Ocena: 5

Röyksopp

The Understanding

Okładka Röyksopp - The Understanding

[Astralwerks; 12 lipca 2005]

Zacznijmy od tego, że nie jest dobrze. Jak wielu zwolenników „Melody A.M.” czekałem na drugą płytę norweskiego duetu z nadzieją, że melodyjna bomba anonsowana przez Norwegów eksploduje w pełni. Wybuchnie po tym, jak kilka lat temu Torbjorn Brundtland i Svein Berge podrzucili ją w miejscu, gdzie muzyka klubowa krzyżuje się z niezależną elektroniką. Niestety, oczekiwany z taką niepewnością album okazał się, przynajmniej jak na moje wymagania, niewypałem. Nie ma drugiego „Poor Leno”, „Remind me”, czy nawet „Eple”. Są wprawdzie trzy wartościowe piosenki, które, gdyby je umieścić na poprzedniej płycie, podwyższyłyby jej ocenę przynajmniej o jeden stopień. Szkoda, że na "Understanding" zostaje im tylko niechlubna funkcja tuszowania złego wrażenia.

Spróbuję więc umotywować krytyczny sąd. Początek albumu, „Triumphant”, nikomu nie powinien przeszkadzać (tylko czy na pewno o to chodzi nam w muzyce?): jest pianinko, jest rosnąca dramaturgia. Typowy instrumentalny track, który nieszkodliwie wypełnia płytę. Niestety, w analizowanym przypadku nie ma prawie konkretu, do którego wypełniacz mógłby pasować. „Only This Moment”, mianowany pierwszym singlem z “Understanding”, atakuje nas fikuśnymi klawiszopodobnymi tworami połączonymi z natchnionym męskim głosem i żeńskim chórkiem dośpiewującym Aaaaaaaa-a-a-a. Niezbyt to odkrywcze, ale i tak dosyć nowatorskie na tle takich tuzów banału jak „Beautiful Day Without You”. Nudnawe „49 percent”, albo snujące się powoli, przedostatnie na albumie „Dead To The World” to utwory, które ciężko jednoznacznie sklasyfikować. Po części jest to chillout, po części po prostu pop. Będę więc obstawał przy tym, że „Understanding” jest przeznaczone dla fanatyków Telepopmusik, albo bezkrytycznie patrzących na Royksopp fanów. Albo może w ogóle nie jest dla nikogo.

Mamy jednak fragment płyty, który rozjaśnia zachmurzony krajobraz. Są to: siódma, ósma i dziewiąta piosenka. „What Else Is There” zasługuje na uwagę szczególną. Oto cichy, stłumiony dźwięk na tle jakiegoś szumu wprowadza nas w, jakże uwielbianą przez wyznawców poprzedniej płyty („Royksopp’s Night Out”, coś w tym guście), sferę poruszającego rytmu. Dalej wchodzi wokalistka, która z niezbyt poprawnym, ale wielce urodziwym akcentem wyśpiewuje kwestie jak I am the storm/ And I am the wonder/And the flashlights nightmares and sudden explosions. Wreszcie dobra melodia i doskonała produkcja od początku do końca. Nic tylko odznaczyć piosenkę, żeby grała w kółko. Pozostałe dwa utwory nie umywają się do poprzedniczki, ale stoją na dobrym poziomie. „Circuit Breaker” to niezwykle mroczny i dynamiczny kawałek, lekko zahaczający rytmicznie o drum’n’bass, z trip-hopowym wokalem, przy którym nawet to nieszczęśliwie powtórzone Aaaaaaaa-a-a-a z „Only This Moment” nie razi tak bardzo. Z kolei „Alpha Male” to bardzo ładnie opowiedziana historyjka, gdzie mamy ostrożne intro, odważny dyskotekowy rytm z elektronicznymi przeszkadzajkami i gładzące ucho outro. Wszystko, uwaga, bez pomocy wokalisty (widocznie chłopaki na kilka chwil się opamiętali, te wokale są koszmarnie miałkie, brrr). Trzy jaskółki wiosny jednak nie uczynią i całość nie wybija się powyżej średniactwa.

Cóż więc się stało ze skandynawskimi czarodziejami? Ciężko to jednoznacznie określić. Kiedy w zeszłym roku wyprodukowali dla norweskiej gwiazdki Annie jej największe hity: „Heartbeat” i „No Easy Love”, traktowałem sprawę z przymrużeniem oka. Annie można było parę razy posłuchać, utwory były przygotowane od strony muzycznej na poziomie światowym, sama treść nie była taka ważna. Ale, do licha, byłem niemal pewien, że to tylko skok w bok, puszczenie oka do słuchacza. Niestety, pomyłka. To nawet nie jest zła płyta, ale jej zawartość ośmiesza ideę słuchania zaangażowanego, bije od niej nijakość. Małe, chlubne wyjątki dają jeszcze powody do optymizmu. Ale przecież nie tak miało być.

Kamil J. Bałuk (4 sierpnia 2005)

Oceny

Krzysiek Kwiatkowski: 7/10
Kasia Wolanin: 6/10
Kamil J. Bałuk: 5/10
Tomasz Tomporowski: 5/10
Witek Wierzchowski: 5/10
Średnia z 18 ocen: 5,22/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także