Ocena: 8

British Sea Power

Open Season

Okładka British Sea Power - Open Season

[Rough Trade; 4 kwietnia 2005]

Jesus fucking Christ oh God no. Nadszedł czas konfrontacji z „The Decline Of British Sea Power”. Pobicie albumu, który po dwóch latach od momentu wydania nic nie stracił ze swojej mocy, urastając na Screenagers do rangi najlepszego wyspiarskiego debiutu dekady 00’s, z definicji było niemożliwe. Z punktu widzenia kompozycji jest to dzieło nie do pokonania, lecz nie do końca opisuje to moc i potęgę wydawnictwa. Słuchając pierwszej płyty British Sea Power miało się wrażenie wartości dodanej do zwykłego tworzenia utworów, specyficznego, nienamacalnego powabu natchnienia, którego istotą jest niestety ulotność. Drugi album mógł powtórzyć patenty brzmieniowe pierwszego, lecz stracić to niedefiniowalne „coś”. Wstrzymywaliśmy więc oddech. Biły nam serca. Pociły ręce. Aż w końcu jest. A nazywa się „Open Season”.

British Sea Power zagrali taktycznie. W czasach silnego kryzysu tożsamościowego muzyki brytyjskiej, istnienie zespołu całymi garściami czerpiącego z muzycznego dorobku narodowego, nagrywającego niebanalne utwory pełne tekstowych referencji do lokalnych zakątków, postaci i obyczajów, powinno być dla Wyspiarzy czymś w rodzaju skarbu. British Sea Power postanowili ostatecznie odciąć się od etykietki brytyjskiego Interpol, zdystansować od żyjącej garażowym rockiem nowej londyńskiej sceny muzycznej. Powstał album inny od poprzednika, pogodniejszy, mniej efektowny, wymagający więcej uwagi, lecz równie intrygujący i frapujący. Słowo ma tu jak zawsze dużą moc. Wyśpiewywane z bowie-owską manierą historie o życiowym zagubieniu: Had a drink last night/ just to get too sleep/ put me on my back/ knock me off my feet/ filled my skin/ with ethanol/ to find some peace… („To Get To Sleep”), czy też w inny sposób odnoszące się do życia: but you better keep moving/ before you get totally cold/ or you better start growing up/ before you get old („Victorian Ice”) czynią z najbardziej niepozornych utworów prawdziwe perełki. Nie obywa się również bez wszechobecnych odniesień do otaczającego ich świata, nazw geograficznych, martwych i żywych składników krajobrazu. Liryczna strona „Open Season” dumnie eksponuje pochodzenie zespołu, a British Sea Power są brytyjscy w zapomnianym tego słowa znaczeniu.

Mniej efektów nie oznacza braku przebojów. One tu są, a jakże. Rozpoczynający album „It Ended On An Oily Stage”, oprócz wyśmienitej sentencji He found God/ in a parking lot/ and you did not, serwuje nam kapitalną, typową dla nich, bujającą w obłokach melodię. Chwilę później jest jeszcze lepiej. Podskakujący na natchnionej gitarze „Be Gone” przypomina najlepsze fragmenty twórczości Echo & The Bunnymen, a nawet Pulp. Wszystko zaś bije ukryty pod piątką „Please Stand Up”. Kuba powiedział mi ostatnio, że w ostatnich pięciu latach wyszły tylko trzy tak dobre kompozycje. I że w skład pozostałej dwójki wchodzi „Carrion”. Miał rację. „Please Stand Up” to „Carrion” A.D. 2005, już na początku kwietnia niedetronizowalny lider podsumowania kategorii utwór roku. To jednak wszystko jeśli chodzi o reprezentacyjną, fajerwerkową stronę „Open Season”. Ujawnia się za to talent formacji do budowania nastroju. „North Hanging Rock” składa się jedynie z powtarzanej w różnych konfiguracjach zwrotki, pod którą powoli narastają nakładające się na siebie gitarowe powłoki, uwidaczniając w trzeciej minucie niemal epickie inklinacje. Ostatnie dwie minuty „Oh Larsen B” powtarzają ten zabieg, dając się prowadzić nowofalowym klawiszom, rozkręcają sie do tempa tłumiącego melodię zimną ścianą dźwięku. Co innego „The Land Beyond”: prosty, niepozorny utwór, z którego Suede uczyniłoby wielki przebój. Wszystko zamyka „True Adventures”, ośmiominutowa odpowiedź na „Lately”, chyba nawet lepsza od swojego debiutanckiego odpowiednika. Nie ma co się oszukiwać, „Open Season” to kolejny klasyczny album klasycznej już dzisiaj grupy. I tak jak British Sea Power są dumni ze swojego narodowego dziedzictwa, tak samo my, żyjący w dekadzie 00’s ludzie, możemy się czymś poszczyścić. Mamy British Sea Power.

Tomasz Tomporowski (9 kwietnia 2005)

Oceny

Kuba Ambrożewski: 9/10
Tomasz Tomporowski: 9/10
Kasia Wolanin: 8/10
Witek Wierzchowski: 8/10
Kamil J. Bałuk: 7/10
Jakub Radkowski: 6/10
Marceli Frączek: 5/10
Przemysław Nowak: 5/10
Tomasz Łuczak: 5/10
Średnia z 45 ocen: 7,46/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także