Ocena: 9

Alameda 3

Późne królestwo

Okładka Alameda 3 - Późne królestwo

[Instant Classic; 15 września 2013]

Bo widzisz, on się w ogóle nie przejmuje tym, co mówią inni. I o to w tym wszystkim chodzi. Dyskusja o to, czy w tym o coś chodzi to sprawa wyjątkowo ciężka. Zmarnowałem dwa* wieczory na próbę opisania, czym są dla mnie szczerość i prawda w muzyce. W konsekwencji nie zdziwię się, jeśli obudzę się jutro z włosami białymi jak Leland Palmer. Stwierdziłem jedynie, czym szczerość nie jest: ani umiejętnościami technicznymi, ani podejściem nieskażonym nauką; ni gloryfikacją spontaniczności, ni misternym konstruowaniem opowieści; nie jest to ani tło, ani tworzywo ekstazy. Nic nie pasuje. Co więcej, nie umiem stwierdzić, czy ma to jakiekolwiek znaczenie. Ekstaza może się zdarzyć i bez szczerości w muzyce, a priorytetowo zależy mi właśnie na niej. Ale. Kuba Ziołek rzuca w wywiadzie sprzed blisko dwóch lat: „Ja nie wiem, co jest prawdą, a co nie”. Iiiiiiii właśnie.

Jeżeli ktoś zdobywa się na takie słowa, świadczy to albo o zagubieniu, albo na odwrót: o zaakceptowaniu roli wiecznego szukającego. Stawiam na tę drugą opcję. Podejmujący poszukiwania i próby odnalezienia się w różnych konfiguracjach, Ziołek (solo, ze składami rockowymi, w duecie dronowym) znajduje swój wyraźny język, własny i wyjątkowy. Od jakiegoś czasu para się opisanym przez siebie brutalizmem magicznym. Mówi: „tak naprawdę chciałbym tak określić sposób, w jaki żyję”, a więc nie tylko muzykę. Pełno osób uznało ten ruch za podsuwanie ludziom nazbyt oczywistych narzędzi interpretacyjnych, ja zresztą też, ale po czasie widzę w tym metodę. Moment, w którym Ziołek – najwyraźniej – porzucił zespół Ed Wood, przesiąknięty typowo nojzrokową ironią (którą osobiście uważam za cynizm) i zajął się czymś, w co wierzy, jego muzyka stała się bardziej naturalna i przekonująca. Naprawdę świetnie się bawiłem na występach Eda, ale nie mogłem pozbyć się wrażenia, że zespół trochę nie wie, z czego się śmieje. Udawane problemy techniczne maskowały precyzję gry, olewczo-absurdalna konferansjerka maskowała pasję wykonywania muzyki. Tak jakby zespół wstydził się być poważny, bo postmodernizm (lol), bo nie wypada. Może przesadzam albo gubię punkt, ale Ed Wood był dla mnie podszyty ponurym nihilizmem, w którym śmiech często oznaczał znalezienie się w ślepym zaułku. Jeśli nie traktujemy siebie i swojej sztuki poważnie, po co próbujemy ją przekazać innym ludziom? I właśnie dlatego brutalizm magiczny jawi mi się szczerością owocującą muzyką prosto z serca. Nieważne, że wystawioną na zarzuty o pretensjonalność i pseudointelektualizm. Nieskrępowana niczym pasja, z którą nagrano „Późne królestwo” ma rezultat w najlepszej polskiej płycie od lat.

Śpieszę donieść, że Alameda 3 to zarówno najlepszy zbiór utworów, jak i najbardziej przekonująca całość wśród projektów aktualnie najważniejszego polskiego muzyka tak zwanego undergroundu. T’ien Lai jest ilustracją do nienazwanego rytuału i pozostawia przyjemną dowolność wyboru znaczenia, Stara Rzeka – moim zdaniem – pozostaje młodszą siostrą Alamedy, bogato przyozdobionym ambientem. Natomiast „Późne królestwo” jest dla mnie pozycją klasyczną na samym wejściu.

