Ocena: 6

Ladyhawke

Ladyhawke

Okładka Ladyhawke - Ladyhawke

[Modular; 22 września 2008]

W pierwszym odruchu sądziłem, że pomyliłem się i zamiast Ladyhawke, umieściłem w odtwarzaczu tegoroczny krążek Ladytron. Po prawdzie, był to całkiem realny wariant i niewiele brakowało, żebym się nie zorientował, ponieważ z rzeczonego „Velocifero” nie pamiętam już zupełnie nic poza tym, że zawierał horrendalnie typową dla tej formacji muzykę – jakoś nie podzielam aprobaty części redakcji. Jednak brytyjska grupa o bułgarskich konotacjach najwyraźniej wywarła pewien wpływ na Nowozelandkę o podobnym pseudo – opener „Magic” odtwarza bowiem ten sam przygniatający klimat depeszowskiego „Black Celebration”, w którym przed laty zakochali się Ladytron. I robi to całkiem udanie.

Pip Brown a.k.a. Ladyhawke dała się poznać kilka miesięcy temu singlem „Paris Is Burning” – sympatycznym, parkietowym numerem o refrenie, który mógłby wymyślić zespół Phoenix. Na pełnowymiarowym debiucie spotykamy utalentowaną dziewczynę, która podpisała się pod każdym z trzynastu tracków (choć przy wszystkich zaczerpnęła pomocy z zewnątrz) i zaśpiewała je przekonująco. Bez większych wyjątków Ladyhawke – w myśl oficjalnej linii jej rosnącej w potęgę wytwórni Modular – odwołuje się w nich do tanecznego popu lat osiemdziesiątych. A więc co, Cut Copy w spódnicy? Hm, bardziej nowozelandzka Annie.

„Ladyhawke” to praktycznie gotowa imprezowa playlista – prawie każdy z utworów osiąga przyzwoity wynik w konkurencji BPM. To nie są kawałki, przy których przypadkowo zaplątana w klubie dresiara podejdzie do didżejki i zasugeruje ci, że „słuchaj, grasz za wolno”. Jest głośno, hucznie i konkretnie. Gorzej, jeśli debiutem Nowozelandki zechcecie rozkoszować się przy herbacie w kapciach. Wtedy stanie się uległy i ujawni gruby dług u szlachetnej klasyki. Ot, choćby „Manipulating Woman” zadziorną gitarę bierze przecież z „Beat It” Jacksona, „Better Than Sunday” pobrzmiewa motywem z „Music Sounds Better With You”, swoje tłuste żniwa zbiera też dorobek Fleetwood Mac z lat osiemdziesiątych: „Another Runaway” smakuje jak odrzucona piosenka Christine McVie z sesji do „Tango In The Night”, a wibracja wokalu w „Back Of The Van” bezwstydnie imituje Stevie Nicks. Zresztą sama Pip wizualnie prezentuje się niczym „niegrzeczne” skrzyżowanie dwóch blondwłosych wokalistek FM.

Część dobrego wrażenia zaciera też niechcący fakt, że jeden fragment „Ladyhawke” tak mocno odstaje od reszty in plus. Brown odnajduje sukces tam, gdzie całkowicie odstawia gitary i najodważniej zapuszcza się w rejony disco – „Dusk Till Dawn” w efekcie okazuje się jednym z większych bangerów tego roku. Przy tym jest idealnie skrojonym singlem – dwie i pół minuty to stanowczo zbyt mało, żeby nacieszyć się tym wybornym kawałkiem. Funkcja repeat się przyda.

Poza tym – bardzo solidna robota i... to koniec komplementów. Pamięć o charyzmie Roisin Murphy, figurze Kylie i przebojowości tej szwedzkiej piosenkarki Juvelen nie pozwalają jeszcze usytuować Ladyhawke wyżej niż w gronie pukających do bram pierwszej ligi śpiewających dziewczyn.

Kuba Ambrożewski (7 listopada 2008)

Oceny

Kasia Wolanin: 7/10
Kuba Ambrożewski: 6/10
Średnia z 7 ocen: 7,28/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: magdaaa.
[28 marca 2009]
album nawet nawet.
kuba a
[29 stycznia 2009]
Wiem, to taki żarcik. Na dowód:

http://www.screenagers.pl/index.php?service=albums&action=show&id=1553
Gość: michau
[28 stycznia 2009]
Juvelen to facet
http://www.youtube.com/watch?v=RBhYOJ1-kX4

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także