Ocena: 6

The Bird And The Bee

Undone

Zdjęcie The Bird And The Bee - Undone

Górki Inary George to jedno z najcudowniejszych brzmień, jakie można napotkać w muzyce. Chyba nie jest to tylko moje zdanie, bo najwyraźniej sama zainteresowana też dobrze o tym wie. Wie o tym także Greg Kurstin, który stosuje coraz to sprawniejsze sztuczki, by wyodrębniać je na przestrzeni tworzonych przez siebie kompozycji. Dobiera nawet perfekcyjnie materiał do coverowania, w którym z powodzeniem można takie sytuacje podkreślić – weźmy oczywiste w tym kontekście „How Deep is Your Love” albo to błogie miejsce tuż przed refrenem „Sara Smile”, które w chwilach słabości potrafiłem swego czasu repetować do porzygu (osób dookoła, bo sam byłem przecież w siódmym niebie). Wygląda na to, że wkrótce „Interpreting the Masters Volume 1” przestanie nareszcie być ostatnią pod względem chronologicznym okazją do spotkań z tym nadzwyczajnym zjawiskiem. Z drugiej strony, The Bird and the Bee rzucają na Facebooku lakoniczne wieści w manierze „coraz bliżej” czy „praca w studiu wre” już od dłuższego czasu, więc bądź tu mądry. Na szczęście jakieś – skromne bo skromne, ale jednak – efekty tej pracy od święta nam podrzucają. Ostatnim, podrzuconym na soundtrack do letniej komedyjki z Jasonem Segelem, ostatecznie zdradzają się z tym, że rozpracowali moją słabość. Czego w sumie można się było spodziewać po parce stylizującej się swego czasu na vintage-detektywów a la „Rewolwer i melonik”.

Umówmy się: „Undone”, choć sympatyczne, w gruncie rzeczy nie przebija większości dotychczasowych dokonań duetu. Jego główna wartość, skupiona na widowiskowym operowaniu sporymi interwałami, to jednak arena, na której Inara (heh, arena-Inara) sprawdza się jak mało kto. Jej any other DAAAY wraz z kontynuacją tego tropu w refrenie śmiało można umiejscowić gdzieś w otoczeniu klasycznych cue fanFAREEE, paNIII czy (dlaczego nie?) zaproszenie na RAAAUSZ, a więc w galerii udziwniających popowy schemat, spektakularnych skoków wzwyż. Przy realizacji wyczynów tej miary timbre Inary (heh, tej miary-Inary) przechodzi niejako w inny wymiar – dzieje się magia. Żeby tylko górki Inary – na zasadzie ograniczającej robotyki Daft Punków – nie stały się pod koniec dnia ostatnią cnotą Ptaszyny i Pszczoły, spychając na plan dalszy wszystkie ich inne – niemałe przecież – umiejętności. Wtedy koniec, HEH, i nara.

Jędrzej Szymanowski (4 września 2014)

Oceny

Kasia Wolanin: 7/10
Jędrzej Szymanowski: 6/10
Paweł Sajewicz: 6/10
Piotr Szwed: 5/10
Średnia z 5 ocen: 5,8/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także