sx screenagers.pl - recenzja: Múm - Summer Make Good
Ocena: 9

Múm

Summer Make Good

Okładka Múm - Summer Make Good

[FatCat Records; 12 kwietnia 2004]

Natura ludzka opiera się na przyzwyczajeniu. Przyzwyczajamy się do swoich znajomych, mieszkania, kubka na mleko, gumki do mazania. Nie w mniejszym stopniu przywiązujemy się do muzyki i do naszych ulubionych albumów. Tak więc na pewno znalazłby się tłum osób chętnych podpisania petycji do chłopaków z Radiohead z prośbą o nagranie "Even More OK Computer" czy "Kid A Returns". Mnóstwo by chciało, żeby Björk nagrała jeszcze kilka "Homogeniców", a Sigur Rós "Meir Ágætis Byrjun".

Ale oni nie nagrają już takich płyt.

Oni idą do przodu, próbują odkryć nowe muzyczne, rozwinąć się i spełnić artystycznie. Kwestia otwarta, czy im się to udaje, ale najważniejsze, że nie stoją w miejscu. Tak samo jest z (już) triem Múm, które zdołało zyskać sporą sympatię i dług zaufania Polaków. "Yesterday Was Dramatic – Today Is OK" to było coś, zgadzam się. Przez jednych wychwalany, przez innych besztany "Finally We Are no One" przyniósł dzieciakom międzynarodową sławę. Stawiając na śpiew bliźniaczek, wykreowali nowy gatunek muzyki o niezwykłym smaku rześkiego, beztroskiego lata. I choć wszyscy pamiętają magiczne „Green Grass Of Tunnel” nikt nie był chyba na tyle naiwny, aby spodziewać się powtórki z rozrywki. Dzieci już nie są dziećmi. Zamykając się na kilka miesięcy w samotnej latarni morskiej stworzyli mroczny, dojrzały, momentami dramatyczny album, nasiąknięty odgłosami hulającego dookoła wiatru, fal rozbijających się o skały i ulewnych, islandzkich deszczy pukających w stare okna. Örvar, Gunnar i Kristín poruszają tematy związane z bliskością drugiego człowieka, potrzeb, lęku. I czy to można nazwać krokiem w tył?

Pierwsza rzecz, która mną wstrząsnęła, to nietypowy pakunek płyty, przypominający starą, poniszczoną książkę. Wstrząsnęła mną inskrypcja na płycie, taka jak na "Finally We Are No One" i powoli wyłaniające się z każdym kolejnym przesłuchaniem przesłanie. Moja piosenka roku 2004, „Weeping Rock, Rock”, tragiczna w swej dysharmonii między kołysankową wokalizą, a niezgrabnymi, dramatycznymi szumami, jak dla mnie wygrywa z dotychczasowymi dokonaniami (już) tria. Promujący płytę „Nightly Cares”, esencja klimatu płyty, jest już o wiele czystszy i bardziej nawiązuje do dawnego Múm, choć jego dżdżysta atmosfera dyskwalifikuje możliwość porównania z „Now There’s That Fear Again”, czy „The Land Between Solar Systems”. Kolejnych pereł nie trzeba szukać daleko, bo dostarczania wzruszeń już spieszy „The Ghosts You Draw On My Back” z ujmującym tekstem… Nie odstaje również cięższy „Oh, How The Boats Drifts” z nietypową jak na Múm gitarą. A utwór nawiązujący do tytułu płyty, akompaniowany odgłosami deszczu dotyka czułych strun i wyzwala coraz to głębsze pokłady smutku…

Typowych dla zespołu wypełniaczy dużo mniej, jest za to spójnie, z pomysłem i z klasą. I co najwspanialsze, po raz kolejny dostałem potwierdzenie, że „Múm wielkim zespołem jest”.

A co chyba najpiękniejsze, pewnego wieczoru wyobraziłem sobie siebie samego na łkającej skale, całowanego przez słone języki i sam zacząłem sobie zadawać pytanie, czy to lato nadrobi wszystkie moje grzechy. I za każdą taką oniryczną impresję wywołaną przez muzykę powinno się dziękować.

Dzięki, Múm.

Qaanaaq (7 maja 2004)

Oceny

Kasia Wolanin: 8/10
Kamil J. Bałuk: 7/10
Piotr Wojdat: 6/10
Średnia z 24 ocen: 7,25/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także