sxnada? screenagers.pl - recenzja: The Presidents Of The United States Of America - Love Everybody
Ocena: 6

The Presidents Of The United States Of America

Love Everybody

Okładka The Presidents Of The United States Of America - Love Everybody

[PUSA Inc.; 17 sierpnia 2004]

One, two, three... ruszamy! „Love Everybody” rozrusza nietańczących, rozbawi ponuraka, każdego wprawi w dobry nastrój. Zespół istnieje dobrą dekadę, a ciągle świetnie się bawi i brzmi jak chłopaczki nagrywające swoją pierwszą wymarzoną płytę. I bardzo dobrze, bo takich kapel, które traktują swoją twórczość na luzie, zdecydowanie brakuje. Zaniepokojonych uspokajam: Prezydenci grają wesoło, ale na naprawdę wysokim poziomie. To nie są żenujące jaja, tylko przyjemna wakacyjna muzyczka. Z lekkim wykopem.

Płyta rozpoczyna się klasycznie – utworem tytułowym, przy okazji jednym z najfajniejszych na płycie. „Love Everybody” gwarantuje świetne otwarcie imprezy, a przesterowane gitary i elementy ska oraz punka wprawią was w odpowiedni nastrój. ...Który podtrzyma „Some Postman” – pogodny przebój do radia, samochodu, a nawet zakładu fryzjerskiego. Piosenka o uczuciowym listonoszu zaglądającym do listów miłosnych powinna się spodobać każdemu. A jeśli jeszcze dodamy rewelacyjne rozwinięcie z jazgoczącą w stylu Pixies gitarą i chóralnymi śpiewami w końcówce – otrzymamy wzorcowy wakacyjny kawałek. I tak już będzie do końca. Wpadające w ucho melodie, dziarskie gitary i optymistyczne teksty, często wzbogacone o nutkę absurdalnego humoru – to właśnie specjalność The Presidents Of The United States Of America. Jak ich nie lubić? Choćby za samochodowe tempo w „Highway Forever”, greendayowy „Shortwave”, czy „Munky River” – pioseneczkę w sam raz do dziecięcej kreskówki. Zespół przygotował też kilka bardzo miłych niespodzianek, jak choćby „Surf’s Down” – przeuroczy instrumental ze śliczną gitarą i katarynkową partią klawiszy, idealny na późne popołudnie na plaży. Niespełna dwie minuty muzyki, a już wizje same cisną się pod powieki. Łagodny wiaterek od morza, drinki pod ręką, ciemne okulary i przechadzające się po piasku dziewczyny w bikini. Żyć nie umierać! A co powiecie na „Poke And Destroy”? I’m a boy and I want poke and destroy! Czy oni nigdy nie dorosną? Ale w końcu kidsi są ostatnio na fali. Na koniec zostawmy sobie beatlesowską „Vestinę” i kilkuwątkowy „Shreds Of Boa”, który rewelacyjnie kołysze kowbojskim riffem w refrenie. Ach, no i jeszcze epilog: „Jennifer’s Jacket”. Słuchało się The White Stripes, prawda? A hotele o nazwie Yorba to w Stanach taki odpowiednik naszego Orbisu.

Płyta „Love Everybody” jest dokładnie taka jak jej tytuł. To taki milusiński, którego wszyscy lubią od pierwszego usłyszenia. Dobrze mieć taką muzykę pod ręką, bo smutasów wokół nie brakuje. I chwała Prezydentom za to, że chcą grać piosenki, które nie rażąc tanecznym kiczem i sezonowym szlagwortem, beztrosko wpadają ucho wraz z letnim wiatrem. Ja głosuję za tym kandydatem!

Marceli Frączek (11 maja 2005)

Oceny

Marceli Frączek: 7/10
Średnia z 2 ocen: 8,5/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także