Ocena: 7

MGMT

Little Dark Age

Okładka MGMT - Little Dark Age

[Columbia; 9 lutego 2018]

Stąpa po tej planecie kilku takich gładkolicych zapaleńców, którym udało się bez potknięcia uchwycić być może najpiękniejsze z oblicz psychodelicznego popu – to przesiąknięte młodością/miłością, wigorem i, niczym w leśmianowskiej poezji, najżywszymi z kolorów, jakie tylko zawiera spektrum. Przykłady z ostatnich lat wyrażają więcej niż jakiekolwiek próby streszczenia tego typu twórczości. By nie szukać daleko - w 2015 Kevin Parker wyprodukował olśniewające „The Less I Know The Better”, a rok przed nim Fever The Ghost (zaprzyjaźnione z The Flaming Lips) efektownie igrało z wszelakimi indie i psych kliszami na przeuroczo naiwnej miniaturce „Source”. Nas jednak interesuje rok 2008, kiedy to MGMT sprzedało światu „Time to Pretend”. Kapitalny utwór, w którym, z racji na swój oczywisty radiowy potencjał, nawet twoi zasłuchani w zubożałym EDM-ie kumple mogli odnaleźć Młodzieńczą Dzikość™ i nie usnąć przy tym z nudów.

Powodowany sentymentem, właśnie takiego MGMT oczekiwałem na „Little Dark Age”, które od „Oracular Spectacular” dzieli aż dziesięć lat. Przez całą długość albumu w napięciu czekałem, aż Ben Goldwasser i Andrew VanWyngarden w końcu się przełamią i zaczną słuchacza naparzać kanonadą drżących, połamanych basów i migoczących efektów dźwiękowych z jakiejś innej, bardziej kolorowej galaktyki. Koniec końców nic takiego się nie stało. Owszem, słychać jeszcze tu gdzieniegdzie szczątki ich wcześniejszych schematów piosenkowych, jak chociażby w początku „When You Die” i niespiesznym intrze do „TSLAMP”, gdzie zabłąkany synth miesza się z daftpunkowym vocoderem. Jednak pomimo kilku podobieństw, „Little Dark Age” to płyta innej natury. Muzyka na niej wydaje się bardziej dojrzała, niebojąca się zapuszczać w dolne rejony ludzkiej doli, co słychać już w pierwszych trzech utworach. Szczególnie wyróżnia się wśród nich „When You Die” właśnie, w którego refrenie Andrew śpiewa (a w zasadzie wydaje się bliski rozpaczliwego krzyku) Go fuck yourself / You heard me right, po czym lakonicznie rozprawia o śmierci. A im dalej w las, tym więcej zaskakujących niespodzianek, jeszcze więcej transformacji. Wystarczy chwila, by automatyczna perkusja i szybko zapadający w pamięci motyw główny w „Me and Michael” zaczęły kojarzyć się z „Last Christmas”, mimowolnie nadając tytułowi ciekawszego, intymniejszego znaczenia. Znalazło się nawet miejsce dla bardzo udanej fuzji synthwave’u i piosenkowego komfortu w stylu Marcusa Rosenberga, którą zespół realizuje w „James”. I tak dalej, i tym podobnie - największą zaletą „Little Dark Age” z pewnością jest to, że to album starający się być stylistycznie jak najbardziej różnorodny, ale też nie tracący na powadze.

Dlatego też można półżartem powiedzieć, że jeśli „Oracular Spectacular” było dla MGMT swoistym okresem beztroskiego dzieciństwa, to ich najnowszy krążek stanowi zapis pierwszych kryzysów życia dorosłego. To oznacza również, że płyta, a jakże, nie jest pozbawiona swojej ciemnej strony. Choć zazwyczaj muzycy szybko ratują się przed monotonią jakimś pojedynczym niuansem, to szkoda, że druga połowa trochę kuleje i ociera się o nudę znacznie częściej, niż pierwsza, bardziej pomysłowa i żywiołowa. Trzy utwory poprzedzające finałowe „Hand It Over” szybko rozmywają się w strukturze albumu, bo zwyczajnie brak w nich właściwego zespołowi ducha, to zaś szkodliwie wpływa na końcowe wrażenia. Mimo wszystko ci, dla których w muzyce najlepszą zabawą jest poszukiwanie i poddawanie się niemalże kalejdoskopowym zmianom nastroju, powinni być „Little Dark Age” szczerze ukontentowani. MGMT, choć coraz starsze i coraz bardziej odległe od ery swojego własnego najpiękniejszego z oblicz psychodelicznego popu, niby wąż zrzuca swoją starą skórę, tym samym dając świadectwo dojrzałości.

Paweł Ćwikliński (9 lutego 2018)

Oceny

Paweł Ćwikliński: 7/10
Średnia z 1 oceny: 7/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: pcwiklinski
[9 lutego 2018]
@miłosz Dzięki! Staramy się :)
Gość: miłosz
[9 lutego 2018]
Ale refleks! Oby tak dalej.

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także