Polskie Piosenki Wszech Czasów

#1

Polskie Piosenki Wszech Czasów - #1 1

1. Andrzej Zaucha – Byłaś serca biciem
[muz: J. Dobrzyński; sł: Z. Książek; 1988]

Andrzej uwielbiał biesiadować – wspomina Andrzeja Zauchę jego przyjaciel Andrzej Sikorowski z zespołu Pod Budą. I właśnie być może w tej słabości do biesiadowania tkwi klucz do twórczości Andrzeja Zauchy, która obfitowała we wzloty i upadki, w repertuar najeżony zarówno jazzem oraz progresywnością, jak i muzyką iście chałturniczą. Jego aparycja PRL-owskiego everymana, łysiejącego wąsacza z cinkciarskim błyskiem w oku, idealnie korelowała z tym podskórnym pragnieniem zaznania blichtru i sławy koloryzujących nadwiślańską szarzyznę. Stąd kilka wątpliwej jakości wyborów artystycznych w latach 80., jak „Baw się lalkami” czy twistowe podrygi do „Czarnego Alibaby”. Zaucha potrafił balansować na granicy dobrego smaku, ale robił to jak nikt inny. W repertuarze nagrywanym pod publiczkę karty były bowiem wyłożone na stół: dajcie mi sławę, a dostarczę wam rozrywki. Ubodzony ogromnym sukcesem piosenki Zbigniewa Wodeckiego „Chałupy welcome to” Zaucha postanowił zabawić się regułami show-biznesu, podejść do nich z kpiną, przekorą i premedytacją. Zapłacił rzecz jasna za to też ogromną cenę – w zbiorowej pamięci nierzadko funkcjonuje jako artysta niedoceniony, dostawca przaśnych przebojów do odgadnięcia po jednej nutce w telewizyjnym programie „Jaka to melodia”, a jego ambitny repertuar pokryła dziś gruba warstwa kurzu.

A pamiętajmy, że ten muzyczny samouk, właściciel niebywałego głosu, którym potrafił szarżować po skali jak mało kto, w latach 70. podważył wszechobecną dominację big beatu, wprowadzając do rodzimej fonografii fuzję jazzu i rocka. Jego zespół Dżamble w swoich najlepszych momentach śmiało gonił zachodnie grupy jak Soft Machine czy Chicago. Kto wie, czy to właśnie nie Andrzej Zaucha położył podwaliny pod unikatową narrację w polskiej muzyce rozrywkowej, nie raz sygnalizowaną przez nas w niniejszym podsumowaniu, w której świat jazzu naturalnie przeplata się ze światem popu; gdzie wybitni jazzowi kompozytorzy i cenieni poeci tworzyli muzykę oraz teksty dla wykonawców z głównego nurtu.

Dramatem Andrzeja Zauchy jest bycie artystą niezrozumianym podwójnie. Po raz pierwszy w okresie awangardyzującym, który zjednał mu krytyków, lecz poskąpił przychylności publiczności; po raz drugi w latach 80. – gdy u szczytu popularności Zauchy polska krytyka muzyczna, niczym dwunastu sprawiedliwych, wydała na niego wyrok skazujący. Obiegowa opinia głosiła, iż bycie wokalistą wybitnym stępiło w nim artystyczny instynkt. Fakt, że w każdym repertuarze czuł się znakomicie, miał sprawiać, że zobojętniał na to, co śpiewa. To bolączka naszej rodzimej krytyki, która w wyniku uwarunkowań historycznych umiłowała sobie świat sztuki zaangażowanej, podziemnej, zakazanej, z pobłażaniem zerkając na twory popkultury. Celem naszego podsumowania jest podważenie tego paradygmatu, próba podgryzienia wrodzonej martyrologii, która przez 60 lat polskiej muzyki rozrywkowej wciąż każe się trzymać skostniałego kanonu, zaburzającego recepcję kultury. Kanonu, który w dalszym ciągu na piedestał wynosi twórczość antysystemową, „ambitną”, czyniąc te dzieła wybitnymi niemalże z automatu.

