Ocena: 6

Architecture In Helsinki

Places Like This

Okładka Architecture In Helsinki - Places Like This

[Polyvinyl Records; 21 sierpnia 2007]

Gdyby stworzyć ranking zespołów z najmniejszym elektoratem negatywnym, Architecture in Helsinki z pewnością zajęliby w nim jedno z czołowych miejsc. Naprawdę trudno wyobrazić sobie człowieka, który do muzyki Australijczyków podchodziłby ze zdecydowaną niechęcią. Dwiema poprzednimi płytami kupili oni zarówno mainstreamowych jak i undergroundowych krytyków, zawładnęli blogami kidultów. Za pomocą świetnie wykorzystanego, ale również populistycznego jak diabli, połączenia mocnej, pokiereszowanej rytmicznie perkusji i słodkich, wygrywanych na dęciakach melodyjek przeprowadzili udaną inwazję na wrażliwość młodzieży. Starszych i nieco wybredniejszych uwiedli dojrzałym minimalizmem, z jakim budowali swoje, na pierwszy rzut oka, infantylne dźwiękowe konstrukcje. „Nie sposób ich nie lubić” – to nieco wyświechtane, pojawiające się często w recenzjach sformułowanie, chyba do nikogo nie pasuje tak dobrze jak do Architecture in Helsinki.

Świadomość ilości trzymanych kciuków może jednak paraliżować. Po premierze „Places Like This” słychać, że Australijczykom stylistyczny paraliż raczej nie grozi. Nie grozi im też niestety żadna jakościowa rewolucja, która by licznych sympatyków zespołu rozłożyła na łopatki. Podczas słuchania najlepszych momentów „Fingers Crossed” wydawało się, że Architecture in Helsinki są właściwie o krok od prawdziwej wielkości, że mają wszelkie dane, by krok ten wykonać i dumnie stwierdzić „that’s one small step for a band, one giant leap for indie-pop”. Niestety, granica ta nie została przekroczona. „Places Like This” to nieco mocniejsza, bardziej rockowa, momentami ciekawie rozwijająca wątki z wcześniejszych płyt kontynuacja, pozbawiona jednak świeżości debiutu oraz przebojowości „In Case We Die”. Na nowej płycie „Helsinek” znaleźć można bez problemu kilka naprawdę świetnych utworów; „Heart In Races” to jeden z najlepszych tegorocznych singli; sposób w jaki Australijczycy stopniowo podgrzewają melodię, by doprowadzić ją do refrenowego wrzenia jest naprawdę imponujący. Podobne wrażenie sprawiają oryginalne na tle dotychczasowej twórczości niepokojące (takiego klimatu nigdzie wcześniej u „Helsinek” nie było) „Feather In A Baseball Cap” oraz „Underwater”. Byłoby cudownie gdyby „Places Like This” wypełniały tylko takie piosenki, byłoby bardzo dobrze, gdyby pod względem przebojowości płyta trzymała poziom, mało odkrywczych, ale porywających „Hold Music” i „Like It Or Not”. Niestety, czym dalej w las, tym mniej porządnych, dojrzałych drzew, a więcej karłowatych, niepoważnych krzaczków, które skutecznie rozrzedzają początkowy entuzjazm. Szczególnie drażni przedostatni „Nothing’s Wrong”. Na pozór dzieje się tutaj strasznie dużo, ale poszczególne efekciarskie motywy nie łączą się w żaden sensowny sposób. „Mistrzowie popowego minimalizmu” - określenie, które przylgnęło do Australijczyków po „Fingers Crossed” w kontekście „Nothing’s Wrong” brzmi naprawdę groteskowo.

Architecture in Helsinki wciąż pozostają zespołem, którego „nie sposób nie lubić”. Za niewątpliwy talent, bezpretensjonalność i przebłyski popowego mistrzostwa. Czy jednak można obdarzyć „Places Like This” jakimś poważniejszym uczuciem? Mam co do tego poważne wątpliwości.

Piotr Szwed (29 października 2007)

Oceny

Kasia Wolanin: 6/10
Piotr Szwed: 6/10
Przemysław Nowak: 5/10
Średnia z 10 ocen: 6,5/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także