Ocena: 5

The War On Drugs

A Deeper Understanding

Okładka The War On Drugs - A Deeper Understanding

[Atlantic; 25 sierpnia 2017]

Masz czasami ochotę posłuchać Dire Straits, ale pierwsze dźwięki wywołują traumatyczne wspomnienia noworocznego kaca i prezentera Programu Trzeciego Polskiego Radia, który kolejny rok z rzędu z pełnym przekonaniem obwieszcza, że „Brothers In Arms” to najlepszy utwór jaki kiedykolwiek powstał?

Ja też nie, ale The War On Drugs postanowili przyjść z pomocą, każdemu, kto ma taki problem.

Porównanie do zespołu Marka Knopflera w 2017 roku, nie jest oczywiście największym komplementem jaki można sobie wyobrazić. Adam Granduciel po raz kolejny tworzy w estetyce przypominającej shoegaze pozbawiony ściany dźwięku dodając do tego wokal przypominający Dylana, ale pozbawiony pewności siebie, czy też szczerych emocji. Albumowi jako całości brakuje dynamiki. Mimo tego, że wracam do niego co jakiś czas od dwóch miesięcy, używając go jako tła niedzielnego popołudnia, ciężko mi rozpoznać którykolwiek z utworów po melodii, czy fragmencie tekstu. Jedynym wyróżniającym się od samego początku elementem jest 11 minutowe „Thinking Of The Place”, z rozczarowująco nudną, ponad minutową solówką, brzmiącą jak ćwiczenia młodego gitarzysty, który dopiero co odkrył pentatonikę. Płyta jest bardzo spójna stylistycznie, z tym że w tym wypadku, ciężko to uznać za komplement. W związku z tym, że prawie każdy utwór jest oparty na podobnym rytmie, całość odsłuchu zmienia się w bardzo jednostajną, nieco psychodeliczną masę. Nie jest to jednak na tyle porywające, żeby zaakceptować całość jako zamysł autorów, i cieszyć się z pojawiających się momentami solowych wstawek gitary, które wydają się próbami zróżnicowania utworów.

Mam problem z tym albumem. Z jednej strony jego słabe strony znacznie przeważają pozytywne (których musiałbym szczerze mówiąc szukać na siłę), z drugiej strony, to jak bardzo jest nieangażujący, pozwala traktować go niemalże jako ambientowe tło do codziennych zajęć, i cieszyć się spokojną, i lekką atmosferą wybrzmiewającą w tych utworach. Tylko czy taki easy-listening nie powinien był przeminąć razem z końcem lat 80?

Piotr Wojnar (15 listopada 2017)

Oceny

Michał Weicher: 7/10
Średnia z 1 oceny: 7/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: szwed
[2 grudnia 2017]
Jest ciężko chory. W najbliższym czasie są dwie opcje - ozdrowienie albo pogrzeb. Liczę na to pierwsze. No może jest jeszcze opcja "zamrożenie Walta Disneya".
Gość: ?
[1 grudnia 2017]
Czy ten portal czasem nie umiera?
War on grugs jako nowość od dwóch tygodni?
Jedna recenzja na ile? Miesiąc?
Gość: szwed
[17 listopada 2017]
Ja nadążam i choć album z Jesu nierówny, to "Common..." jest naprawdę fascynujące. Tylko trzeba się w to wczytać. Jedna z płyt roku jak dla mnie. A co to War On Drugs, to nie tylko Kurt Vile znacznie lepszy, ale i Kevin Morby.
Gość: pszemcio
[17 listopada 2017]
A ktoś jeszcze w tematach artystycznych za Kozelkiem w ogóle nadąża?
Gość: pawluk
[16 listopada 2017]
Czyli Kozelek miał rację.
Gość: pszemcio
[16 listopada 2017]
Mam z tym albumem podobnie. W ogóle w temacie długich, ciągnących się w nieskończoność kawałków o folkowym rodowodzie, "przypominających shoegaze pozbawiony ściany dźwięku" Kurt Ville zostawia ich mocno w tyle.

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także