sxnada? screenagers.pl - recenzja: CocoRosie - La Maison de Mon Reve
Ocena: 8

CocoRosie

La Maison de Mon Reve

Okładka CocoRosie - La Maison de Mon Reve

[Touch & Go; 2004]

Dom to nie miejsce w którym mieszkasz, ale miejsce, gdzie ciebie rozumieją.

Janusz Morgenstern (ur. 1922)

Nie możemy kochać domu, który nie ma swego oblicza i w którym kroki są pozbawione sensu.

Antoine de Saint - Exupéry (1900 - 1944)

Tajemnice domu chowają się chętnie w fałdy spódnic.

Friedrich Schiller (1759 - 1805)

Kaprys chwili spowodował, że Bianca Casady znalazła się w samolocie lecącym do Paryża. Po przylocie wykonała telefon, którego istota zawarła się w pytaniu: „Czy mogę przyjechać i zostać u Ciebie na moment?” Po drugiej stronie słuchawki, siostra Bianki, Sierra odpowiedziała pytaniem: „Dlaczego?”.

W ten oto sposób po wielu latach rozłąki obie panie Casady spotkały się w Paryżu. Każda z nich dźwigała różny bagaż doświadczeń muzycznych. Sierra zaczynała od śpiewania muzyki gospel, by w szkole średniej na poważnie zainteresować się operą. Udane występy na scenach operowych w Rzymie, Nowym Jorku i Paryżu nie dały jej jednak pełnej satysfakcji. Trudno także powiedzieć aby Bianca spełniła swoje aspiracje muzyczne. Zaczynała od pisania piosenek o brudnej miłości i śpiewania ich pod prysznicem, później były nieco poważniejsze utwory, a publikę stanowili mieszkańcy ciemnych zaułków i melin.

Pewnej nocy siedząc w skromnym paryskim mieszkaniu i popijając wino, siostry Casady wpadły na pomysł by włączyć magnetofon i zarejestrować dźwięki, które od lat rodziły się w ich głowach. Tak oto powstało CocoRosie, a Bianca i Sierra rozpoczęły budowę swojego domu marzeń. Przyjrzyjmy się, jaki jest efekt tej pracy.

Zacznijmy od wnętrza, przede wszystkim urzeka skromnością i prostotą. Wypełnione jest dźwiękiem trzech instrumentów, wśród których prym wiedzie gitara, uzupełniana przez pianino i perkusję. Nie oznacza to jednak, iż w środku panuje pełna harmonia i porządek, wprost przeciwnie cała masa porozrzucanych w koło przedmiotów, od czajnika po pasek w kształcie złotego łańcucha powoduje dźwiękowy rozgardiasz, który nadaje temu miejscu specyficzny charakter. Otwarte na oścież okno chłonie dźwięki otoczenia. Krople ciepłego wiosennego deszczu uderzają o parapet, ptaki świergoczą w szumiących koronach już zielonych drzew, a sielankę natury przerywa jedynie syrena przejeżdżającego ambulansu. Jest czas jednak gdy miejsce to zupełnie zmienia swoje oblicze i na moment staje się tahitańską plażą, gdzie gorące leniwe powietrze przecinają rzadkie krople deszczu.

Mimo całego swojego piękna wnętrze i otoczenie stanowią jedynie tło dla najważniejszego ogniwa domu, którym są jego mieszkańcy. Zapach perfum, mnóstwo leżących na komodzie bibelotów, atmosfera nieprzewidywalności, nie pozostawia wątpliwości, że to kobiety opanowały tę przestrzeń. Każda z dwunastu części „domu marzeń” służy, podkreśleniu kobiecości jego mieszkanek. Największym jej wyrazem jest oczywiście miłość do mężczyzny, zaskakująco przedstawiona w tryptyku: „By Your Side”, „Good Friday” i „Not For Sale”. Pierwsza część zbija z pantałyku, każdego przedstawiciela płci brzydszej. Kto bowiem nie chciałby usłyszeć od swojej wybranki serca takich słów: all I wanted was to be your housewife / I’ll iron your cloths / I’ll shine your shoes / I’ll make your bad / and cook you food / I’ll never cheat / I’ll be the best girl you’ll ever meet / and for a diamond ring / I’ll do these kinds of things...

Tak naprawdę racjonalna interpretacja tego wyznania byłaby zbyt prosta i błędna, całość nie pozostawia złudzeń, że u boku kobiety stanie ten, który nie pozwoli by słowa te stały się rzeczywistością. „Good Friday” ukazuje kapryśność kobiecej miłości, któż inny potrafiłby zakochać się tylko dlatego, że niebo zmieniło kolor z szarego na błękitny. „Not For Sale” zaś jest wyrazem tej irracjonalnej siły, która wraz z dumą pojawia się w naprawdę trudnych momentach życia. Kobiecość „domu marzeń” to nie tylko miłość, to także niesamowicie dojrzała religijność („Jesus Loves Me”), wrażliwość na niesprawiedliwość otaczającego je świata („Lyla”), czy też to urokliwe, choć bezsensowne rozprawianie o niczym („Butterscotch”). No i może jeszcze dbałość o każdy szczegół, bo w domu sióstr Casady żaden dźwięk nie jest pozbawiony sensu.

Tak oto Coco i Rosie zbudowały swój dom marzeń, drzwi do niego są otwarte i każdy może tam wejść. Chyba nie wiele osób zdecyduje się w nim zostać, dlatego też prośba - wychodząc nie niszczcie go, gdyż są ludzie, którzy właśnie tam zrozumieli ideę domowego ciepła.

Wojciech Weinert (14 lipca 2004)

Oceny

Kamil J. Bałuk: 9/10
Kasia Wolanin: 9/10
Kuba Ambrożewski: 8/10
Piotr Szwed: 8/10
Przemysław Nowak: 5/10
Średnia z 19 ocen: 7,52/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: Lila
[20 maja 2010]
taak... ja właśnie tu odnalazłam domowe ciepło i włąśnie tu pragnę zostać!

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także