Max Tundra

Warszawa, Plan B - 16 kwietnia 2008

Zdjęcie Max Tundra - Warszawa, Plan B

Z Maxem Tundrą jest wprost odwrotnie, jak z większością dobrych artystów odwiedzających Polskę. Ważne grupy przyjeżdżają do nas zwykle raz w karierze, w najlepszym przypadku raz na kilka płyt. Tymczasem Ben Jacobs (bo tak naprawdę nazywa się ten gość) próżnuje wydawniczo przez cały okres trwania moich studiów (w 2008 roku obaj powinniśmy wreszcie skończyć nasze długo wyczekiwane dzieła, ale nawet biorąc poprawkę na brak przekonania w moim przypadku, nie jestem pewien czy Max będzie pierwszy na mecie). Natomiast ile razy był w tym czasie w Polsce – tego pewnie nie wie nawet on sam.

Kolejna polska trasa Tundry była tournee po kilku największych polskich miastach. W środowy, stosunkowo deszczowy wieczór Anglik zawitał do kameralnego klubu Plan B w stolicy. I to był właściwie jedyny minus wieczoru – lokal jest sympatyczny, ale na koncerty nadaje się mniej więcej tak, jak klub Diuna, czyli wcale. Wąskie gardło Planu B pozwala stworzyć rząd o szerokości maksymalnie 6-7 osób. Gdy tych osób wejdzie do klubu grubo ponad sto, a autor performansu liczy sobie przysłowiowe metr sześćdziesiąt w kapeluszu, w odległości dziesięć metrów od sceny i dalej atmosfera koncertu zostaje automatycznie zamordowana. Mówiąc prościej: o ile nie wskoczyliście na barierkę lub krzesło, nie byliście w stanie zobaczyć nic z tego, co działo się na scenie.

Na szczęście zostawała muzyka. Doskonale obroniły się nowe kompozycje, zwłaszcza na tle kawałków z „Mastered By Guy At The Exchange”. Skonstruowane w nieszablonowym stylu Maxa: pocięte rytmicznie, niespodziewanie zmieniające kierunek i zatrzymujące się w losowo wybranym momencie, a jednocześnie nieopisywalnie melodyjne, cukierkowo rozśpiewane utwory zwiastują świetny album. Gdy dodać do tego sceniczny luz Tundry, który autentycznie czuje się już w Polsce jak u siebie w domu – te wszystkie żarciki muzyczne (dowcipny, zaimprowizowany medley „Riders On The Storm” i „Billie Jean”) i słowne (odczytywanie przypadkowych zdań po polsku) – nie sposób ocenić koncertu inaczej, niż bardzo wysoko.

Kuba Ambrożewski (27 kwietnia 2008)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także