodowodzie zaklętym w logo Ferrari. Dodajmy jeszcze grupkę mężczyzn wyglądających jak karykaturalni sportowcy oraz żołnierze karcianej królowej z blockbustera L. Carolla jednocześnie, no i mamy wyśmienitą, pop-surrealistyczną zagwozdkę. David Lynch approves.

No dobra, ale co z piosenką? Ktoś pomyśli, że oceniam singiel za klip i będzie miał w tym dużo racji. Życiową prawdą jest, że niektóre kompozycje znacząco uwypuklają się w multimedialnym połączeniu. Kiedy dodać szczyptę elementów zagęszczających wodnistą atmosferę album-tracka, treść wypycha jego raczej skromny flak, automatycznie i wbrew naszej woli windując wartość utworu. Tak się dzieje z „Wishes”, i bez tego anturażu jednemu z highlightów zeszłorocznego albumu, ale któremu w niesinglowych okolicznościach postawiłbym notę przynajmniej oczko niższą. Ot, komfortowo wznosząca się pieśń, przepadająca w ładnym, ale usypiająco jednowymiarowym albumie, zaczyna nagle mienić się różnymi odcieniami podkreślającymi jej atuty, nabierając osobliwego charakteru i zapisując się w podświadomości już jako pełen pakiet. Można próbować to zignorować i zwalić na karb niemuzyczności i skrajnego subiektywizmu, ale przecież okoliczności zaistnienia muzyki stanowią o powodzeniu w jej odbiorze w procencie nazbyt wielkim, by te funkcje od siebie filtrować. I pamiętamy przy tym doskonale, że muzyka Julee Cruise po amputacji z Twin Peaks (o ile to jeszcze w ogóle percepcyjnie możliwe) wiele traci na swojej magii. Nie tyle jest to więc rehabilitacja za wcześniejsze niedocenienie Beach House, ile ukłon dla „Wishes” oddychającego nowym, kompleksowym życiem.

Karol Paczkowski (10 marca 2013)

Oceny

Rafał Krause: 8/10
Jędrzej Szymanowski: 6/10
Średnia z 2 ocen: 7/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: anka
[16 marca 2013]
bardzo fajny tekst chociaż dla mnie ta płyta jest absolutnym "pitu-pitu", którą przesłuchałam raz i wystarczy
Gość: gene_nic_nzlg
[14 marca 2013]
Oczywiście, że nie chodzi o to, aby topić się w możliwych interpretacjach (skojarzeniach chyba też nie :)), więc zawiedziona się nie czuję. Dzięki za link!
Gość: karol p nzlg
[14 marca 2013]
pytać warto, oczywiście. po pierwsze, nie podjąłem się najmniejszej próby interpretacji obrazu, bo opublikowałem tekst w 3 dni po ukazaniu się singla, mając na uwadze zachętę, nie rozkminę. po drugie, wymiana skojarzeń w pierwszym akapicie (wiem, że nie wyczerpałem tematu, ale też nie o to chodzi) to właśnie forma pytań bez pytajnika, na zasadzie "w co to wszystko nam się układa?". i prawda, kapituluję, zostawiając to na poziomie zagadki. jednocześnie jednak przyklejając na końcu nazwisko Lyncha sugeruję, że gdzieś może być do niej klucz (bo u niego jest zawsze). co innego, że moim zdaniem poza kotłem popkulturowych, sugestywnych nawiązań podkręconych estetycznymi walorami, tego klucza nie ma. biorę to wyłącznie jako intensywną fantazję, ale o tym zaraz.

drugi akapit – tu się rozumiemy. uściślijmy tylko, że mówię raczej o relacji muzyczno-wizualnej, nie muzyczno-lirycznej. czyli fakt, zostawiam już na boku dwie potencjalnie istotne rzeczy – przełożenie zbioru elementów na jakąś interpretacyjną całość oraz związek samego Wise'a z tekstem piosenki. i jasne, odczuwam tu coś intuicyjnie, na tyle, żeby dać się temu oczarować, ale tropy się gubią (albo wydają mi się zbyt naciągane) i daleki jestem od formułowania tych przemyśleń na forum, a co dopiero w recenzji. jeśli tego wymagałaś, to masz prawo czuć się zawiedziona. myślę jednak, że teledysk również złożony jest na czuja, w konwencji snu, którego się nie rozkłada i nie tłumaczy. w linku, który załączam poniżej, znajduje się trochę informacji o kręceniu tego klipu. Wareheim sam mówi, że koncepcja konia i Wise'a jako śpiewaka-trenera wyszły od Legrand i raczej były to wizje (objawienia?), które zaiskrzyły w wyobraźni Wareheima jako mocne, nośne obrazy. dlatego układanie sobie w głowie własnych, rozpalających wyobraźnię skojarzeń jest oczywiście ciekawe, ale dociekanie "co autor miały na myśli" nie kręci mnie w tym przypadku w ogóle. nie czuję potrzeby, żeby rozmontowywać ten klip i nie postrzegam go w kategorii historii, którą zaproponowałaś. co nie zmienia faktu, że pewnie można na to patrzeć dociekliwie. jeśli masz jakiś pomysł, to opowiadaj :)

http://www.fastcocreate.com/1682542/eric-wareheim-weirds-out-beach-house-with-wishes

