Ocena: 7

Iza Lach

CSK

Zdjęcie Iza Lach - CSK

To, że od premiery „Krzyku”, poza kilkoma wzmiankami, nie pisało się o tej artystce na Screenagers, należy zrzucić raczej na karb przypadku, niż jakiegoś ostracyzmu. Nie sądzę wszak, żeby Iza całkowicie zniknęła z horyzontu przynajmniej części naszych redaktorów. Interesując się – choćby w najmniejszym stopniu – stanem polskiej sceny, trudno było w ciągu paru ostatnich lat o Izie nie słyszeć. Odkąd Polska nagle odkryła ją po odkryciu przez Świat (sytuacja – paradoksalnie – odwrotna od casusu Bundicka), Iza wyraźnie poszła w urban, porzucając kameralne piosenki o fortepianowej bazie na rzecz coraz bardziej nowoczesnego r&b, czy to na serii singli i mixtape’ów nagrywanych pod patronatem Snoopa, czy też na trzecim pełnoprawnym albumie, „Painkiller”, nagranym samodzielnie (i dobrym). Efekty bywały lepsze i gorsze (do moich faworytów zaliczyłbym m.in. wykwintne „What’s the Difference” i rozpędzone „Hello I’m Ready”), ale poniżej pewnego solidnego poziomu raczej nie schodziły. Nie zapominajmy jednak, że Iza ciągle trzaska piosenki na potęgę, a odkąd na bieżąco dzieli się nimi za pośrednictwem rozmaitych sieciowych kanałów, daje nam okazję do dokładnej obserwacji swojego nieustającego progresu, tak songwriterskiego, jak i producenckiego. Ten jest niezaprzeczalny, czego najświeższym dowodem opisywany track.

Od czerwca zeszłego roku Iza zapowiada powrót do bezpiecznej przystani pod postacią tradycji polskiej piosenki, nie ukrywając zarazem, że jest to skutek zmęczenia próbami rozhulania zagranicznej kariery, a także swoistego nimi rozczarowania, na które wskazuje wyraźnie rozliczeniowy wymiar nowych tekstów. Jak dotąd poznaliśmy trzy utwory zapowiadające „powrotny” album i podczas gdy „Sąd ostateczny” oraz „Wieczna mgła” przykuwały uwagę w niewielkim stopniu (ten ostatni wręcz nudny), to już „CSK” zdecydowanie przywraca nadzieję. „Chyba sobie kpisz” (jak należy rozczytywać tytuł) to – mimo lakonicznego, acz czytelnego tekstu – najbardziej treściwe dokonanie łodzianki od dawna. Na przestrzeni skromnych trzech minut z hakiem prezentuje się tu jako dojrzała miłośniczka studyjnej dłubaniny, z wprawą tnąc i klejąc kolejne elementy (najpewniej samodzielnie nagrane wcześniej) i doprawiając swój głos subtelnym autotunem. Dość powiedzieć, że pod umieszczonym w centrum (i powracającym w końcówce) interludium z umiejętnie pociachaną tytułową frazą śmiało mógłby podpisać się taki James Blake. „CSK” widzę oczyma wyobraźni w charakterze intra nowej płyty Lach. To może być (nowy) początek zapowiadający wiele dobroci.

