sx screenagers.pl - recenzja: Rachael Yamagata - Happenstance
Ocena: 6

Rachael Yamagata

Happenstance

Okładka Rachael Yamagata - Happenstance

[RCA; 8 czerwca 2004]

Rachael Yamagata kojarzy mi się trochę z taką dziewczynką, która ma pstro w głowie, ale chętnie ubiera się w nieskazitelnie czystą, białą bluzkę i idealnie wyprasowaną spódnicę. Już na piosenkach z jej zeszłorocznej EPki słychać było echa twórczości Fiony Apple, Beth Orton i choć trochę mniej, ale zawsze - PJ Harvey. Jednak podobnie jak tam, również i na debiutanckim longplay'u muzyka Yamagaty brzmi o wiele delikatniej. Brakuje jej zadziorności, która charakteryzuje wyżej wymienione wokalistki. Wbrew pozorom to dzięki takim brakom Rachael ma szansę wypracować sobie własny, w miarę rozpoznawalny styl, bowiem potencjał ma w sobie ta dziewczyna ogromny.

Głos to najlepszy atut Yamagaty: niepozorny, spokojny, a kiedy trzeba głośny i mocny, zachrypnięty przy wyższych partiach. To także bez wątpienia najważniejszy instrument na płycie "Happenstance". Piosenki, w większości autorstwa samej wokalistki, opowiadają o miłości - przeważnie nieszczęśliwej i trudnej, o bólu rozstania, o uczuciach w ogóle. Emocji tych zapewne by nie było, gdyby nie umiejętność bezbłędnego operowania głosem przez Rachael.

Na próżno szukać na "Happenstance" wielkich, monumentalnych utworów z muzycznym rozmachem. Do tej kategorii ewentualnie można by zaliczyć otwierający album "Be Be Your Love" - przypominający w formie nieco "On The Bound" z "When The Pawn" Fiony Apple, i znany z poprzedniego wydawnictwa "The Reason Why" (pojawia się tutaj w nowej aranżacji). Bardzo dobrze Rachael wyszły na tej płycie spokojne i melancholijne piosenki jak choćby "I'll Find A Way" czy piękne i wzruszające "Quiet", gdzie pianino jest tylko tłem dla płaczliwego i smutnego wokalu. Słabo wypadła próba naśladownictwa agresywnego stylu PJ Harvey w "Letter Read", jednak utwór broni się świetnym refrenem. Znane już z EPki "Worn Me Down" dzięki nowej, lekko gitarowej aranżacji nabrało bardziej rockowego charakteru. Przebojowe "1963" i nieco chwilami kabaretowe "I Want You" to wyraźny ukłon w stronę muzyki pop. Ten pierwszy zresztą to jeden z najlepszych utworów na "Happenstance", zdecydowanie podnoszący poziom albumu. Generalnie nie ma na tej płycie słabych kawałków: są tylko piosenki przyzwoite (w zdecydowanej mniejszości), dobre (w większości) i parę niemalże rewelacyjnych utworów - właśnie taką zawartość ma debiut Rachael Yamagaty.

Mocna siódemka, momentami skłaniająca się ku ósemce to ocena, na którą zasłużył sobie debiutancki krążek amerykańskiej wokalistki. To płyta dobra, choć nie świetna. To płyta z potencjałem, choć nie do końca wykorzystanym. Rachael Yamagata następczynią Fiony Apple? Nic nie jest jeszcze przesądzone. Pamiętajmy bowiem, że "Tidal" też nie było rewelacyjnym albumem. Dzięki "Happenstance" mamy podstawy sądzić, że kariera Rachael Yamagaty potoczy się równie dobrze. Oby nie trwała jednak tak krótko.

Kasia Wolanin (22 lipca 2004)

Oceny

Kasia Wolanin: 7/10
Średnia z 6 ocen: 6/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także