Gość: gene_nic_nzlg
[13 marca 2013]
Może jednak po wymianie złośliwości i pozdrowień, a także zachęcie (nie po daniu możliwości) do dalszego pisania, podzielisz się swoimi przemyśleniami na temat teledysku stworzonego do promocji "Wishes". W pierwszym akapicie przytaczasz luźne skojarzenia, bardziej lub mniej oczywiste, w kolejnym wracasz już do utworu - doskonałego przykładu muzyki wzmocnionej i uzupełnionej wizualnie. To czego szukałam, to próby odgadnięcia tego dziwnego połączenia piosenki (jej słów, muzyki) z krótką i surrealistyczną historią zaproponowaną nam przez Wareheima, którego uwielbiam za ostatni teledysk Health. W skrócie: skąd ta zabawna stylizacja i czy kryła się wyłącznie w słowach piosenki? Skąd pomysł na to by to właśnie Wise śpiewał: "Wishes on a wheel"? Dlaczego tak bardzo nas to elektryzuje? A może nie ma sensu o to pytać?
Gość: karol p nzlg
[12 marca 2013]
@gene_nic_nzlg Tłumaczyłem, żeby rozwiać wątpliwości, nie żeby ofensywnie wskazać Ci słownik. Krytyka przecież ma dotykać autora, no ale nie może być dla niego mniej jasna niż wytykane niejasności. Z nowomową nadal byłbym ostrożny, bo to słowo z ogromnym korzeniem semantycznym i chyba nie da się go bezpiecznie usunąć dla własnych potrzeb nazewniczych. No chyba, że mnie naprawdę oskarżasz o jakąś myślozbrodnię, wtedy nie ma naszego problemu, za to robi się POWAŻNIEJ. Ale już milknę - protekcjonalny ton i "niewinne" kawałkowanie mojej wypowiedzi wskazują, że świetnie się bawisz :) Nie chcę się pchać w pułapkę, więc grzecznie dziękuję za możliwość pisania i pozdrawiam!
Gość: gene_nic_ nzlg
[11 marca 2013]
Karolu, dziękuję za wyjaśnienie, znam jednak znaczenie słów 'kompleksowy' i 'nowomowa' - tego ostatniego nie użyłam w tradycyjnym znaczeniu, mam nadzieję, że to rozumiesz. Nie chciałam także, żeby moja krytyka Cię dotknęła - po prostu zaplątałam się w "siatce odniesień". Pamiętaj także, że przym. 'kompleksowy' jest bardzo modnym słowem - chociaż nie "intelektualnie". Pisz dalej, pozdrawiam! :)
Gość: karol p nzlg
[11 marca 2013]
@gene_nic_nzlg Kompleksowy - "obejmujący całość elementów lub zagadnień, a nie tylko ich fragment", czyli w tym konkretnym przypadku/użyciu pragnąłem krótko podkreślić, że na nowe życie tego utworu składa się również estetyka klipu oraz siatka odniesień. I że postrzegam to wyłącznie jako całość. Wydaje mi się to całkiem czytelne.
P.S. Nowomowa? Czasami warto coś skrytykować w prosty sposób, bez sięgania po intelektualnie modne, ale chyba błędnie rozumiane przez Ciebie pojęcie.
Gość: gene_nic_ nzlg
[11 marca 2013]
Słaby tekst, cudowny teledysk. Dobrze, że zwróciliście na niego uwagę. Owszem, jest świetnym przykładem tego, jak obraz wzmacnia odbiór muzyki - w tym wypadku (mimo wszystko) dobrego, chociaż nie najlepszego kawałka.
PS. Karolu: " nowym, kompleksowym życiem"? Czasami warto coś opisać w prosty sposób, bez dziwacznej nowomowy.
Gość: karol p nzlg
[10 marca 2013]
@Log Lady wierzę, to są po prostu bardzo subiektywne sprawy. moje pozaserialowe odsłuchy "Floating Into The Night", mimo iż wprawiały w zachwyt, zawsze pozostawiały niedosyt, a przy "Falling" nigdy nie mogę się powstrzymać i zapuszczam obraz. w każdym razie chodziło mi raczej o przykład takiej syntezy, której przerwanie osłabia najważniejszy, czysto muzyczny - o ile możemy o takiej czystości w ogóle mówić - składnik (np. Lana Del Rey + kreujące jej siłę klipy, chociaż to też wyłącznie moja świadomość tej postaci). a że zgrało mi się to zarówno z tematem i osobistym doświadczeniem, to wybrałem właśnie Julee. swoją drogą - "The Voice of Love" > "Floating..." :)
Gość: Log Lady
[10 marca 2013]
Dobry tekst.
Nie powiedziałabym jednak, że Julee Cruisee poza twinpeaksowym kontekstem traci dużo ze swojej magii. Poznałam tę muzykę jeszcze przed obejrzeniem serialu i zrobiła na mnie spore wrażenie.

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także