Ocena: 7

Fiona Apple

Extraordinary Machine

Okładka Fiona Apple - Extraordinary Machine

[Sony; 4 października 2005]

Na początku był chaos. Potem były płacze fanów, petycje, akcje wymierzone w wytwórnię, która niczym diabeł wcielony uwzięła się na Bogu ducha winną Fionę Apple i nie chciała wydać jej trzeciej płyty. Oficjalny argument był taki, że na „Extraordinary Machine” nie ma przebojowych kawałków (nie wiem, czy wytwórnia zauważyła, ale Fiona nigdy nie pisała takich piosenek). Przełom nastąpił, kiedy na początku roku nieoficjalna wersja nowego albumu wokalistki znalazła się w Internecie, każdy mógł ściągnąć i posłuchać. Kilka miesięcy po tym fakcie doczekaliśmy się w końcu absolutnie legalnego krążka „Extraordinary Machine”. Aż ciśnie mi się na usta pytanie, o co było tyle krzyku?

Fenomenu i popularności Fiony Apple nie da się wyjaśnić przez odwoływanie się do praw rządzących się logiką. Oto bowiem mamy wokalistkę, która na przestrzeni ostatnich 15 lat wydała zaledwie trzy płyty (łącznie z najnowszą), nawet niespecjalnie genialne i nowatorskie. Apple daleko choćby do klasycznych już Tori Amos czy PJ Harvey, nawet trudno ją stawiać w jednym rzędzie z podstarzałą Ani DiFranco czy młodą Cat Power. Nie przeszkadza to bynajmniej wyznawcom kultu Fiony Apple, którzy latami mogą czekać na jej nowe wydawnictwa, ceniąc ją przede wszystkim za szczerość, wokalną wyrazistość i elitarność (kto normalny wydaje płyty średnio co 5 lat?) .

Pierwszą rzeczą, która przykuwa uwagę na nowym albumie jest nazwisko producenta Mike’a Elizondo (Dr Dre? Eminem? O matko!). To właśnie jemu zawdzięczamy uwspółcześnione brzmienie Fiony Apple, to zapewne ten gość zgrał głos wokalistki z momentami pulsującym, żeby nie powiedzieć hip hopowym, rytmem „Window” i „Tymps (The Sick In The Head Song)”, to w końcu Elizondo sprawił, że „Extraordinary Machine” jako całość prezentuje się tak efektownie. Słychać brak Jona Briona, który chyba jak nikt inny rozumiał Apple i potrafił uchwycić w brzmieniu jej tendencję do przetwarzania większości relacji międzyludzkich w wątki tragiczne i melodramatyczne. W tym właśnie tkwiła wyjątkowość „When The Pawn...”, tego właśnie brakuje nowej płycie. Producent z Los Angeles jednak pozostawił po sobie dla potomnych dwie piosenki na „Extraordinary Machine”: kompozycję tytułową i kończące album „Waltz (Better Than Fine)”, które brzmi jak zagubiona piosenka z poprzedniego krążka wokalistki. Wspomniana już internetowa wersja nowej płyty Apple w całości wyprodukowana przez Briona pokazała, że nie jest on geniuszem. Ba, można go było nawet z sukcesem poprawić, co udowodnił Elizondo, choćby kapitalnie dynamizując „Better Version Of Me” przez bezpretensjonalną partię perkusji. Z drugiej strony umiał też gdzieś zgubić liryczny nastrój z pierwotnej wersji „O’ Sailor”. Wychodzi na remis, mimo wszystko ze wskazaniem na Elizondo.

Wracając jednak do Fiony Apple to niespecjalnie można odkrywać tu Amerykę: kto słyszał choćby fragmenty jej poprzednich krążków, powinien domyślać się, jak brzmi album najnowszy. Na „Extraordinary Machine” jest ten sam nieco teatralny styl co na „Tidal”, wysokiej klasy songwriting jak na „When The Pawn...”, delikatna agresywność, charakterystyczna dla Apple ekspresja i wszystko dodatkowo ozdobione perfekcyjną aranżacją – to w sumie jedyna nowość. Niespecjalnie słychać u Fiony upływ lat (a ma już ich 28 i świetnie wygląda), niewiele jest zmian, atuty wokalistki powszednieją, nie ma generalnie nad czym się rozwodzić, ale i tak ciągle z przyjemnością jej się słucha. Ot co.

Kasia Wolanin (30 listopada 2005)

Oceny

Kasia Wolanin: 7/10
Średnia z 8 ocen: 8,12/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także