Posłuchaj utworu

Jędrzej Szymanowski (4 marca 2016)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: szymon dominik topolski
[9 marca 2016]
Szalenie przenikliwa dygresja.
Gość: hejt'er
[9 marca 2016]
Uwaga, recenzja:
Bartosz Iwan brzmi jak jakiś sfrustrowany menago-amator, który zgłasza pretensje o brak HAJPU na coś, co stara się aktualnie HAJPOWAĆ. Przysiąc mógłbym, że tu na Screenagers to nie jedyny taki ruch.
Recepta: robić swoje, a nie walić drzwiami i oknami.
Jasne, że w tym kraju nie wszystko, co dobre spotka się z należytym uznaniem - czas to zrozumieć.
Gość: szwed
[8 marca 2016]
Podzielam niektóre z Twoich krytycznych uwag. Też chętnie czytałbym więcej o stricte alt. rockowych rzeczach na Screenagers. Zabawne, że z tym antyrockowym zwrotem to nie było tak, że nagle przestaliśmy pisać. Dawno temu spora część piszących odeszła, bo nie wyobrażała sobie publikowania tekstów o rockowych płytach obok jakichś popowych, rap czy techno kwestii. Śmieszne, bardzo stare dzieje. Mam nadzieję, że tegoroczna recka Suede to początek i będzie u nas więcej na temat tego rodzaju brzmień.
Gość: Bartosz Iwan
[8 marca 2016]
Co do propozycji współpracy - dzięki, ale w latach 90. pisywałem już do "Piłki Nożnej" i prawie straciłem wzrok.
Gość: Bartosz Iwan
[8 marca 2016]
Bez wazeliny, ale akurat twoja postawa wydaje się naprawdę ok. Nie unikasz rozmowy, nie kryjesz się za pozerskimi unikami. A przede wszystkim, przynajmniej ostatnio, dośc konsekwentnie publikujesz.

Generalnie jednak widoczna jest przepaść między mediami o regularnym charakterze a próbami wspomnianych wcześniej portali. Samo to że iluś tam gości łyka ze streamingu 70 płyt w tygodniu i, jak przyjdzie co do czego, potrafi jako tako pyskować, nie gwarantuje jeszcze rangi medium.

Osobiście wolałbym mieć pewność, że dostanę regularne, na czas przygotowane teksty na temat cokolwiek istotnych premier, niż że kilku zawodników w przypływie fazy po tygodniu zarabiania kaski poza branżą muzyczną powie mi, kto jest lamusem, a kto wygrał rap. Może oni sami myślą, że są ponad, ale w kontakcie ze sceną muzyczną mają pod nosem mleko.

Do Screenagers również na pewno taki zarzut, że po dekadzie stania po stronie gitar poszli z ogólnym hasłem o śmierci i niemal wycofali się z publikowania w tym temacie. Wspomniana, z lekka kuriozalna co do charakteru, recenzja Blur była w zasadzie, być może nawet mimowolnym, potwierdzeniem, że nikt tu nie zamierza powoływać się na jakiś tam kurwa rock 'n' roll. Bo tak zapewne łatwiej, w trudnych czasach.
Gość: szwed
[8 marca 2016]
Nie zasłaniam się - nie chcę się też wypowiadać w imieniu całej redakcji. U mnie wygląda to tak: ponieważ słucham bardzo różnorodnych rzeczy, nie mam pretensji do bycia ekspertem w kwestii jakiegoś muzycznego -izmu czy -coru. Nie mam też złudzeń, że opiszemy jakąś ogromną część płyt i singli. Niezależność Screenagers polega na tym, że mogę tu pisać o bardzo różnorodnych fascynacjach i jedyne, co czasem mnie ogranicza, to opinia ludzi współtworzących tę stronę. Niezależność Screenagers to także, pojawiające się raz na jakiś czas, stanowiące dla mnie sedno tożsamości serwisu, rozbudowane teksty, które "wgryzają" się z problematykę płyt takie jak recki Kamasiego, Holter, Sufjana, Silver Bullets... Niezależność to Zajzajer będący regularną porcją pozycji naprawdę nieoczywistych i rekordowo mało popularnych. A że piszemy w kratkę, sprawa jest jasna - tu nikt nie jest zatrudniony, Screenagers to po prostu portal ludzi dzielących się wrażeniami i spostrzeżeniami. Brakuje Ci tekstów i jakichś wykonawcach, masz poczucie, że miałbś o nich coś ciekawego do powiedzenia. Zapraszamy.
Gość: Bartosz Iwan
[8 marca 2016]
Zasłanianie się teraz "muzyką alternatywną"... Czekam jeszcze na argument, że bliżej wam do rock 'n' rolla, niż popu. :-) Nie wiem, kto ma w to uwierzyć...