Dokonania Andrzeja Zauchy z lat 80. są chyba najlepszym przykładem błędnego rozumowania, jakie toczy polską myśl krytyczną. Wokalista jazzowy, pionier scatu, z namaszczeniem podchodzący do frazowania, karkołomnie wtapiający nadprogramowe sylaby pomiędzy sztywne, uwierające takty nagle zjawia się w niemal synth-popowym repertuarze, w kanciastych, „plastikowych” wykwitach konsolet z naszych niedoskonałych PRL-owskich studiów nagraniowych. W jednym rzędzie z Papa Dance, Anną Jurksztowicz i Kombi. Bez białej flagi, niecierpliwego ducha i burzenia murów. Jak na ironię, to właśnie Zaucha za sprawą takiego singla, jak „Byłaś serca biciem”, wpuszczał zachodniego ducha do zatęchłych PRL-owskich przestrzeni, fundując polskiej publiczności nadwiślańską wersję Scritti Politti: fantastyczne smagnięcia sophisti-popowych refrenów, syntezatorowy funk, wyłaniające się z hipnotycznej repetycji kapitalne mostki. A śpiewał to z taką tęsknotą, jakby podświadomie przeczuwał smutne wydarzenia następnych miesięcy: śmierć swojej ukochanej żony Elżbiety.

Tak jak Przybora miał Agnieszkę Osiecką, a Dygat Kalinę Jędrusik, tak Andrzej Zaucha był – jak mówią jego przyjaciele – nierozłączny ze swoją muzą i żoną, Elżbietą, którą poznał jeszcze w szkole. Nikt nie mógł przewidzieć, że „Byłaś serca biciem” – hymn braku, który wcale jeszcze nie nastąpił i rzewne wspomnienie czegoś, co jeszcze przecież trwało – stanie się gorzko aktualnym komentarzem po śmierci małżonki Zauchy, ledwie rok po wydaniu piosenki. Dwa lata później, w 1991 roku, Zaucha zostaje zastrzelony przed krakowskim Teatrem Stu przez zazdrosnego męża aktorki, z którą się spotyka. Historia Zauchy w tym momencie się urywa. Nigdy nie doświadczy eksplozji w polskim przemyśle rozrywkowym lat 90. Nie przeżyje czasów, w których do tytułu platynowej płyty trzeba będzie sprzedać aż 250 tys. egzemplarzy, ani też tych gorszych, w których wystarczy już 30 tys. Nie wystąpi w wysokiej jakości teledysku, nie załapie się na świetność Fryderyków i ich powolny upadek. Nie obejrzy swoich przyjaciół: Zbigniewa Wodeckiego i Krzysztofa Piaseckiego prowadzących popularne programy telewizyjne, sam takiego programu nigdy nie poprowadzi. Nie pozna kilkudziesięciu piosenek, które uznaliśmy w tym podsumowaniu za istotne, nawet jeśli żadna z nich nie zasłużyła na pierwsze miejsce. W filmie dokumentalnym o Zausze Andrzej Sikorowski pokazuje ostatnie fotografie, zrobione dosłownie w przeddzień śmierci muzyka. Spośród calej kolekcji jedynie zdjęcia, na których jest krakowski wokalista, po wywołaniu okazały się prześwietlone. I to właśnie Andrzej Zaucha – prześwietlona klisza w opasłym albumie polskiej muzyki, urwana opowieść bez happy endu i – powiedzmy to, nawet jeśli nieśmiało – najlepsza polska piosenka w historii. (Marta Słomka i Kamil J. Bałuk)

Posłuchaj >>

Podobało się? Posłuchaj również:
Lora Szafran i Mieczysław Szcześniak – To moja magia
Kombi – Tabu – obcy ląd

