Ocena: 8

Jamie xx

Girl

Zdjęcie Jamie xx - Girl

W ostatnich miesiącach obrodziło znakomitymi utworami przeznaczonymi do zawojowania tysięcy wakacyjnych playlist. Ot, tylko do moich wielokrotnie zapętlanych ulubieńców z tej szufladki dołączyły m.in. melancholijne „Brain” Banks, dostojne „West Coast” Lany Del Rey czy sentymentalne „Passing Out Pieces” Maca DeMarco. Chyba żaden z wymienionych tracków nie charakteryzuje się jednak aż takim ewokacyjnym potencjałem jak najnowszy singiel Jamiego xx. Podczas odsłuchu trudno uwolnić się tu bowiem od retrospektywnej wizji wędrówki/przejażdżki po rozgrzanej od upału szosie, w trakcie której gęsta, powietrzna zawiesina – pokłosie lejącego się z nieba żaru – pogrywa sobie ze zmysłem wzroku, zniekształcając proporcje tego, co majaczy gdzieś na horyzoncie.

Dźwiękowe odzwierciedlenie przywołanego obrazka Brytyjczykowi udało się osiągnąć przede wszystkim za sprawą korespondujących ze sobą niskich gitarowych tonów, zapożyczonych z tego oto fragmentu utworu „Out There” grupy Studio, z pojawiającą się już we wstępie i bazującą na chromatycznych figlach (przeskoki po ais, cis, dis i fis) euforyczną melodyjką, znajdującą oparcie w porządkującym wszystko, stabilnym dźwięku h. Późniejsze, oszczędnie dokładane warstwy: rozmyte wokale (tym razem wytransferowane stąd) pogłosy i inne subtelności, kontrolują już tylko nieustanne utrzymywanie hipnotycznej, urlopowej dynamiki, co istotne, nawet na chwilę nie dając pretekstu do stwierdzeń typu: „Oj, ale tu to chyba koleś przekombinował”. Kawałek świetnie obrazuje też, jak żywe w bieżącej muzyce są echa dokonań awangardzistów sprzed niemal stu lat, zderzając w radykalnie uprzystępnionej formie post-varese’owską przestrzenność (w kontekście wywołanego już skwaru wybór „Deserts” rozumie się sam przez się) z post-webernowskim punktualizmem w postaci celebrowanych, odcedzanych starannie nutek.

„Girl” wydaje mi się zdecydowanie najlepszym nagraniem Jamiego w solowej karierze, ba, śmiem twierdzić, że jest czymś dużo bardziej wysmakowanym niż większa część (całość?) twórczości jego macierzystego The xx. Tym samym nie zdziwię się, jeśli utwór pod względem ilości odtworzeń u wielu słuchaczy stanie w szranki z zeszłorocznymi „Play By Play”, „Hang On To Life” czy innym „Kaleidoscope Love”, okazując się ostatecznie jednym z ich najistotniejszych odpowiedników A.D. 2014.

Wojciech Michalski (2 lipca 2014)

Oceny

Kasia Wolanin: 7/10
Średnia z 1 oceny: 7/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
nieseba
[13 lipca 2014]
Chciałbym tylko zaznaczyć, że ktoś kto podpisał się "borys d" nie jest Borysem Dejnarowiczem. Nie wiem czy to przypadek, czy prowokacja, ale starajcie się rozsądnie korzystać z możliwości komentowania bez logowania.
Gość: jaxx
[12 lipca 2014]
Inna sprawa, że tego prehajpiarza słucha się lepiej od czegokolwiek od Dejnarowicza.
Gość: Wojtek Michalski
[4 lipca 2014]
Bardzo możliwe, że nie, stąd też nieco asekurancko napisałem "echa dokonań awangardzistów". Ale przyznasz, że z pewnych rozwiązań, nawet jeśli nieświadomie (jak zresztą większość pracujących na "czystym dźwięku" muzyków) jednak czerpie. Np. ten cytacik z Varese'a w kontekście "Girl" odnajduje się wg mnie znakomicie: „Gdy nowe instrumenty pozwolą mi komponować taką muzykę, jaką sobie wyobrażam, wyraźnie dostrzegalny będzie w niej ruch mas dźwiękowych i zmieniających się płaszczyzn, które zastąpią linearny kontrapunkt. Przy zderzeniu owych mas dźwiękowych będzie się wydawało, że zachodzą zjawiska przenikania i odpychania. Pewne przekształcenia zachodzące na niektórych płaszczyznach będą sprawiały wrażenie rzutowanych na inne płaszczyzny, poruszające się z różną prędkością i w różnych kierunkach. Znikną dawne koncepcje melodii i ich wzajemnego oddziaływania na siebie. Cały utwór będzie melodyczną całością. Będzie płynął jak rzeka”.
Gość: borys d
[4 lipca 2014]
''zderzając w radykalnie uprzystępnionej formie post-varese’owską przestrzenność (w kontekście wywołanego już skwaru wybór „Deserts” rozumie się sam przez się) z post-webernowskim punktualizmem w postaci celebrowanych, odcedzanych starannie nutek.''

Wątpię, czy ten nu-indie przechajpiarz stosujący najbardziej oczywiste progresje akordów wie kim jest Varese i czym jest punktualizm

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także