Ocena: 8

Sufjan Stevens

Greetings From Michigan: The Great Lakes State

Okładka Sufjan Stevens - Greetings From Michigan: The Great Lakes State

[Sounds Familyre; 1 lipca 2003]

Paradoksalnie w świecie rocka, pełnego przeróżnych szufladek, tak enigmatyczny termin jak "singer/songwriter" mówi bardzo wiele. Indywidualizm twórcy wyrażony w jego tekstach, głosie, sposobie gry dominuje nad tradycyjnym, estetycznym odbieraniem muzyki. Kupujemy jego liryki, osobowość, wizję. Ostatnimi laty ten gatunek wymiera dosłownie i w przenośni, zważywszy na to jak wielu wybitnych artystów nas opuściło (Buckley, Cash, Smith). Oczywiście są perełki w postaci Bright Eyes czy Bonnie "Prince" Billy'ego, który to w 1999 wydał arcydzieło "I See A Darkness" (tytułowy utwór jest jednym z najbardziej poruszających w XX wieku) oraz są starzy mistrzowie jak Waits czy Dylan, a także nieco przewidywalni już Neil Young i Springsteen. Okazuje się jednak, że w Stanach żyje sobie człowiek wydający od paru lat płyty, z których nagrana w 2003 roku "Greetings From Michigan: The Great Lakes State" toruje mu drogę do sławy w kręgu amerykańskiej muzyki niezależnej z pogranicza folku i rocka. Bo Sufjan Stevens ma zaskakująco wiele do powiedzenia i jest nad wyraz ambitny. W tym roku wydał już kolejne dwie płyty, dobitnie udowadniając, że ma zamiar stworzyć projekt porównywalny do Federal Writers Project, polegający na tym, że pisarze, poeci i uczeni napisali 150-tomowe wydawnictwo "Life In America" portretujące Stany Zjednoczone czasów Wielkiego Kryzysu. I choć Sufjan jest sam, nie stoi na straconej pozycji.

"Greetings From Michigan: The Great Lakes State" jest albumem związanym z rodzinnym stanem Stevensa. Otrzymujemy piosenki o tytułach miejscowości takich jak Holland, w której Sufjan zaczynał swoją karierę w zespole Marzuki, Flint czy stolicy Michigan, Detroit. W swoich gorzkich tekstach Stevens pisze o wszystkich problemach znanych w Polsce. Bezrobocie, wyzysk, bieda. Oczywiście być może inaczej pisałby gdyby jego krainą wielkich jezior miałyby być Mazury a nie Michigan... Zostawmy jednak te rozważania, w końcu i tak należymy ponoć do najbogatszych obywateli na naszym globie. Nie opiewałbym jednak tak artysty, gdyby był jedynie sprawnym tekściarzem. Sufjan bowiem jawi się jako muzyk wybitnie utalentowany. Doliczyłem się ponad dwudziestu instrumentów obsługiwanych przez niego na albumie! Nie mamy więc do czynienia ze smęciarzem, przynudzającym o swoich problemach, uprawiającym przy tym akustyczną masturbację. W zamian dostajemy delikatną, a zarazem potężną dźwiękową paletę barw, zmyślnie utkaną przez mistrza.

Album otwiera obdarzona chwytliwym fortepianowym motywem "Flint (For The Unemployed and Underpaid)". Z ascetycznej klawiszowej gry wyłania się zrezygnowany głos Sufjana. Dźwięk rogu eksploruje obszary przypisane Neutral Milk Hotel, zespołowi, do którego często Sufjan jest przyrównywany, ale także uszlachetnia i wznosi kompozycję, czyniąc ją być może najbardziej poruszającą piosenką na płycie. Stevens żali się, żali się jak tylko on potrafi:

Since the first of June

Lost my job

And lost my room

I pretend to try

Even if I tried alone

"All Good Naysayers, Speak Up! Or Forever Hold Your Peace!" ukazuje nam Sufjana w bardziej dynamicznej kompozycji. W ryzach trzyma ją może nieco zbyt płytkie pianino, koloryt zapewniają przeurocze chórki i jeszcze kilka instrumentów, m.in. z gatunku klawiszowych. "For The Windows In Paradise..." to znakomity utwór, w którym banjo harmonizuje z obszernym, stepowym brzmieniem puzonu. Stevens przy pomocy ślicznego damskiego głosu oznajmia:

I have called you preacher

I have called you son

If you have a father

Or if you haven't one

I'll do anything for you

I'll do anything for you

"Jaki wspaniały początek" - chciałoby się wykrzyknąć słysząc rozpoczęcie kolejnej piosenki z dzieła artysty. Wyliczać można bez końca różne zachwycające smaczki zawarte na albumie, jak np. przywodzący na myśl "Blue Rondo A La Turk" Dave'a Brubecka motyw z "Detroit, Lift Up Your Weary Heat!..." lub poruszający chór w kończącym płytę "Vito's Ordination Song". Z utworów bije niespotykana często idea. Choć Sufjan nie wydaje się być wirtuozem, nie waha się sięgać po najróżniejsze instrumenty po to by nie pozostawić żadnych luk w swoim arcydziele.

Co więc obniża ocenę "Greetings..."? Przede wszystkim pewna stylistyczna jednorodność, typowa dla concept albumu (choć ten pierwszy legendarny był zdecydowanie różnorodny). Może to jest wina mojego nieprzystosowania do folku? Drugim zarzutem jest wkradająca się w drugą część płyty nuda. Po prostu wydawnictwo jest o te kilka utworów i kilka niepotrzebnych minut za długie. Nie znajduje się na nim też jakaś jedna chwytliwa piosenka, dzięki której chciałoby się do krążka wracać i wracać... Ale przecież dalej jest znakomicie. Płyt mądrych, prawdziwych i szczerych nigdy nie za wiele. A że może trochę nierównych? Każdemu życzę takiej nierówności.

Jakub Radkowski (11 lipca 2004)

Oceny

Kamil J. Bałuk: 8/10
Kuba Ambrożewski: 8/10
Paweł Sajewicz: 8/10
Średnia z 14 ocen: 7,92/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także