Ocena: 7

Rycerzyki

Hounds

Zdjęcie Rycerzyki - Hounds

Armando Suzette wydał/li EP-kę, a Die Flöte nadchodzą z „Pizzą”, więc – skupiając się na gronie artystów z krakowskiej Stajni Sobieski – to Rycerzyki wypada naznaczyć w tej sytuacji jakże wyświechtaną, a jakże ulubioną etykietą rodem ze złotych lat polskiego niezalu: „najlepszy polski zespół bez płyty”. I choć dorobek ich niewielki (sieć zna na dzień dzisiejszy bodaj tylko trzy utwory), to dojście do powyższego wniosku wcale niekoniecznie odbywać się musi na zasadzie eliminacji. Nie wiedzieć czemu (nie no, oczywiście, że wiedzieć) debiutanckie „The Mating Season” kreatywnie i uroczo flirtujące z „Tango in the Night” nie zawstydziło sióstr Haim na tyle, by te wstrzymały się ze swoją płytą, mniej ciekawą, niż sam ten jeden singiel Krakowiaków. Następne „Rimemba” tylko trzymało poziom, w pieszczotliwie dopracowanej sferze realizacyjno-brzmieniowej serdecznie kontynuując szaleństwa z „Ombarrops!” starszych kolegów z Warszawy (druga zwrotka – to się nazywa polifoniczna narracja).

„Hounds” Rycerzyki zaprezentowały światu przed tygodniem, opakowane przy okazji w swój pierwszy teledysk, w którym wszystkiego pełno, ale i tak jest fajny. Podobnie sprawa ma się jednak z samą piosenką, zatem mamy harmonię w przyrodzie (pełniącej zresztą ważny wątek w klipie). Już timbre Gosi Zielińskiej w refrenie zdradza, że tytuł nie jest tu tylko przypadkowym skojarzeniem z najbardziej rozbuchaną produkcją Kate Bush. Pozwalając sobie na moment rozmarzenia o przyszłym longplayu grupy, kawałek najłatwiej wyobrazić sobie w roli takiego epickiego centrum albumu, stanowiącego swoistą „poważną” cezurę między kolejnymi zestawami bardziej beztroskich avant-popowych sztosów. Choć, znając tych – przypominam – wielbicieli wąsatego prog rocka spod znaku Yes, kto wie, czy nie zdarzy im się wkrótce pójść jeszcze o krok dalej. Najlepszy zespół bez płyty? Na pewno najlepiej kombinujący. Czyli – jeśli o mnie chodzi – tak. Wszak gdybym był odpowiedzialny za fanpage Wykwintne progresje akordów pewnie podziękowałbym Rycerzykom za cudnie zwodzące, pozornie dysonansowe digi-brassy z kluczowego momentu utworu (czytaj: głównego RIFFU). Dzięki!

Jędrzej Szymanowski (30 września 2014)

Oceny

Wojciech Michalski: 8/10
Jędrzej Szymanowski: 7/10
Piotr Szwed: 7/10
Kuba Ambrożewski: 6/10
Paweł Sajewicz: 6/10
Średnia z 5 ocen: 6,8/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: crachat
[8 października 2015]
Bardzo słaba recenzja. Ciężko się czyta.
Gość: uppp
[5 października 2014]
@ciachu: (Stajnia to nie tylko chłopaki)
Gość: ciachu
[2 października 2014]
Tak już ogólnie. Ta piosenka jest świetna i jedzie u mnie na repeatcie, ale ogólnie mam problem z tym projektami Stajni. Chodzi o to, że chłopaki fałszują jak śpiewają. Nawet doceniając te komplikację kompozycje, oryginalność itd. najzwyklej w świecie słuchanie tego nie sprawia mi przyjemność. To samo było z koncertem Die Flote na Offie. Ale z drugiej strony nie mogę sobie zarzucić, że najpierw za bardzo myślę o technice, bo Joy Division uwielbiam, a Ian fałszuje bardzo.
jjsz
[1 października 2014]
Te digi-brassy to akurat bardziej sfera - by tak rzec - aranżacyjnocentryczna. Chodzi o elektroniczny, nieco cheesy, "trąbkowy" sound, który przy odrobinie dobrych chęci można osiągnąć w tanich keyboardach wybierając "brass" w brzmieniach ;)
Gość: ciachu
[1 października 2014]
Powiedzcie co to są digi-brassy? Naprawdę uwielbiam te wasze kompozycyjno-centeryczne (wraz z Porcysem i WPA) podejście z rozkładem i analizą, ale chciałbym się dowiedzieć co jest co. Dzieki

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także