Ocena: 7

Tori Amos

The Beekeeper

Okładka Tori Amos - The Beekeeper

[Sony; 22 lutego 2005]

Tori Amos jest dziś kimś więcej niż tylko świetną wokalistką. Jej nazwisko stało się synonimem pewnej marki. Można mieć wątpliwość, czy uda się jej jeszcze nagrać płytę genialną od początku do końca (choć "Scarlet's Walk" nie było wcale daleko), ale faktem jest, że Amos nie nagrywa słabych i wtórnych autorskich albumów. Mimo że lat Tori ciągle przybywa, ciekawych pomysłów jej nie brakuje, czego najlepszych dowodem jest najnowszy album "The Beekeeper".

Ósmy, studyjny krążek Tori Amos to, podobnie jak parę poprzednich, album oparty na koncepcie, choć już nie tak wyraźnym jak na wcześniejszych płytach. "Strange Little Girls" zawierało covery męskich piosenek w kobiecej interpretacji, a "Scarlet's Walk" oparte było na motywie podróży. "The Beekeeper" wokalistka porównuje do wędrówki po ogrodzie życia, podczas której można zrywać wiedzę, emocje czy uczucia niczym owoce z drzew. Podobnie jak na poprzedniczce najnowszej płyty Tori portretuje rzeczywistość wokół siebie, można tu odnaleźć nawet wiele autobiograficznych odniesień. Warto podkreślić, że w przeciwieństwie do "Scarlet's Walk" na tym albumie mniej jest melancholii, smutnej refleksyjności czy nostalgii. "The Beekeeper" to w wielu miejscach płyta lekka, ciepła i pogodna, w czym na pewno zasługa elementów charakterystycznych dla klasycznego soulu i muzyki gospel, które wokalistka zaadoptowała do swojej muzyki i całkiem dobrze się w tej stylistyce odnalazła.

Wybrane na pierwszy singiel "Sleeps With Butterflies" to nie był strzał w dziesiątkę. Piosence oczywiście nie można odmówić piękna i innych, niekwestionowanych zalet (słodka melodyjność, ładny tekst), ale nie ma ona w sobie jakieś takiej chwytliwości, która decydowałaby o jej singlowych walorach. Takie na pewno posiadają żywiołowe, pulsujące "Sweet The Sting" z intrygującym chórkiem w tle czy radosne "Cars And Guitars", które jak na Tori Amos jest utworem niezwykle optymistycznym. "The Power Of Orange Knickers" w wykonaniu z Damienem Rice'm to jedna z najciekawszych kompozycji na krążku. Irlandczyk właściwie pełni tam rolę chórku, nadając utworowi nutkę tajemniczości. Lekka, chwytliwa melodia czyni z duetu kawałek niesamowicie przebojowy i wpadający w ucho niemalże natychmiast. Wokalistka zarówno w tych bardziej energicznych jak i spokojnych piosenkach korzysta z całej skali swojego niezwykłego głosu, co na "Scarlet's Walk" robiła nieczęsto. Dzięki temu każda kompozycja nabiera wielowymiarowości i jest na swój sposób wyjątkowa. Mimo że od przybytku ponoć głowa nie boli, utworów na "The Beekeeper" jest trochę za dużo, ale głównie dzięki wspaniałemu wokalowi ciężko wskazać te, bez których płyta byłaby lepsza.

Bez wątpienia efektowne są te pogodne, wręcz słoneczne piosenki z soulowo-gospelowymi wstawkami ("Sweet The Sting", "Witness" czy "Ireland"), ale tak naprawdę o sile tego albumu stanowią utwory balladowe, nastrojowe, z pięknymi tekstami, w których odbija się echo dawnych, wielkich kompozycji wokalistki. Jednym z najlepszych utworów na płycie jest krótkie "Original Sinsuality", gdzie obcujemy z Tori bez zbędnych elementów: jest tylko ona i fortepian. "Mother Revolution" ze swoim nieco mrocznym klimatem i niepokojącym brzmieniem wprowadza w nastrój refleksji i zadumy. Głos wokalistki brzmi fantastycznie w epickim "Marys Of The Sea". Po prostu słychać, że Tori Amos jest w wyśmienitej formie.

Ocena nowego krążka amerykańskiej artystki to sprawa wyjątkowo subiektywna, nierozerwalnie łącząca się z oczekiwaniami względem tego albumu. Jeśli ktoś marzył o wielkim powrocie do czasów "Under The Pink" czy "Boys For Pele" to raczej rozczaruje się "The Beekeeper" (kwestią dyskusyjną jest, czy taki come back jest w ogóle realny). Płyta natomiast spodoba się tym, którzy po wokalistce oczekują po prostu nagrań na wysokim poziomie, innych niż te zaprezentowane na poprzednim "Scarlet's Walk", nie nastawionych negatywnie do delikatnych eksperymentów z brzmieniem. "The Beekeeper" na pewno potwierdza jedną rzecz - Tori Amos słabych płyt nie nagrywa. I niech tak pozostanie.

Kasia Wolanin (28 lutego 2005)

Oceny

Kasia Wolanin: 7/10
Marceli Frączek: 7/10
Witek Wierzchowski: 5/10
Średnia z 19 ocen: 6,84/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także