sxnada? screenagers.pl - recenzja: The Shrugs - A Slight Hitch
Ocena: 4

The Shrugs

A Slight Hitch

Okładka The Shrugs - A Slight Hitch

[Powertool Records; 3 grudnia 2004]

Ile znacie zespołów z Nowej Zelandii? Eee, nic nie przychodzi do głowy? Zapewne należycie więc do całej rzeszy respondentów uważających, że ludzie żyjący na Antypodach zajmują się głównie pasaniem owiec i statystowaniem we „Władcy Pierścieni” (w roli hobbitów). Wiedzcie jednak, że mają tam również scenę muzyczną, której jednym z ważniejszych przedstawicieli (pomijając popularnych The Datsuns) jest trio The Shrugs. Ze skąpych materiałów dostępnych na temat tej załogi można się dowiedzieć, że istnieją od 2000 r., kilkakrotnie zmieniali skład i że za perkusją siedzi dziewczyna.

The Shrugs nie aspirują do miana wybitnych artystów. Grają muzykę prostą i dość wtórną, jednak czasem udaje im się przyciągnąć słuchacza do głośników niezłą melodią powiązaną z kontrolowanym hałasem. Taki jest „The Edge Of The Earth” (tamtejsi ludzie wiedzą na ten temat więcej niż my), prowadzony niedbałą partią gitary, z odrobinę krzykliwym wokalem i długim sprzężeniem zwrotnym w końcówce. Anarchistyczne, głośne dźwięki słychać już tylko w króciutkim, niemal punkowym „Our Time”. Reszta piosenek utrzymana jest w średnim tempie i sączy się niezobowiązująco. Przyjemnie posłuchać „Snow And Lightning”, który kojarzy się z... pierwszą płytą Myslovitz. Z kolei „I’m A Liar” nieodparcie zmierza w kierunku wytyczonym przez Suede. To jeden z najfajniejszych momentów na płycie, z bardzo melodyjnym, choć wyjątkowo prosto pomyślanym, refrenem. „Under Watercolour Skies” blisko do surfowych brzmień Pixies, szkoda tylko, że całkiem przyjemny klimat psuje denerwująco amatorski podkład basu. Powtarzanie tego samego, dość marnego motywu, wywołuje uczucie złości za zmarnowanie tak urokliwej kompozycji. „I Wanna Feel Myself” to znowu Suede w czystej postaci – wokal jest naprawdę bliski oryginałowi, ale sama piosenka nie dorasta niestety do pięt dokonaniom brytyjskiego zespołu. Za to „Corrugated Iron” spokojnie mogłoby wylądować na śmietniku nieudanych pomysłów. Krótką płytę Nowozelandczyków uzupełnia akustyczna miniatura „Rucksack” i dźwiękowy żart – nagranie z automatycznej sekretarki. Notabene, nie wiem, co bym nagrał na automatyczną sekretarkę po wysłuchaniu tak długiej zapowiedzi z cyklu „zostaw wiadomość”, ale na pewno nie byłoby to nic miłego.

„A Slight Hitch” to przeciętna płyta przeciętnego zespołu, który może zainteresować tylko ze względu na swoje dość egzotyczne pochodzenie. Gdyby wybrać z tych dziesięciu nagrań trzy, wyszedłby całkiem miły singiel. Nikogo nie namawiam do kupna tego albumu drogą wysyłkową – jakkolwiek znaczki z Nowej Zelandii mogą dla paru osób stanowić sporą gratkę – lepiej zainwestować te pieniądze w lepsze produkcje.

Marceli Frączek (20 kwietnia 2005)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także