Broken Social Scene

Dublin, Temple Bar Music Centre - 11 lutego 2006

Zdjęcie Broken Social Scene - Dublin, Temple Bar Music Centre

„Ciekawe ilu ich tu przyjechało?” to pytanie, które zadawałem sobie stojąc pod niewielką sceną na której za chwilę mieli pojawić się bohaterowie wieczoru. Zgromadzenie na tak małej przestrzeni pełnego, 17-osobowego składu Broken Social Scene stworzyłoby bowiem prawdopodobnie sytuację przypominającą wnętrze autobusu jadącego przez centrum dużego miasta w porannych godzinach szczytu.

Z rozmyślań o niekomfortowo wysokiej gęstości zaludnienia na scenie wyrwało mnie niespodziewanie punktualne pojawienie się na niej czteroosobowej sekcji dętej. Słuchając kilkuminutowego intro wykonywanego przez sympatyczny kwartet przypomniałem sobie opis, jakim opatrzony był jeden z utworów w książeczce dołączonej do ostatniego wydawnictwa Scene: „a reminder not be a rock band”. Wydarzenia na scenie rzeczywiście odbiegały od powszechnego wyobrażenia na temat koncertu grupy rockowej, ale stan ten okazał się chwilowy. Za plecami wspomnianej czwórki zainstalowało się bowiem w międzyczasie czterech gitarzystów i basista, którzy uczynili właściwy użytek ze swoich instrumentów w kapitalnym „KC Accidental”. Po nim przyszła pora na „Stars and Sons” i „7/4 Shoreline”, w którym poznałem ostateczną odpowiedź na pytanie jak liczna będzie reprezentacja kanadyjskiego kolektywu tego wieczoru. Po wejściu na scenę Leslie Feist i Emily Haines zespół liczył 12 muzyków i wystarczyło to w zupełności do wiernego odtworzenia brzmienia studyjnych albumów.

Z wyjątkiem improwizowanego quasi-dyskotekowego kawałka podczas którego Kevin Drew zaprosił wszystkich do wspólnego tańca (za który podziękował zejściem na parkiet i wyściskaniem dużej części zgromadzonych fanów), setlista składała się wyłącznie z utworów z „You Forgot It In People” i self-titled. Znana z tych albumów różnorodność stylistyczna została przy tym nieco ograniczona - energetyczne, gitarowe oblicze grupy zdecydowanie dominowało nad dźwiękowymi eksperymentami. U Broken Social Scene w wersji live usłyszeć można zatem więcej wpływów Sonic Youth niż Tortoise. Najciekawsze były jednak chwile wytchnienia od gitarowego zgiełku - "Looks Just Like the Sun”, w którym rolę wokalisty przejął Andrew Whiteman i „Anthems For The Seventeen Years Old Girl” w spektakularnym wykonywaniu Feist, której subtelne polecenie „Dream About Me” niejeden uczestnik koncertu płci męskiej potraktował zapewne poważnie.

Nie zdziwiłbym się jednak gdyby większość zgromadzonych zamiast o Feist marzyła o ponownym obejrzeniu i wysłuchaniu Broken Social Scene na żywo. Autentyczny, całkowicie pozbawiony gwiazdorskiego pozerstwa i niezwykle zaraźliwy entuzjazm jaki Kanadyjczycy czerpią ze wspólnego muzykowania pozostawia w pamięci równie trwały ślad, co produkowane przez nich dźwięki.

Maciej Maćkowski (26 lutego 2006)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także