Ocena: 5

Sungazer

Sungazer Vol. II

Okładka Sungazer - Sungazer Vol. II

[601701 Records DK2; 7 stycznia 2019]

Adam Neely - basista, youtuber, gość słynący z grania popularnego jazzowego licka przez pięć godzin w kółko. Czasem bawi się również w filozofowanie na tematy około muzyczne, ale kogo to obchodzi, memy o jazzowych lickach to jest jednak TO. Niemniej, darujmy sobie ten tani sarkazm i skupmy na drugiej EP-ce pod szyldem Sungazer, którą niedawno ów jegomość wypuścił wraz z zasiadającym za perkusją Shawnem Crowderem.

Edukatorski wizerunek Adama jest bardzo odczuwalny w tym materiale. Wszystkie pięć utworów cechuje bardzo szeroka gama stylistycznych nawiązań i odniesień. Nieczęsto idzie spotkać w jednym miejscu djent, jazz, dubstep, chiptune, minimalizm, około progresywne plumkanie czy też taneczną elektronikę w formie skondensowanej do zaledwie 17 minut. Robi wrażenie, że tyle estetyk w ogóle dało się połączyć, bo czyni to ten album czymś zupełnie ponad podziałami. W takim „Bird on the Wing” znalazłby coś dla siebie zarówno Max Tundra, jak i Teraz Rockowy fan natchnionych solóweczek. Ponadto materiał ten jest zrobiony z pomysłem. Dlaczego więc tak umiarkowana ocena?

Zarzuty do tego materiału mam w zasadzie dwa, niestety dość poważne. Po pierwsze - kojarzycie może „Wynalazek” Shane'a Carrutha? Film opowiadał o podróżach w czasie, przecinaniu się uniwersów. W skrócie, GRATKA dla fanów wielokrotnego obcowania z dziełem i rozkładania go na czynniki pierwsze, w tym przypadku od strony nakładających się na siebie linii czasowych. Nawiązuje do tworu Shane'a, bo zarówno przytoczonemu filmowi jak i płycie duetu w moim odczuciu bliżej do łamigłówki niż zwyczajnej produkcji. Ten materiał sprawi największą przyjemność ludziom, którzy lubią analizować każdy takt, zmianę w metrum, jego nieregularność, czy użyte brzmienia. Owszem, nie przeczę, że jest to dość pociągającym, intelektualnym wyzwaniem, ale jeżeli jest to główny atut materiału, to źle się dzieje, bo słuchalność na tym cierpi. Na samej EP-ce te wszystkie eksperymenty dobrze się łączą chociażby w „Drunk”, ale już w takim „Ostinato” czy „Why We Fight” kompozycje wydają się mocno kwadratowe. W „Electro” dubstep, saksofony i cięte wokale też nie wydają się sprawdzać w połączeniu. Cały ten urodzaj stylistycznych cytatów jest dość koślawy i trudno oprzeć się wrażeniu, że czasem idzie to w stronę mrugnięcia okiem w stylu jestem poważnym muzykiem, ale Skrillex nie jest mi obcy. No nie klei się to za dobrze, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że zawdzięczamy to granie naprawdę rozwiniętemu muzykowi.

Drugim problemem, który wynika pośrednio z pierwszego jest to, że według mnie ten cały gatunkowy miszmasz nie służy tu niczemu. To bardziej pokaz szerokich horyzontów, wiedzy, osłuchania - tylko co z tego? Czym takie podejście się różni od gości, którzy poświęcają się tylko temu, by zagrać „Lot trzmiela” bardzo szybko, poza płaszczyzną, na której ten jednotorowy rozwój się odbywa? Na pewno spłycam trochę temat, bo jednak Sungazer robi lepszą robotę niż Yngwie Malmsteen na którymś z kolei potworku pełnym mocarnych solówek, ale nadal fiksowanie się na punkcie stworzenia materiału, który ma mieć czysto akademicką wartość nie daje w rezultacie czegoś, czego słuchanie jest w pełni satysfakcjonujące. Można ten materiał wziąć za wzór, jak robić złożoną, wielowątkową muzę, ale jednak w dłuższej perspektywie emocjonalnie spływa to po człowieku. Dlatego trudno polecić ten materiał komuś, kto nie zagłębia się hobbystycznie w arkana teorii muzyki i nie lubuje w czystej dźwiękowej ekwilibrystyce.

Jakub Nowosielski (7 lutego 2019)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: M
[8 lutego 2019]
Trochę wstrzymywałem się z odsłuchem bo spodziewałem się takiego męczybulstwa,a po sprawdzeniu stwierdzam, że niestety jest właśnie tak jak pan Jakub napisał.

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także