UWAGA!!! POSŁUCHAJ WSZYSTKICH UTWORÓW PODSUMOWANIA DZIĘKI PLAYLIŚCIE YOUTUBE

Screenagers.pl (1 czerwca 2012)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Wybierz stronę: 1 2 3 4 5 6 7
Gość: /
[21 czerwca 2013]
Wakacje z blondynką (Blondynka)
Koniec dnia,Rambling on my mind, piosenki krakowskie (o wieliczce, wieży Mariackiej i Janie III Sobieskim), Jeszcze w sercu radość, Nic nie poradzę jak pech to pech, Spiewam sobie, Po prostu leżę, I miss your love, come baby rock, szlaufik blues, kochaj człowieka, My time lapse, Charge D' affair, Georgia, W nocnym klubie, Nie uciekaj mi, wstępując w chmurę,
Gość: /
[21 czerwca 2013]
Niepublikowano piosenek Dom złej dziewczyny, W międzyczasie, pieśń o dysze, W złotych kroplach deszczu, Nie uciekaj mi, ballada(wyk Dżamble i Kora), Czerwony autobus, Anioł mówił pasterzom, Bóg się rodzi, Rozmowa (Rynkowski i Zaucha), Kormorany, D'affair, Nie śpiewaj o mnie, Póki w sercu radość, Czerwony autobus, pieśń ślepca, Dwie wigilie, Krzyk, Ballada księżycowa, Póki w sercu radość,Niepewność, Dobranoc (z Rodowicz), Pech-to -pech
Gość: /
[21 czerwca 2013]
Ballada (z filmu kino objazdowe)
Pozwól mi, Póki masz nadzieję, Wstąpić w chmury, S'wonderful, Dobrze mieć wroga, Licho wie, Zgłębić prawdę, Muszę sprawdzić, Przybywajcie czarty (w wersji Zauchy a nie Rynkowskiego), New York, New York, What's I say, My funny vallentine, Body and soul,Zaufaj sobie, Na jedno życie,Sny rokokowe,
Gość: wirujący_naplet
[22 marca 2013]
co to do chuja jest?
Gość: ps nzlg
[20 lipca 2012]
http://screenagers.pl/index.php?service=albums&action=show&id=2047

<palacz>
kuba a
[19 lipca 2012]
Dobre.
Gość: k
[19 lipca 2012]
http://www.youtube.com/watch?v=xgkzmHTVYn8

dopiero skojarzyłem bas
Gość: Elza
[17 lipca 2012]
Jak dla mnie to tylko wyzwiska na temat nieżyjącego już niestety, człowieka.
Nawet przyjaciel może zdradzić, nie tylko kobieta...
Gość: mania
[7 lipca 2012]
Ale żeby żadnej piosenki Górniaczki nie było...Megadziwne
Gość: blinski
[3 lipca 2012]
Rafał - Cytaty kopiowałem, bo niestety jestem przyzwyczajony, że na forach wszelakich, kiedy się nie skopiuje konkretnych cytatów i tak po prostu ocenia to, co ktoś napisał, ten ktoś potrafi wyskoczyć z \'ja tak wcale nie pisałem\'. Stąd ta żmudna robota:)
Nie możesz mi sugerować, ze niczego nie skumałem, bo \'nie chodziło o obronę czci jednego konkretnego nurtu\', skoro ja nigdzie tak nie pisałem. Bardzo dobrze rozumiem, że chodzi ci o dowartościowanie sceny alternatywnej wszelakiej proweniencji z samego faktu jej alternatywności, cutting long story short.
\'Środowiskowe inspiracje\' i \'rzetelne metody\'.. To pierwsze nie jawi mi się jako zarzut, bo mało kto nie ulega żadnym wpływom środowiskowym kształtując swój gust; do tego mimo wszystko jest dosyć naciągane, bo tak naprawdę te inspiracje wyklarowane poprzez środowiskowe interakcje bardziej niż przez cokolwiek innego (np. wspomnienia z dzieciństwa, fascynacja płytami rodziców, poszukiwania internetowe) to jedynie czysta hipoteza. Nie wiem też, na czym opierać by się miała rzetelność rzetelnych metod, aby zostały uznane za rzetelne? Dlaczego akurat na kontekście społecznym? Jest gdzieś jakaś biblia tworzenia muzycznych rankingów, gdzie spojrzenie przez ten pryzmat jest kanonem?
Przecież nikt nie mówi, że konteksty historyczne w muzyce popularnej są nonsensem. Ja twierdzę coś wręcz przeciwnego - dlatego np. bardzo się cieszę z mnogości wydawanych ostatnio książek-wspomnień legend polskiej alternatywy, pochłaniam je ze smakiem. Lecz przy tworzeniu listy przebojów tego kontekstu NIE CHCĘ, bo pachnie mi mieszaniem dwóch arcyważnych, ale fałszujących się nawzajem porządków: historycznego i estetycznego. W mojej opinii nie warto tego robić. Uważam, że Polska jest krajem-pewexem, który nieustannie miesza te systemy walutowe i przez to trudno o rzetelną (tak, tym razem ja użyję tego słowa, w aspekcie truschoolowości) ocenę czegokolwiek.
Paternalizm odbił się od ściany. Po sugerujesz naukę czytania ze zrozumieniem tekstu bez emotikonek komuś, kto tych emotikonek praktycznie nie używa, co widać po komentarzu? You hit the strawman. A wykręcanie się ironią to najnudniejszy patent na świecie, ostatnio równie wiarygodnie tłumaczył się Kuba W.

