Ocena: 7

Dua Lipa

Future Nostalgia

Okładka Dua Lipa - Future Nostalgia

[Warner; 27 marca 2020]

Prawdopodobnie mało brakowało, aby „Future Nostalgia” nie ujrzało wiosną 2020 roku światła dziennego. Niektórzy mieli wątpliwości, czy jest teraz odpowiedni czas na wydanie materiału o tak dużym potencjale komercyjnym: na przesunięcie daty zdecydowali się przecież Lady Gaga czy Sam Smith. Pisano o niekoniecznie właściwym momencie na imprezowe rytmy, ale doskonale wiadomo, że podstawą były kwestie marketingowe. Po co bowiem wydawać album, skoro nie można go promować na koncertach czy w programach telewizyjnych? Dua Lipa nie miała za bardzo wyjścia, bo pandemię ogłoszono, kiedy premiera była tuż za rogiem. Dodatkowo zdarzył się wypadek przy pracy i niekontrolowany wyciek materiału. Na szybko dorobiono więc ideologię, że ludzie potrzebują takich nagrań w trudnych czasach, a wokalistka dodała od siebie, że chciała stworzyć muzykę, która sprawi, iż słuchacze uciekną myślami od codzienności. Średnio mnie interesuje to, jaki wpływ wydanie płyty w trakcie pandemii miało na stan konta wydawcy i piosenkarki, ale prawda jest taka, że artystycznie Dua Lipa wygrała na tym wszystkim po dziesięciokroć.

Nieczęsto zdarza się tytuł albumu, który idealnie opisuje jego zawartość – nostalgia jest tu wszechobecna. Totalnie może już odstraszać stwierdzenie, że ktoś proponuje nam sentymentalną wycieczkę w stronę lat osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych. Koniec końców doskonale bowiem wiadomo, czego na tego rodzaju płytach można się spodziewać: w najprostszym wydaniu ze dwóch przebojów wskrzeszających synth pop, trzech ckliwych ballad i pięć schematycznych zapchajdziur. Dodatkowo niezbędne są jakieś gościnne występy, najlepiej kogoś kto w ostatnich miesiącach odniósł sukces. „Future Nostalgia” przynosi jednak w tym aspekcie gigantyczną zmianę. Otrzymujemy trzydzieści siedem minut przebojów (albo niemal samych przebojów), ani jednej ballady (no, może jedną na koniec), a obok Dui Lipy nie wyskakuje niespodziewanie żaden raper z nawijką czy gwiazda r&b z refrenem zaśpiewanym nieznośnym falsetem. Dua Lipa na „Future Nostalgii” udowadnia, że w 2020 roku da się jeszcze nagrać album pełen przebojowego popu, który na dłuższą metę nie nudzi i do którego chce się wracać nawet po kilka razy dziennie, i to bez poczucia, że może już nie wypada i że trochę mimo wszystko wstyd.

Lokować wokalistkę trzeba gdzieś pomiędzy Taylor Swift a Charli XCX, a może nawet między Madonną a Kylie Minogue. Motywem przewodnim jest tutaj nostalgia, ale w wersji nieco uwspółcześnionej i bardzo urozmaiconej. Niech brzmi to dziwacznie, ale naprawdę płyta Dui Lipy jest w stanie łączyć pokolenia. Ci młodsi sobie poskaczą, a starsi poczują się jak za starych dobrych lat. Sam pomysł na „Future Nostalgia” nie jest wprawdzie specjalnie odkrywczy. Jedna rzecz to wybrać fajne motywy i na ich podstawie konstruować utwory, wplatać mniej lub bardziej bezpośrednie muzyczne cytaty, ale druga rzecz to zrobić to w taki sposób, by stworzyć jednak coś piekielnie przebojowego. Mamy tu sample z „My Woman” Lew Stone & the Monseigneur Band czy przede wszystkim „Need You Tonight” INXS. Nieco schowane są jednak i inne inspiracje – do uszu dolatuje coś z Chic, Prince’a, Daft Punk, a dodatkowo z Moloko czy Blondie, o których wspominała sama Dua Lipa.

