sxnada? screenagers.pl - recenzja: Enon - High Society
Ocena: 8

Enon

High Society

Okładka Enon - High Society

[Touch and Go; 4 czerwca 2002]

Enon. Co to właściwie jest? Firma produkująca kuchenki mikrofalowe? Małe miasto w Kanadzie? Owszem, ale również zespół oscylujący między indie rockiem a electro popem.

Po kilkunastokrotnym przesłuchaniu płytki, ogarnął mnie głupi zachwyt. Jak dziecko, które odkrywa nowe możliwości swojej ulubionej zabawki, siedziałam patrząc się na swoją maszynę grającą. Bo taki to jest właśnie zespół. Czarują na płycie tak, jak im się podoba, powodując podniesienie się z fotela, skoki, nagłą chęć zrobienia czegoś idiotycznego, czy też wprowadzają słuchacza w dziwną, lekko hipnotyczną zadumę.

Płyta zaczyna się rockowo. Gitarowe zagrywki i ślimaczy rytm perkusji w drugim kawałku, przywodzą na myśl płytę "Dirty" - Sonic Youth, ale kiedy już jesteśmy święcie przekonani, że reszta będzie podobna do początku, następuje nagły zwrot akcji i muzyka obraca się o 180 stopni. Na wokal wchodzi pani, a tło dla jej słodkiego i infantylnego głosu tworzy szybki elektroniczny rytm, który momentami oscyluje w klimatach Sneaker Pimps. Uzupełnienia tworzą syntetyczne klawisze i kilka linii wokalnych nakładających się na siebie. Kolejna piosenka? Znowu rockowo, bo kiedy jest rockowo śpiewa pan, kiedy elektronicznie - pani. Tak dziwnie jest ta płyta zbudowana. (Tylko raz śpiewają razem!?) Nagłe przeskoki z jednego gatunku na gatunek nie powodują jednak rozwalenia ogólnego klimatu, który jest bardzo rozpoznawalny już po kilkunastu minutach słuchania albumu. Na szczególną uwagę zasługuje "Pleasure and Privelige", który mógłby z powodzeniem konkurować z piosenkami Hot Hot Heat, czy The Vines, oraz tytułowy "High Society", który niby jest melancholijny, ale bardziej przypomina piosenkę wieńczącą jakiś stary amerykański film. Ostatnia piosenka na płycie to już zupełny odlot. Pomieszanie z poplątaniem, a na dokładkę bardzo apatyczny wokal, a to wszystko w całe 2.21. Ok. Koniec superlatywów, bo zawsze trzeba się do czegoś przyczepić. Po pierwsze - płyta jest cholernie krótka i pozostaje niedosyt. Po drugie - można zarzucić utworom wtórność. Po trzecie nie ma, bo to naprawdę dobry album.

Zastanawia, jak to się stało, że zespół mający tak dużo do zaoferowania, jest tak mało znany, zwłaszcza, że teraz w wielkim stylu do łask powrócił modern rock. Jeśli mam być szczera (oczywiście w pełni subiektywna), to uważam Enon za jeden z najlepszych zespołów, których ostatnio słuchałam. Być może jest to jednak, jak już mówiłam, tylko dziecięcy zachwyt nad czymś nowym, świeżym, lśniącym. Nad czymś, co w zaledwie trzydzieści dziewięć minut pochłonęło cały smutek, zamieniając go wesołkowatą euforię?

Karolina Todorska (13 lutego 2004)

Oceny

Piotr Wojdat: 7/10
Kamil J. Bałuk: 5/10
Średnia z 7 ocen: 7,57/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także