Ocena: 8

Colin Stetson

New History Warfare vol. 2: Judges

Okładka Colin Stetson - New History Warfare vol. 2: Judges

[Constellation Records ; 22.02.2011 ]

Po ukazaniu się recenzji Tima Heckera „Ravedeath, 1972” zgłosiłem swoje wątpliwości do Pawła Gajdy, autora tego tekstu. Fragment który wywołał moją reakcję sugerował „wprawianie w osłupienie partiami zawodzących instrumentów dętych”. Faktycznie można odnieść wrażenie, że w „Hatred Of Music” unoszą się dźwięki wskazujące możliwość wykorzystania przetworzonych dęciaków. Tim Hecker nie używał ich w tej produkcji, ale Paweł stwierdził, że ważniejsze od tego, co gra, jest uzyskane brzmienie. Na wysokości 2011 roku trudno przykładać do tego większą wagę – przy obecnej technologii ten sam efekt można uzyskać za pomocą różnych metod rejestracji i przetwarzania materiału, więc kruszenie kopii o instrumentarium u Tima Heckera uznałem za pozbawione większego sensu. Kiedy odkryłem „New History Warfare vol. 2.: Judges” i polecałem redakcji tę płytę, sam wpadłem w analogiczną pułapkę. Bez większego zastanowienia napisałem o zabawie typu Brotzmann z pomocą studyjnych manipulacji interpretuje minimalistów. Zmysły podpowiadały, że Colin Stetson nagrywał kilka ścieżek instrumentów dętych, wysyłał je w kartonowych paczkach do producenta i następnie ze szkiełkiem i uber-precyzyjnym kursorem składał to mozolnie w jedną całość. Co tu dużo mówić – tak to właśnie brzmi. A pozory mylą.

Nie zdajecie sobie sprawy, jak często słyszeliście już Colina Stetsona. Urodzony w Michigan saksofonista współpracował bez mała z tuzinem artystów – nagrywał partie dla Toma Waitsa, Davida Byrne, TV On The Radio, Arcade Fire czy Laurie Anderson. W 2008 roku zadebiutował solowym krążkiem „New History Warfare vol. 1”, który wysyłał sygnały ostrzegawcze o sporym talencie i mimo kilku braków, w perspektywie albumowego następcy okazał się pierwszym stadium eksperymentów, rozruchowym ćwiczeniem stylistycznym. Muzyczną wizją Stetsona jest unifikacja różnych metod gry i rejestracji muzyki wprowadzonych przez improwizatorów i awangardzistów. Colin gra na saksofonach z wykorzystaniem techniki „circular breathing”. Polega ona na jednoczesnym wykonywaniu wdechu przez nos i wydechu ustami. Dla kogoś kto wykorzystuje płuca w wydobywaniu dźwięku z instrumentu opanowanie tej czynności przysparza niesamowite możliwości. Bez chwili wytchnienia może on generować zawiesiste długie drone’y, jak i kaskady spadających w górę i w dół skali nutek. Colin w promocji dorzuca i rozdaje każdemu słuchaczowi kilkanaście par uszu. Wraz z inżynierem dźwięku Efrimem Menuckiem (Godspeed You! Black Emperor) rozstawił w pokoju, na instrumencie i na ciele saksofonisty dwadzieścia cztery mikrofony i nagrywał przebieg sesji. Początkowo przypisywałem Benowi Frostowi (miksował materiał) sporą liczbę manipulacji fakturami, składaniem kilku podejść i tworzenia szkieletu rytmicznego. Nic z tego, żadna ścieżka nie została zapętlona, nic nie było dogrywane. Jawnie naigrawają się z ułomności percepcji – to co wydaje się jazzowym trio, jest jednym Colinem Stetsonem, a rytmika jest imitowana przez uderzenia palcami o klawisze. To co mogło być próbą jak najdokładniejszego oddania istoty nieuchwytności żywego dźwięku rozchodzącego się w przestrzeni, przekroczyło swoje granice i stało się wielowymiarowym stadium (nie)rzeczywistości.