Gość: rafał
[1 lipca 2012]
PS: pewnie niepotrzebnie wyostrzam, bo w zasadzie jest, jak piszesz. To bogactwo odniesień zaciera się jednak w górnych rejonach listy. A nagromadzenie Papa Dance czy Jurksztowicz w czołówce przenosi mnie jako czytelnika w kompletnie mi obce środowiskowe kody.
PS
[1 lipca 2012]
Here we go again... :| Ale Rafał, przecież myśmy nigdy, nigdzie nie stawiali tezy, że kontekst należy zupełnie pominąć. Trzeba go było na chwilę wyłączyć, żeby dać KOMPOZYCJOM równe szanse. Ale to był zaledwie pierwszy odsiew i próba dotarcia do piosenek, które w polskiej tradycji muzycznej nie mają żadnego kontekstu (jakieś Kreesy, Urszule Dudziak etc.). Na kolejnych poziomach rozkminy kontekst grał taką samą rolę jaką zawsze gra w naszych tekstach, rankingach. Weźmy np. mój opis "Króla pozorów" - przecież ja tam 75% czasu antenowego poświęcam kontekstowi! Trzeba,bo ja wiem, żarliwości neofity żeby tego nie dostrzec i trzymać się cały czas tezy "Zignorowali kontekst!".

