Ocena: 7

Scritti Politti

White Bread, Black Beer

Okładka Scritti Politti - White Bread, Black Beer

[Rough Trade; 10 kwietnia 2006]

„Jestem punkiem. Zawsze nim byłem i zawsze nim będę” – tak definiował się swego czasu frontman jednej z noworomantycznych grup wszech czasów, Martin Fry z ABC. Pomimo że nagrania formacji z Sheffield posiadały stricte synth-orkiestrowy charakter, miał do tego prawo. Punk go wychował i dał artystyczną odwagę. Podobnie Green Gartside. Stojący od końca lat siedemdziesiątych na czele Scritti Politti postawny Walijczyk był urodzonym wizjonerem, przez co ujęcie ewolucji zespołu w jednym akapicie nie jest możliwe. Odległość pomiędzy wydawanym pod skrzydłami Rough Trade, wczesnym, politycznym post-punkiem a ambitnym funk-reggae-popem pełnowymiarowego debiutu „Songs To Remember” to na osi czasu zaledwie dwa-trzy lata, w praktyce jednak mowa o dwóch różnych zespołach. W połowie lat osiemdziesiątych Gartside nieco przystopował ze stylistycznymi zakrętami, przedstawiając perełkę w postaci gładziutkiego, słodziutkiego, rozśpiewanego „Cupid & Psyche ‘85”, który z dnia na dzień przesunął Scritti Politti do komercyjnej ekstraklasy i potwierdził wyjątkową pozycję lidera grupy jako wyspiarskiego odpowiednika Prince’a, dysponującego nieczęsto spotykanym wśród białych soulowym feelingiem i cukierkowym głosem dziecka oraz nieustannie poszukującego nowinek brzmieniowych. W efekcie album odpowiadał zarówno wszelkim wymaganiom stawianym przez radiostacje i telewizje muzyczne, jednocześnie spełniając zachcianki koneserów solidnych, niekonwencjonalnie zaaranżowanych piosenek. Kunszt Gartside’a docenił nawet sam Miles Davis, przyjmując zaproszenie na kolejny longplay Scritti Politti. „Provision” z 1988 zamykało podstawowy etap działalności grupy. Jej i tak dość niespieszny cykl wydawniczy uległ dodatkowemu wydłużeniu, wskutek czego tegoroczny „White Bread, Black Beer” jest zaledwie piątym studyjnym dokonaniem zespołu i podobnie jak przy poprzednim wydawnictwie mówi się o jego powrocie.

Siedmioletnia przerwa nie należała ponoć do najweselszych okresów w życiu Gartside’a, a album ma zaznaczać wyjście lidera Scritti Politti z dołka. Nowa płyta, nowe życie – chciałoby się powiedzieć, tym bardziej pamiętając, że nagrania są domowej roboty, zaaranżowane skromniej niż kiedykolwiek i brak na nich gości. Nie jest jednak zbyt radykalnie. Treścią płyty jest odnalezione na powrót zadowolenie Gartside’a z życia. „White Bread, Black Beer” wydaje się afirmacją miłości. Stylistycznie zaś album różni się od pozycji z lat osiemdziesiątych mniejszymi lub większymi, ale niuansami. Green – wciąż przed mutacją – pielęgnuje uwielbienie dla syntetycznych brzmień perkusji i klawiszy i pokrytych grubym lukrem harmonii. Za rezygnacją z funkowego charakteru większości nagrań stoją romantyczne pejzaże przypominające jak ważne były pomysły Gartside’a dla takich grup jak chociażby Junior Boys. Z drugiej strony sam Green nie kryje swoich korzeni. Tam gdzie pojawiają się gitary, z reguły robi się beatlesowsko, jak w „Dr Abernathy”, z kolei „Snow In Sun” może kandydować do miana jednej z najwierniejszych imitacji Briana Wilsona. Kluczowa różnica pomiędzy starym, a obecnym Scritti, leży zaś być może w braku większego potencjału komercyjnego nowego materiału. To już nie te czasy kiedy „Perfect Way” i „Absolute” elektryzowały pół świata melodyjnością i nowatorstwem. Pod tym względem „White Bread, Black Beer” stanowi więc swoiste ich zaprzeczenie, wyznaczając prawdopodobne brzmienie anty-2006.

Kuba Ambrożewski (10 sierpnia 2006)

Oceny

Kuba Ambrożewski: 7/10
Przemysław Nowak: 7/10
Kasia Wolanin: 6/10
Średnia z 4 ocen: 6/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także