Ocena: 8

Nosowska

UniSexBlues

Okładka Nosowska - UniSexBlues

[Universal; 28 maja 2007]

Utwory na tę płytę powstawały przez siedem lat, ale nie słychać na niej ani jednej niespójności. Może za sprawą totalnego eklektyzmu - Nosowska wplotła do swojej muzyki tak wiele różnorodnych wątków i motywów, że słuchając „UniSexBlues” ma się wrażenie pobytu na futurystycznym, cyberpunkowym arabskim bazarze, gdzie ze wszystkich stron dociera do nas ogrom różnorodnych bodźców, które jednak nie kłócą się ze sobą, a przeciwnie – spajają w jednorodny szum wielkiego żywego organizmu.

„UniSexBlues” to album bardzo współczesny, bardzo nowoczesny i bardzo dobrze brzmiący. To chyba najlepiej – obok „Amnestii” Kobiet – zrealizowana polska płyta tego roku. Doskonała czystość dźwięku i jego bogata, wielowarstwowa struktura to efekt ciężkiej pracy Marcina Macuka z zespołu Pogodno. Muszę przyznać, że człowiek ma idealne „czucie”, jak powinna brzmieć każda z piosenek. A przy tym jest bardzo elastyczny, co do różnorodnej stylistycznie muzyki Nosowskiej pasuje jak ulał. Na „UniSexBlues” uliczny rockandroll („Era retuszera”, „Poli D.N.O”) sąsiaduje z błyszczącym cekinami r’n’b („Grand Prix”), chropawym electro („My Faith Is Stronger Than The Hills”), bjorkowskim techno („Metempsycho”), surowym, przejmującym bluesem (utwór tytułowy) i klasyczną balladą („Karatetyka”, „Konsorcjum K.C.K”). Ten szalony tygiel stylów początkowo onieśmiela, jednak słuchając płyty ani przez chwilę nie ma się wrażenia, że coś tu nie pasuje. Otóż pasuje wszystko! Nawet śródziemnomorskie disco zagrane na żywych instrumentach („Nerwy i wiktoriańscy lekarze”) czy kosmiczna wycieczka w świat zimnego techno w „Metempsycho”.

Muzyka muzyką, a dźwięki dźwiękami, ale i tak najważniejszym elementem „UniSexBlues” pozostaje słowo. Bo Nosowska osiągnęła w pisaniu tekstów w naszym ojczystym języku prawdziwe mistrzostwo. Ktoś nazwał ją nawet Lechem Janerką w spódnicy i jest to analogia całkiem trafna. Nosowska opanowała trudną sztukę formowania opornego tworzywa, jakim jest język polski i sprawiła, że to słowa słuchają jej, nie na odwrót. „UniSexBlues” pełen jest błyskotliwych gier słownych, zaskakujących skojarzeń i ujmującej wrażliwością poezji ukrytej w codzienności opisywanych przez autorkę sytuacji. W skrzących się humorem i zgryźliwą ironią tekstach Nosowska przemyca własne komentarze do absurdalnej rzeczywistości, jak w „Erze retuszera”: Pana prosi Pan/ Do tanga trzeba dwóch/ Już płonie stos/ Na rondzie de Gaulle/ Palma zjara się. Nosowska porusza tematy, które są bliskie nam wszystkim. Raz jest kobietą odrzuconą, która wraca niczym kopnięty pies, by odzyskać choć namiastkę utraconej miłości (Złam to serce na pół, przeżuwaj i spluń/ niech resztki spłucze deszcz/ Chcesz, połam na ćwierć, a gdy zlecą się dzikie koty, to je karm/ cały kurz spod wycieraczki pod moją możesz wmieść/ odpadek śmieć/ ja ci to zutylizuję, a ty idź/ idź i błyszcz, promieniuj i świeć), kiedy indziej, choć ze strachem, pokornie godzi się na starość i oczekującą każdego z nas śmierć (Wypełniam szczelnie to ciało/ Obcisłe jak kostium nurka/ Usta jak dziupli dziurka/ To tędy ulecę w przestworza (...) I zaskuotuje to ciało robactwo/ Splądruje, wychłepce co lepsze/ Kości-statywy zostawi pod kopcem w polewie z lastryko). Właściwie każda piosenka to tekstowy majstersztyk i już tylko z tego powodu należą się Katarzynie Nosowskiej wielkie brawa i szacunek.

„UniSexBlues” polską płytą roku 2007? Poczekajmy do końca, ale wydaje się, że Nosowska odstawiła bolidy konkurencji na całkiem bezpieczną odległość.

Marceli Frączek (5 lipca 2007)

Oceny

Tomasz Łuczak: 7/10
Kamil J. Bałuk: 5/10
Kasia Wolanin: 5/10
Piotr Szwed: 5/10
Średnia z 23 ocen: 6,13/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także