Ocena: 7

Tame Impala

Let It Happen

Zdjęcie Tame Impala - Let It Happen

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam „Let It Happen”, od razu w głowie pojawiło mi się skojarzenie z trzema następującymi krążkami – „Reflektor” Arcade Fire, „Swim” Caribou i „Merriweather Post Pavilion” Animal Collective. Ciężko mi powiedzieć, czy słusznie, w końcu wszyscy szukamy w muzyce głównie tego, co chcemy tam znaleźć. Ale przechodząc do „Reflektor” – widać tu pewną analogię. Zarówno Arcade Fire, jak i Tame Impala eksplorują rejony muzyki tanecznej, w obu przypadkach singlami liczącymi sobie ponad siedem minut (co jest krokiem dość odważnym, biorąc pod uwagę, że idealny popowy singiel powinien liczyć sobie jakieś 3 minuty). Z kolei w przypadku Caribou, dodatkowo oprócz taneczności, wyraźne są tu pewne podobieństwa w brzmieniu, choć, oczywiście, Caribou na „Swim” znacznie mocniej flirtuje z housem niż zespół z Australii. Chłopaków można posądzić jedynie o pewne zapożyczenia stylistyczne od Daft Punk, szczególnie z „Random Access Memories” (pojawia się też nieśmiały vocoder).

Na deser zostawiam sobie Animali i narzucające się skojarzenie „Let It Happen” z „Summertime Clothes”. Oba utwory zostawiają we mnie podobne radosne pragnienie przygody („We'll dance to the songs from the cars as they pass/Weave through the cardboard, smell that trash/Walking around in our summertime clothes” vs. „All this running around/I can't fight it much longer/Something's trying to get out/And it's never been closer/If my ticker fails/Make up some other story/And if I never come back/Tell my mother I'm sorry”). Pomimo że za kawałkiem Tame Impala kryje się trochę więcej niż sama pochwała biegania po mieście w deszczu, takie właśnie wrażenie zespół chce wywołać i ja to kupuję. Trzeba przyznać, że zmiana stylistyki (z zachowaniem delikatnego psychodelicznego feelingu) była sprytnym posunięciem, które nie tylko prawdopodobnie pozwoli im uniknąć bolesnych porównań nowego krążka z poprzednimi dwoma wydawnictwami, ale jest też ciekawą fuzją brzmienia „Lonerism" z dyskotekowymi bangerami. Tame Impala rozwijają się, nie stoją w miejscu, a „Let It Happen" nie jest w ich przypadku tylko pustym stwierdzeniem.

Katarzyna Walas (23 marca 2015)

Oceny

Jędrzej Szymanowski: 8/10
Kasia Wolanin: 7/10
Michał Weicher: 6/10
Średnia z 3 ocen: 7/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: takisam
[23 marca 2015]
Sam, na swoim blogu pisałem o skojarzeniach z Reflector, więc coś w tym musi być :)

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także