Ponadto - i tego nie piszę już personalnie do Ciebie - odnoszę wrażenie, że kiedy ktoś w tej dyskusji nas tym kontekstem próbuje walić przez łeb, to z automatu rozumuje: kontekst = kontrkultura; kontekst = bunt; kontekst = maanam '80; kontekst = jarocin; kontekst = zimna fala. A przecież był też kontekst polskich estradowców, muzycznych erudytów zmuszonych (?) do grania chałtury. Był kontekst polskich jazzmanów piszących popowe brylanciki (najbardziej uniknalne zjawisko w polskiej muzyce rozrywkowej imo). Był kontekst polskiego uwielbienia dla muzyki brazylijskiej (rzecz tak enigmatyczna, że sprzedałbym nerkę żeby poznać prawdę - o co tam chodziło, jak do tego doszło?). I my o tych wszystkich kontekstach piszemy, tak jak również piszemy o kontekście polskiej muzyki antysystemowej.
Gość: rafał
[1 lipca 2012]
Blinski, tak pracowicie kopiowałeś te cytaty, że niczego nie skumałeś. Nie chodziło o obronę czci jednego konkretnego nurtu (a już zwłaszcza o jakiekolwiek wartości), tylko o samą metodę konstruowania takiego rankingu. Twierdzę, że nie istnieje coś takiego, jak pozakontekstowa ocena estetyczna i znacznie ciekawsze byłoby zestawienie ważące rozmaite kategorie. Także socjologiczne i polityczne. Tego się szczerze mówiąc spodziewałem po tym rankingu, pamiętając o absolutnie genialnych esejach Sajewicza publikowanych jakiś czas temu na tym portalu. Nie jest dla mnie problemem, że zabrakło Brylewskiego (skądinąd cóż dziwnego, że broni swej biografii; spodziewasz się, że ogłosi nagle, że to Skawiński miał rację?). Mankamentem tej listy jest jej jednowymiarowość zakorzeniona zbyt mocno w środowiskowych inspiracjach. Nie ma rzetelnej metody, są tylko zachwyty autorów, którzy pracowicie przeryli się przez dzieje polskiego popu.
To, że konteksty historyczne nie są istotne w muzyce popularnej, jest nonsensem. Nie zauważyłeś, że w dziejach PRL popkulturowe trendy zawsze współgrały z przełomami politycznymi? Nie byłoby pewnie polish jazzu, gdyby nie Październik. Bigbit był jaki był, bo estetykę dyktowała mała stabilizacja. Gierek fundował przymusowe dawki optymizmu, więc pojawiła się estetyka wynoszona dziś na ołtarze przez autorów tej listy. Przemiany po Solidarności i 13 grudnia są oczywiste. Dalsza ewolucja w wolnorynkowym kapitalizmie - tak samo. Oczywiście możemy zamknąć na to wszystko oczy, ale wtedy zostaniemy z banalną konstatacją, że Ambrożewski lubi Zauchę i nie przeszkadza mu jego obciachowość, gdyż nigdy jej nie zaznał, a Kalukin woli Brylewskiego, bo słuchał go już w podstawówce, gdy za oknami stały czołgi.
Co do polityki historycznej, to tym ona się różni od uczciwej historii, że celowo uwypukla jedne wątki kosztem innych, aby osiągnąć założony polityczny cel. Programowe zwalczanie \"rockizmu\" kwalifikuję do tej właśnie kategorii.
A tak w ogóle, to paternalistycznie zasugeruję ćwiczenia w czytaniu tekstów pozbawionych emotikonów. Wciskasz mi jakieś niezwykle emocjonalne wykwity, a cytujesz ewidentnie ironiczne kawałki.
pzdr
RK
Gość: blinski
[27 czerwca 2012]
Rafał Kalukin - na początek uwaga: abstrahując od samej treści, która w pewnych miejscach bywa słuszna, strasznie ulewa ci się emo, co odbiera niestety powagę twoim wypowiedziom. Porównaj ton wypowiedzi kuby:
-\' Nie było też naszym nadrzędnym celem stworzenie jakiegoś kompletnego spektrum dziejów polskiej piosenki, \"obiektywnej\" listy.\',
-\'No i oczywiście, że inspirujemy się sami sobą - a czym w tym kraju mielibyśmy się inspirować? Właśnie takie było założenie tego podsumowania: co by było, gdyby nie było kanonu. \'
-\'Nie nie nie, doceniam Twoje argumenty i wcale nie doklejam Ci żadnych wąsów. Ósmy cud - nigdy w życiu bym się nie ośmielił tego sugerować, nie moja rola.\'
-\'bez wpływu jest pochodzenie/postrzeganie danego wykonawcy. Liczy się to, czy firmuje fajny numer.\'
-\'Ale zostawmy tę szufladkę, pewnie niepotrzebnie ją przywołałem.\'
-\'Wygląda zresztą, że dochodzimy po mału do jakiejś konkluzji, bo całą resztę ująłeś już w zakończeniu swojej wypowiedzi - chodzi o przyjemność (rozumianą bardzo szeroko; zarówno euforyczne popowe hooki, jak i wyraziste kreacje artystyczne wchodzą w grę) z obcowania z piosenką w jej pierwotnej postaci.\',
z tonem wypowiedzi swoich:
-\' Z tych tekstów generalnie wynika, że twórcy polskiego popu lat 80. nic tylko zachodzili w głowę, jakby tu przybliżyć rodakom Scritti Politti, ale ogłupiałe masy i tak bezmyślnie podrygiwały przy Centrali bądź Sybilii, spychając tzw. Papsów do absolutnego wideotokowo-opolowego podziemia, dostępnego wybrańcom.\',
-\'Mam wrażenie, że autorzy uprawiają politykę historyczną na obszarze polskiego popu. Dobieranie jednego nurtu i wycieranie innego (bo konteksty się nie liczą) to jednak jałowa manipulacja. Propagandowo to nieraz działa, poznawczo nic jednak nie wnosi. [...] Skoro oni mogą, to i ja będę pisać, że Zaucha jest dla mnie szansonistą cinkciarzy.\',
-\'To jest polemiczny szantaż - nie trzymasz z nami, więc jesteś trójkowym wąsaczem.\'
-\'to przecież była podróba, na którą nikt przytomny się wtedy nie złapał, a Wy to kupujecie bez zastrzeżeń.\'
-\'Sami jednak skuci jesteście własnymi kontekstami. Po cholerę te zastrzeżenia przy Grabażu, Kulcie i innych \\\"twórcach juwenaliowych\\\"? Taki wstyd docenić zmęczonego grubasa, który dawno temu oddał spore zasługi dla polskiej kultury? [...] Wy dokonujecie swojej rewizji, a gdyby tacy jak ja się trochę nie podkurwili, byłoby coś nie tak.\',
-\'dzisiaj autentyzm nic faktycznie nie znaczy.\',
-\'Tropicie przejawy \"rockizmu\" z pryncypialnością godną zetempowców demaskujących twórczość wroga klasowego jako \"burżuazyjną\"\',
-\'I tak oto zostałem wtłoczony w buty antypopowego troglodyty!!!\'.

