Ocena: 8

Madrugada

The Deep End

Okładka Madrugada - The Deep End

[EMI Music Norway; 21 marca 2005]

Zespół Madrugada pochodzi z Norwegii i nie ma ani jednej polskojęzycznej strony w Internecie. Być może dlatego, że nie gra black metalu ani grind core’a, być może dlatego, że choć należy do „stajni” międzynarodowego koncernu, to jego bossowie uznali, że nie zostanie doceniony przez polskich odbiorców, a poniesione nakłady nie zostaną zamortyzowane przez przychody ze sprzedaży. Na szczęście ta przeszkoda jest do pokonania i przy odrobinie dobrych chęci można się cieszyć muzyką Madrugady także w Polsce. A że warto pokonywać przeszkody, udowodnię poniższą recenzją.

Styl Madrugady to wypadkowa fascynacji twórczością The Doors, Fields Of The Nephelim i Nicka Cave’a. Skojarzenie z tymi pierwszymi narzuca się samoistnie, gdy posłuchamy śpiewu Siverta Høyema. Niski, hipnotyczny głos, charyzmatyczna osobowość. Obrazoburcze – może teraz już nie tak bardzo jak na pierwszym albumie – poruszające teksty. Od Fields Of The Nephelim wzięli mocne gitarowe brzmienie. Od Nicka Cave’a mroczny, niepokojący nastrój. Oto Madrugada i ich czwarta płyta: „The Deep End”.

Otwierający album, wybrany na singla utwór „The Kids Are On The Street” to bezbolesny sposób na wniknięcie w muzyczny świat norweskiej trójki. Łagodne dźwięki i nienachalna melodia dobrze nastrajają, chociaż niewiele mówią o zawartości reszty albumu. Dopiero drugi na liście „On Your Side” pokazuje wielką klasę zespołu. Od pierwszych taktów gitary wiadomo, że ten utwór to prawdziwy zabójca odtwarzaczy audio. Kompozycja rozwija się w doskonale znanym fanom zespołu stylu. Od początku duszna atmosfera zagęszcza się jeszcze bardziej tworząc basowy sos pełen wyrafinowanych smaków-dźwięków. Nr 3 to kolejny utwór, obok którego nie można przejść obojętnie. Takie piosenki na „Industrial Silence” i „The Nightly Disease” zawsze wywoływały u mnie gęsią skórkę. Powolna narracja zmierzająca ku nieuchronnej eskalacji. Nakładane na siebie ścieżki gitar i perkusji, ciężki pomruk basu i – to najważniejsze – natchniony głos Høyema. W „Hold On To You” długo czekamy na najważniejsze, ale wierzcie mi, warto. Kiedy wybrzmiewa pierwsze solo gitary, brudne, wtłoczone gdzieś głęboko w strukturę kompozycji, to jest to jak dotknięcie otwartego nerwu. W finale ta sama gitara prowadzi piosenkę już do końca i jest to zdecydowanie najpiękniejszy moment na płycie. To jednak nie jedyny pasjonujący fragment. Im dalej, tym więcej się dzieje. „Stories From The Street” zaskakuje hiszpańską gitarą i rytmem flamenco, który w zestawieniu z norweskim chłodem głosu wokalisty daje dość ciekawy efekt. „Running Out Of Time” – tu jest z kolei wolno i bluesowo. Pełen ekspresji śpiew, kąsająca gitara i kapitalna gra perkusji dopełniają piorunującego efektu. Kolejne dwa numery na liście to łagodniejsze kompozycje nawiązujące do klimatu „The Kids Are On The Street”. Potem nie ma już słabszych piosenek. Muzycy Madrugady, jak na swojej debiutanckiej płycie „Industrial Silence”, znowu szarpią na strzępy emocje, hałasują i prowokują w „Subterranean Sunlight”, porywają do tańca w przebojowym „Hard To Come Back”, przytłaczają brudnym brzmieniem w „Ramonie” i rozpalają co czerwoności ekstatycznym rozwinięciem „Slow Builder”. Płytę zamyka przepiękna ballada „Sail Away”. To już koniec? Niekoniecznie.

Dwa bonusowe kawałki są warte każdych pieniędzy za limitowaną edycję „The Deep End”. „Life In The City” ma szansę zostać prawdziwym evergreenem granym przez pokolenia nowych muzyków. Być może decyduje o tym wstęp kojarzący się z „Passengerem”? Oceńcie sami. „I’m In Love” to z kolei fantastycznie dynamiczny, zadziorny rythm’n’blues, prowadzony przez wyrazistą linię basu. Takiej dawki przebojowego czadu na płytach Madrugady jeszcze nie było!

Teraz to już naprawdę koniec. „The Deep End” czaruje jak poprzednie płyty Madrugady. Doskonale wyprodukowana, przemyślana, pełna energii i emocji. Znakomita kontynuacja albumu „Grit”. Kto raz usłyszał piosenki tego zespołu, na zawsze zostanie jego wiernym fanem.

Marceli Frączek (28 czerwca 2005)

Oceny

Marceli Frączek: 8/10
Kasia Wolanin: 7/10
Średnia z 6 ocen: 7/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: Jurek
[29 stycznia 2013]
Madrugada to, podobnie jak Gazpacho (rowniez z Norwegii), jeden z najbardziej niedocenianych zespolow. Wielka szkoda, bo ich muzyka jest po prostu wspaniala! Mialem okazje zobaczyc ich na zywo, ale niestety juz bez Roberta...

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także