Często przewijające się słowo *saksofon* implikuje myśl, że mamy tu do czynienia z jazzowym wydawnictwem typu „solo sax”. O ile instrument świadczy o silnych związkach z tym gatunkiem, to „A New History Warfare vol. 2” nie można zbyć tym terminem. Powtarzalność pewnych schematów, fraz, tyleż improwizowane, co przemyślane konstrukcje utworów świadczą, że tak samo istotny jest Evan Parker i Mats Gustafsson, co Steve Reich czy Philip Glass. Patrząc w stronę długich zawieszonych w przestrzeni dysonansów można pogłowić się nad fascynacją Sun O))), czy The Mount Fuji Doomjazz Corporation. A gdy do głosu dochodzi gościnnie opowiadająca historie Laurie Anderson i śpiewająca Shara Worden (z My Brightest Diamond) zaczynam tracić zdolności do stwierdzenia z czym mamy do czynienia, bo pomimo całej awangardowej otoczki, muzyka pozostaje względnie przystępna. Nie odrzuca od pierwszego odsłuchu zbytnim formalizmem, czy frywolną improwizacją, a wciąga odrealnioną, posępną atmosferą. Gdy odejść od asocjacji mających swoje uzasadnienie w konstrukcji utworów i użytych środków – szorstkość, surowość brzmienia i piekące poczucie wyizolowania nasuwa na myśl efekty uzyskane przez Portishead na albumie „Third”. Skojarzenia z muzyką popularną nie są wcale bezpodstawne. Dotychczasowa działalność Colina pozwala twierdzić, że współpraca z dziesiątkami artystów zajmujących się bardziej przystępną twórczością odcisnęła na nim piętno i komponując te dźwięki miał w pamięci takie pojęcie jak *melodia*. Ta quasi-popowość słyszalna jest najlepiej, gdy w środku płyty do spółki z Sharą reinterpretują gospel-bluesowy utwór Blind Willie Johnsona „Lord I Just Can’t Keep From Crying Sometimes” z 1928 roku. Trudno pozostać niewrażliwym na ten piekielny żal wylewający się z każdej deklamowanej frazy. Podobnie dramaturgię albumu podgrzewa Laura, która wpisuje się w reichowskie „Different Trains” w „A Dream Of Water” czy „Virgo Self-Esteem Broadcast” Flaming Lips w króciutkim „All The Colors Bleached To White”. Mechaniczność i obłąkanie „Red Horse” spokojnie mogłyby się na „Embryonic” zmaterializować, gdyby tylko Wayne Coyne zapisał się na korespondencyjny kurs grania na saksofonie, zamiast wydawać single w postaci pamięci USB wsadzonej w żelatynowy mózg. Garść klasycyzujących i oszczędnych w formie utworów jak „The Righteous Wrath Of An Honorable Man” wywołuje hipnotyczne majaki, a początek i koniec wydawnictwa spina sonorystyczno-drone’owa klamra i sugeruje wręcz narracyjność fabuły.

Colin Stetson tłumaczy tytuł serii „A New History Warfare” jako trudności w znalezieniu i kreacji znaczeń – to co robimy, nawet prozaiczne rutynowe czynności, staje się naszą własną historią. Wahadło między strachem a transcendencją powoduje serie nadmiernych wyładowań akustycznych rozrywających przestrzeń. Tam gdzie Hecker w retrospekcjach odtwarza zrzucanie pianina z dachu – Stetson siedzi na skraju tego budynku i macha nogami nad przepaścią.

Sebastian Niemczyk (5 kwietnia 2011)

Oceny

Andżelika Kaczorowska: 8/10
Paweł Gajda: 7/10
Piotr Wojdat: 7/10
Tomasz Łuczak: 7/10
Paweł Sajewicz: 6/10
Średnia z 7 ocen: 6,14/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
nieseba
[6 kwietnia 2011]
Dzięki za wytknięcie błędów. Faktycznie wtopa. Nie mam pojęcia skąd mi się Max Roach przyplątał :)
Pozdrawiam
S.N.
Gość: Piotr Lewandowski
[6 kwietnia 2011]
Twoim zdaniem Max Roach miksował tę płytę? Nieżyjący od prawie 4 lat perkusista? Shara ma na nazwisko Warden? Może kup tę płytę, albo sprawdź na discogs o jakich ludziach piszesz. Skrajne przegadanie recenzji tej doskonałej płyty to inna kwestia.
Rozwiązanie quizu: Ben Frost, Shara Worden

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także