Rafał - kiedy czytałem to co napisałeś, widziałem człowieka, który zatrzymał się w rozwoju nie tylko historycznym i politycznym, ale także emocjonalnym na latach 80., kiedy chodził do podstawówki. Kuba jest dla ciebie naprawdę uprzejmy, ja nie wiem, czy wytrzymałbym taką dawkę paternalizmu z poczuciem wyższości zmiksowaną ze słabą konstrukcją nerwową każącą przedstawiać się w roli obrońcy wartości - ofiary nowych, pustych emocjonalnie czasów. Tak czy inaczej jednak, trzeba przyznać, że starasz się pisać rzeczowo i kulturalnie.
To jednak ty sam uprawiasz politykę historyczną - przecież takie są jej założenia: nie ma faktów o obiektywnej wartości, same próby podjęcia takiej analizy są daremne; dobre jest tylko to, co słuszne politycznie czy ideologicznie. To jest coś podobnego, na co do dziś choruje bardzo ceniony przeze mnie - jako muzyk, i jako człowiek - Robert Brylewski. Ahistoryzm jest zły w polityce, zgodzę się - ponieważ kontekst polityczny kreuje rzeczywistość. Jednak w muzyce to coś, czego nam zdecydowanie brakuje i dlatego uważam tę listę - nie tylko ze względu na wybory, ale założenia - za jedną z lepszych, z jaką miałem do czynienia.
Gość: quzek
[22 czerwca 2012]
a gdzie jest Fatum i Mania szybkości?
Gość: zwora
[21 czerwca 2012]
Brakuje \"Jedwabiu\" Róż Europy, Acid Drinkers, Turbo, Vader, Behemoth.
kuba a
[20 czerwca 2012]
Dzięki, Janusz.
Gość: zdzisław
[19 czerwca 2012]
Tu macie polski top wszech czasów.
http://lp3.polskieradio.pl/polskitopnotowanie/
Gość: kuba a nzlg
[11 czerwca 2012]
Ani mnie ziębi ani grzeje, czy ktoś jest fanem Stasiaka, natomiast reszta... Ale spoko, plus za docenienie super numeru.
Gość: WAFP!
[11 czerwca 2012]
Kuba, nie każdy jest fanem Stasiaka :)
Gość: AP
[11 czerwca 2012]
Uh, dwa tygodnie zabrało mi systematyczne przebrnięcie przez całą listę, przeczytanie każdej notki i odsłuchanie (czasem dwa razy) każdego podlinkowanego kawałka, oraz większości tylko wzmiankowanych... ale było warto! Dziękuję wam za bardzo frapującą listę i podzielenie się ogromną erudycją. Sporej części tych nagrań nie znałem, a z nich do wielu pewnie jeszcze wrócę. Zupełnie nie przeszkadza mi bardzo wyraźna środowiskowość, pominięcia i kontrowersyjna miejscami kolejność, to wpisane jest już w samą ideę układania rankingu i od tego uciec nie sposób.

