sxnada? screenagers.pl - recenzja: Patrick Wolf - Wind In The Wires
Ocena: 6

Patrick Wolf

Wind In The Wires

Okładka Patrick Wolf - Wind In The Wires

[Tomlab; 21 lutego 2005]

Cały czas nie mogę wyjść z podziwu, że w czasach kiedy największym zaskoczeniem może być jedynie powrót jakiegoś wielkiego zespołu sprzed lat, oto pojawił się praktycznie znikąd młokos z Irlandii, który tchnął w muzykę z pogranicza elektroniki i pop-rocka nowego ducha. Patrick Wolf, chyba przekonany o swojej wyjątkowości i talencie, z miejsca stał się bardzo modnym i pożądanym wokalistą. Zresztą za taki bezpardonowy debiut jak „Lycanthropy” każdemu rozgłos winien się należeć.

Pierwsza płyta Wolfa dała przykład przede wszystkim jego pomysłowości i świeżego spojrzenia na popularne muzyczne konwencje. Kombinacje w stylu niebanalnych połączeń irlandzkich melodii z nowoczesną elektroniką niejako skazały wokalistę na sukces. Tym bardziej może cieszyć fakt, że Patrick Wolf nie spoczął na laurach i nie zdecydował się na kontynuację stylu stworzonego na „Lycanthropy”, postawił na nową jakość. Zmienił nie tylko kolor włosów (z zadziornego blondyna stał się tajemniczym brunetem), ale też brzmienie własnych kompozycji. „Wires In The Wind” to płyta już nie tak efektowna jak jej poprzedniczka, ale przede wszystkim dojrzalsza i bardziej refleksyjna.

Singlowe, przebojowe „The Libertine” nie zapowiada wielkiej zmiany stylu w muzyce Patricka Wolfa. Żywiołowość i wyrazisty, smyczkowy motyw nawiązują do porywczości kompozycji z „Lycanthropy”. Jednakże z każdym kolejnym utworem przekonujemy się, że kompozycji na miarę „Bloodbeat” na drugim krążku Wolfa nie znajdziemy. Większość piosenek na „Wires In The Wind” charakteryzuje się melancholijnym klimatem, momentami mrocznym („Teignmouth”), a innym razem gawędziarskim i smutnym („The Gypsy King”). „This Weather” zbudowane jest na schemacie spokojna zwrotka – szybki refren i niepokojącej melodii, dzięki czemu kawałek nabiera przebojowości jak singlowy opener. Irlandczyk na „Wires In The Wind” daje upust swojej młodzieńczej fantazji i niepokorności tylko raz. „Tristan” mogłoby być wizytówką drugiej płyty Wolfa, jak „Bloodbeat” pierwszej, ale niestety utwór aspiruje jedynie do ciekawego wyjątku pośród nieco zamglonych, nastrojowych kompozycji składających się na całość albumu.

„Wires In The Wind” to płyta zaskakująca. Kto by się bowiem spodziewał, że w ciągu tak krótkiego okresu czasu Patrick Wolf może się aż tak zmienić jako singer/songwriter. Z jednej strony wyszło mu to na dobre, widać (i słychać), że Irlandczyk rozwija się i poszukuje nowych rozwiązań brzmieniowych. Z drugiej strony można było jednak oczekiwać albumu będącego kwintesencją najlepszych cech Wolfa – zadziorności, młodzieńczej energii czy niesamowitej świeżości. Tego niestety na „Wires In The Wind” jest zdecydowanie za mało, choć mimo to jest to album bardzo dobry i warty poświęcenia mu uwagi.

Kasia Wolanin (1 kwietnia 2005)

Oceny

Kamil J. Bałuk: 7/10
Kasia Wolanin: 7/10
Średnia z 20 ocen: 7,65/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: miss X
[19 lutego 2011]
Witres in the Wind ? : o
Recenzja mi się podoba, tyle superlatyw :D ale uważam, że piosenka "Tristan" jest za mało doceniana : D
Gość: just
[21 lutego 2009]
nie "wires in the wind" tylko "wind in the wires"... nie ma to jak profesjonalna recenzja

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także