Przebierać w hitach można tutaj do woli, a wybór świetnych rozwiązań wydaje się momentami przytłaczający. Trudno schować się przed refrenem „Physical”, bas w „Hallucinate” to jest wręcz mistrzostwo świata, Dua Lipa świetnie korzysta ze swojego wokalu i nie potrzebuje zbyt wielu efektów upiększających. W każdym utworze można w zasadzie odnaleźć coś wyróżniającego, a nawet odstające poziomem od reszty finałowe „Boys Will Be Boys” w repertuarze ostatnich dokonań np. Katy Perry byłoby perełką. Nie przypominam sobie, bym w ostatnich miesiącach tak zapętlał jakikolwiek utwór, jak czyniłem to z „Break My Heart”. Przez kilkanaście razy robiłem to, bo po prostu nie dało się inaczej – w piramidzie potrzeb wskoczyło na bardzo wysoką pozycję. Kiedy udało mi się wrócić na planetę Ziemia, zapragnąłem wychwytywać rozmaite smaczki (na sam koniec zachwyciłem się jeszcze teledyskiem, a w ostatnich latach tego rodzaju zachwyty były mi całkowicie obce).

Niektórzy mają obiekcje co do ilości osób, które maczały palce przy utworach. Lista płac jest bowiem faktycznie na pierwszy rzut oka przesadzona. Jeśli jednak pan X pojawił się tylko po to, by zaproponować krowi dzwonek w „Don’t Start Now” a pan Y skrzypce w „Love Again”, a efekt wyszedł z tego znakomity, to dla mnie ten tłum nie jest żadnym problemem. Dodatkowo ilość współpracowników nie wpłynęła na to, by album pozbawiony był spójności. Pewne obiekcje budzić może warstwa liryczna, ale chyba nikt nie powinien oczekiwać poezji czy myśli, które będzie mógł sobie powiesić nad łóżkiem (choć nastolatki pewnie coś mogą znaleźć dla siebie). Przy okazji banalnych i wielokrotnie już przedstawianych rozterek miłosnych, pojawiają się tutaj celne uwagi na temat własnej seksualności czy coś, co można by nazwać głosem w kwestii równouprawnienia. Plusy nawet pod tym względem są obecne.

Wiem, że zabrzmi to trywialnie, ale „Future Nostalgia” to naprawdę album, który jest w stanie wywołać uśmiech na twarzy czy też sprawić, że za wygibasami na parkiecie zatęsknią przeciwnicy tego rodzaju aktywności. W jakichkolwiek podsumowaniach wszech czasów tytułu raczej nie zobaczymy, ale jakoś nie mogę się pozbyć wrażenia, że takimi fragmentami jak I would've stayed at home, 'cause I was doin' better alone / But when you said, Hello, I knew that was the end of it all Dua Lipa wywalczyła sobie między innymi to, iż już na zawsze będzie kojarzona z czasem pandemii 2020. Ale jako jedna z nielicznych – w pozytywny sposób.

Michał Stępniak (25 maja 2020)

Oceny

Grzegorz Mirczak: 7/10
Średnia z 1 oceny: 7/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: altermusic.pl
[27 września 2020]
Według mnie Dua Lipa tą płytą powiesiła sobie bardzo wysoko poprzeczkę. Można tu mówić o komercyjnym disco popie z lat 80., ale moim zdaniem jest w nim dużo świeżości, której brakowało w mainstreamie.

Zapraszam również do siebie na http://altermusic.pl ;)
Gość: M
[25 maja 2020]
" bas w „Hallucinate” to jest wręcz mistrzostwo świata"
W ogóle na całej płycie ładnie basik popyla. Fajna rzecz, wątpię żebym do tego wracał jakoś szczególnie często, ale jestem bardzo pozytywnie zaskoczony.

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także