Gość: Bartosz Iwan
[8 marca 2016]
Po prostu niezbyt rozumiem, jak ma w Polsce wyglądać alternatywa dla tak wyszydzanych mediów oficjalnych, skoro wyszydzający udzielają się w portalach, które publikują w totalną kratkę. Lecz to tylko jedno z wielu pytań, na które nie spodziewam się już odpowiedzi.
Gość: szwed
[8 marca 2016]
Wiemy, wiemy, że dziury w serze, ale przy takiej rozpiętości, jaka od zawsze nas tu interesuje, czyli przedmiot opisu pt. muzyka alternatywna;) nie ma innej opcji. Gdybyśmy prowadzili bloga na temat krajowego indie-popu, to ok. Pominięcie Sonimiki byłoby gafą. Dodatkowo ostatnio słabo u nas z aktualnościami, bo zamiast opisać koło trzydziestki nowych rzeczy, zajęliśmy sie dyskografią Bowiego. No ale coś za coś.
Gość: Bartosz Iwan
[7 marca 2016]
I super.

Szkoda tylko, że nie przeczytam o tym w oficjalnym materiale.

Spójrzmy na świat realny, świat NORMalny. Czy to przez całe wieki prasa drukowana, czy, analogiczne do niżej wymienionych, portale zagraniczne - materiały idą jeden za drugim, w przewidywalnie stosownym okresie od publikacji nagrań. A już szczególnie, co oczywiste, w przypadku środowiskowych hajpów.

Nawet tzw. darlings raczej nie potraficie jeden z drugim prowadzić. Ewentualnie kończy się skokiem przez rekina, jak w przypadku wymuszonej zajebistości Crab Invasion, której nie kupił w tym kraju chyba nikt poza autorami hasełek typu "Crabs RATUJĄ POP!".. Na Porcys do dziś nie ma recenzji takich Rycerzyków, a na Screenagers też dziury w serze większe niż sam ser, Jakże znakomicie, że w trybie błyskawicznym potraficie (wy - Screenagers) reagować chociaż ten raz na przysłowiowy rok (jak np. w przypadku dziwnie motywowanej recenzji Blur, która połowicznie polegała na wykazaniu, że Albarn to "pyszałek" albo meta-robieniu laski dresiarskiej popkulturze w przypadku rzutem-na-taśme recy Gangu Albanii).

NIe wiem jak inni, ale ja oczekuję od mediów tworzonych przez osoby o określonych aspiracjach (ego! ego!) przede wszystkim właśnie ciągłości rzetelnych.publikacji. Inaczej to są prywatne notateczki, a nie godne cytowania media muzyczne.

BEKA ROKU póki co wędruje jednak do Porcys, gdzie rubryka newsowa o jakże wymownym tytule "24" była w comie praktycznie jakieś pierwsze 40 dni nowego roku. :-))))))))
Gość: szwed
[7 marca 2016]
Jak dla mnie Sonimiki nikogo nie rozstawia. Ok, bit intrygujący, ale wokal i tekst dość nijakie są. W porządku piosenka, jak dla mnie nic więcej.
Gość: Bartosz Iwan
[6 marca 2016]
A kiedy recenzja nowego singla Sonimiki "Fantazi"?

Bo od kilku tygodni rozstawia konkurencję po kontach, a w niezal-internetach typu tutaj albo Porcys póki co cisza.
Wiadomo, że to są takie portale trochę na niby profesjonalne, ale dostajecie gotowe zjawisko, które stylistycznie ma w zasadzie wszystko, o co "walczycie" i zamiast przodować w promowaniu tego, śpicie jeden z drugim (Trójeczka też śpi, ale tu się akurat wszystko zgadza)..

Cóż, ale może już w lipcu? EMA

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także