sx screenagers.pl - recenzja: Danko Jones - We Sweat Blood
Ocena: 7

Danko Jones

We Sweat Blood

Okładka Danko Jones - We Sweat Blood

[Bad Taste Records; 23 września 2003]

Danko Jones to esencja rock’n’rolla! Zapomnijcie o smutnych chłopcach w sweterkach od Marksa&Spencera, olejcie stylizowanych awangardzistów z Nowego Jorku, pieprzyć cały ten nowy rock! Danko Jones nadchodzi, by skopać tym wymoczkom ich chude tyłki i odkręcić na maksa wszystkie wasze prymitywne żądze! Danko Jones przypomni wam, czym jest prawdziwy rock’n’roll: zatłuszczonymi włosami, skórzanymi kurtkami, panienkami na jedną noc, pustymi puszkami wyrzucanymi na pobocze bezkresnej autostrady z cuchnącego wnętrza starego pickupa. A przede wszystkim energią!

Danko Jones to kanadyjskie trio znane jak Ameryka długa i szeroka. A co ciekawe również w Europie – bo nagrywają dla szwedzkiej wytwórni Bad Taste Records. Nie są nowicjuszami – to już ich trzecia płyta, nie licząc dwóch EP-ek. Tworzą muzykę, którą w słodkich latach 90. nazywano power metalem. Dziś mało kto tak gra. Monster Magnet? Corrosion Of Conformity? AC/DC? Ciepło. Trzej kolesie wyciskają z siebie siódme poty, żeby słuchacza wytarmosić i rozszarpać, a potem ocucić klepaniem po buzi. Danko, dysponujący potężnym głosem neandertalczyk, ciosa na swej gitarze klasyczne hardrockowe riffy, sekcja rytmiczna pracuje jak dobrze naoliwiona maszyna, muzyka pędzi do przodu z wdziękiem spalinowej lokomotywy. Jeszcze tu jesteście? To dobrze, bo teraz nastąpi najważniejsze. Otóż Danko Jones jest autentycznym geniuszem! Oczywiście w swojej kategorii, bo w zawody z rodakami z The Arcade Fire raczej nie powinien stawać – nie ta waga. Muzyka z „We Sweat Blood” to prawdziwy killer – jest zabójczo ciężka i bezlitośnie przebojowa. Chwytliwe melodie, zmuszający do tańca groove – czy ktoś jest w stanie oprzeć się ich przyciężkawemu urokowi? Nie sądzę, bo nawet przesadni intelektualiści potrzebują czasem odrobiny plebejskiej rozrywki. Danko Jones wam to da. Nabuzowani elektrycznością będziecie mruczeć podczas porannego golenia „Dance” czy „Forget My Name”. A wieczorem, po romantycznej kolacji, rzucicie się na swoją kobietę rycząc I Want You/More Than Anything/I Do I Do I Do.

Płyta jest tak przebojowa, że aż zatyka z wrażenia. Właściwie powinienem wyliczać teraz po kolei wszystkie piosenki, każda to murowany szlagier. Tu nie ma ściemy w postaci dwóch atrakcyjnych singli i wypełniacza. Za swoje ciężko zarobione pieniądze dostajecie towar najwyższej jakości. Lepszej odżywki nie dostaniecie w najbardziej elitarnej osiedlowej siłowni.

Panowie, przegięliście. W szacownym gronie wielbicieli muzyki z Wysp Brytyjskich dostajecie ósemkę. God bless Canada!

Marceli Frączek (9 grudnia 2004)

Oceny

Krzysiek Kwiatkowski: 4/10
Średnia z 4 ocen: 5,5/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także