Tak naprawdę środowisko alternatywne nigdy nie odrzuciło wielkich narracji, rozumianych jako podniosła całość. Świadczą o tym ukrywane ciągoty do prog-rocka i zachwyt dobrze skonstruowanymi albumami. Przykłady? „Jane Doe” Converge ma sens jedynie jako całość. „Leaves Turn Inside You” Unwound na wejściu poraża spójnością brzmienia i miażdży poczucie bezpieczeństwa utrzymywaniem dramaturgii przez bite dwie płyty. Na „Dniach wiatru” Ścianki każdy dźwięk i kolejność ich wprowadzania są tak samo poetyckie, jak zawarte na albumie teksty. Przy czym wszystkie pozycje łączy dbałość o szczegóły i odrobina podniosłości, obcesowo mówiąc – zdrowe spięcie dupy. Do tego grona dołącza faktyczny debiut Alamedy. Ten materiał był w większości znany przed faktyczną premierą – dwa całe utwory i EP-ka „Tzimtzum” to ponad połowa albumu. Pełną siłę rażenia ujawnia jednak jako jedna historia, całość. Od rezurekcyjnego „Teraz widzę już tylko rzekę”, przez różne odmiany ciemnej nocy duszy (druga część „Tzimtzum”) do zaskakującego zakończenia „Późnego królestwa”. Ziołek stara się, by teksty nie znaczyły nic więcej ponad słowa, przez co stają się częścią monolitu tworzonego przez muzykę.

Która jest niesamowita. Tak jak i w przypadku Rzeki, elementem spajającym bardzo różne gatunki jest surowa produkcja, zamiłowanie do przeciągłych, niebiańskich (bądź piekielnych) dronów i charakterystycznie Ziołkowe melodie. Dochodzi jednak aspekt ekstatyczności, którego nie widzę nawet w T’ien Lai. Mantryczne drony z „Da’at” to, jak już mówiłem, ilustracja. Natomiast niektóre fragmenty „Królestwa” to ekstaza sama w sobie. Powracające w materiałach towarzyszących albumowi wątki metafizyczne tylko to podkreślają. Nie jest to jednak ostatni Oneohtrix Point Never, o którym można pisać i dyskutować w nieskończoność. „Późne królestwo” nie jest zainteresowane stawianiem pytań – przeciwnie, jest totalnie kontemplacyjne. Fakt, że raczej nikt tak wcześniej nie grał, nie jest najistotniejszy.

I o to w tym wszystkim chodzi. Być może. Koniec końców zapomnimy o myśleniu, a w pamięci zostaną zachody słońca, orkany, puste autostrady i „Późne królestwo” na słuchawkach. W każdym razie – ja postaram się zapomnieć.

*- w chwili ukończenia tekstu, cztery.

Miłosz Cirocki (20 grudnia 2013)

Oceny

Karol Paczkowski: 8/10
Michał Weicher: 8/10
Piotr Szwed: 8/10
Wojciech Michalski: 8/10
Michał Pudło: 7/10
Paweł Sajewicz: 7/10
Średnia z 6 ocen: 7,66/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: Ania
[16 marca 2014]
Mocno spóźniona słuchałam tej płyty przez ostatni tydzień. Wolę ją niż "Cień chmury nad ukrytym polem" w której, przynajmniej dla mnie, było więcej formy niż treści. Niestety nowy projekt Kuby nie wywołał u mnie aż takich uniesień jak u recenzenta, no ale może jeszcze trzeba posłuchać. Z obiema płytami mam za to ten sam problem - nie słyszę tekstu tylko jakieś mamrotanie w tle i generalnie mogłyby się obyć bez wokalu, który tu kompletnie nic nie wnosi.
Gość: sitko
[25 grudnia 2013]
najważniejszy argument jest taki, iż coś takiego jak przehajp nie istnieje
Gość: miłosz c
[24 grudnia 2013]
proszę o argumenty
Gość: enrique
[23 grudnia 2013]
monstrualny przehajp, ten kuba ziołek
Gość: Maciek Sławski
[20 grudnia 2013]
BASED MIŁOSZ

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także