Nie znaczy to jednak że jest całkiem super. Po pierwsze, argumenty p. Kalukina nie są *całkiem* bez sensu &#8722; nie udało się wam uniknąć wyraźnej zmiany podejścia do kontekstu i zadeklarowana we wstępie separacja tracka od okoliczności jego powstania przestaje działać, przynajmniej częściowo, gdzieś pod koniec lat osiemdziesiątych.

Drugi, dużo większy i bardziej bolesny mankament, to koszmarna, irytująca do bólu maniera w notkach. Można na czymś się znać, można umieć sypać jak z rękawa terminami muzykologicznymi, nazwami zespołów i kawałków oraz anegdotkami, a nie sprawiać przy tym wrażenia napompowanego przekonaniem o własnej zajebistości hipstera &#8722; wam się to nie udało. Betonowe żarty o najbujniejszej fryzurze w bloku wschodnim dopełniają tego obrazu, tym smutniejszego że wiedzę macie naprawdę powalającą i szkoda że trzeba się do niej przebijać przez pokłady narcyzmu.

Żeby oddać sprawiedliwość, nie każdy z autorów był równie przypałowy w lekturze i o ile Afrodżeksa kompletnie nie da się czytać (gdzie ten urok autoironicznej frazy jednego z najzajebistszych tekściarzy XXI wieku w tym Polandzie, w Polsce? czemu w tekstach krytycznych ustępuje czystemu, ohydnemu samozachwytowi?), to już taka Marta Słomka jest całkiem strawna. Niemniej, w ogólnym odbiorze całość sporo traci na wartości przez styl, a i wielu czytelników po zderzeniu z taką koncentracją pretensjonalności rezygnuje z dalszej lektury.

Dobra, skoro już zrzuciłem co mnie boli, to wracam do podziękowań. Z perspektywy człowieka dość młodego (rocznik dziewięć zero; kiedy Molesta siedząc na murku pod szkołą nr 81 wiedziała że tak będzie, ja w środku właśnie zakuwałem tabliczkę mnożenia) za cenne uważam to, że zachęciliście mnie do wyciągnięcia z szafy tej potraktowanej wcześniej z przymróżeniem oka &#8722; bo krajowej &#8722; części kolekcji winyli po starszych, gdzie znalazłem m.in. Dżamble, 2+1 czy Breakout, ale także że odczarowaliście dla mnie kilka bardziej mainstreamowych kawałków z lat dziewięćdziesiątych i tzw. zerowych, których nigdy nie słuchałem zbyt uważnie. Za to wybaczam wam nawet styl wypowiedzi, chociaż dobrze radzę, weźcie sobie tę uwagę do serca jeśli chcecie mieć więcej wejść na strony :)
kuba a
[10 czerwca 2012]
Z całym szacunkiem, notka o Papa Dance woła o pomstę do nieba pod paroma względami :)
Gość: mateusz b nzlg
[10 czerwca 2012]
@WAFP! - Dzięki! Wreszcie ktoś docenił "Podwórkową Kalkomanię"! BTW Animal Collective na bank inspirowali się tym kawałkiem na "My Girls".
Gość: WAFP!
[10 czerwca 2012]
Jakiś czas temu przygotowaliśmy autorskie zestawienie synthpopowych piosenek z lat 80. Być może przyda się jako PS. do tego rankingu :)
http://wearefrompoland.blogspot.com/2011/10/xxi-wiek-polski-synth-pop-lat-80.html
Gość: defibrylator
[7 czerwca 2012]
"chodzi o przyjemność [...] z obcowania z piosenką w jej pierwotnej postaci" - Nie ma czegoś takiego. Zawsze jesteśmy uwikłani w jakiś kontekst estetyczny, społeczny, sceniczny.
Wybierz stronę: 1 2 3 4 5 6 7

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także