Ocena: 7

Mark Lanegan

Bubblegum

Okładka Mark Lanegan - Bubblegum

[Beggars Banquet; 10 sierpnia 2004]

Mark Lanegan jest jednym z tych artystów, których można zaliczyć do grona najbardziej pracowitych rockowych twórców ostatniego 15-lecia. Swoją karierę muzyczną zaczynał z zespołem Screaming Trees. Połączenie elementów bluesa oraz hard rocka spod znaku Black Sabbath zdecydowanie wyróżniało grupę na tle wielu bliźniaczo do siebie podobnych, garażowo-punkowych wykonawców z Seattle. Pomimo swojej oryginalności zespół nie odniósł tak oszałamiającego sukcesu komercyjnego jak Nirvana czy Pearl Jam, to pozostawił po sobie dwa bardzo udane albumy: „Sweet Oblivion” oraz „Dust”. Mark Lanegan, poza macierzystą formacją, udzielał się też w licznych projektach muzycznych. Jednym z ważniejszych była grupa Mad Season, założona w połowie lat 90 przez wokalistę Alice In Chains, Layne’a Staley’a oraz gitarzystę Pearl Jam, Mike’a McCready’ego. „Above” z 1995 roku, w którego końcowy efekt Lanegan miał niemały wkład, okazał się być jednym z ważniejszych dokonań muzyków wywodzących się z nurtu grunge. Warto także przy okazji wspomnieć o współpracy artysty z Queens Of The Stone Age, która miała miejsce na dwóch albumach: „R” i „Songs For The Deaf”, a także z The Twilight Singers na zeszłorocznym „Blackberry Belle”.

Lanegan zafascynowany twórczością Toma Waitsa i Neila Younga, zapragnął także nagrywania solowych albumów. Już za czasów Screaming Trees wydał dwie płyty, z czego szczególnie „Whiskey For The Holy Ghost” przyniosło pozytywny odzew wśród krytyków muzycznych. Od 1996 roku, po rozpadzie macierzystej formacji, Mark Lanegan już w pełni mógł skupić się na solowej karierze.

„Bubblegum”, który ujrzał światło dzienne w sierpniu 2004 roku jest już szóstym dziełem w rozrastającej się dyskografii artysty. Na najnowszym albumie, który zawiera 15 utworów aż roi się od mrocznych bluesowych ballad, natomiast kompozycji przypominających dokonania Screaming Trees jest jak na lekarstwo. Tak jak w przypadku poprzednich dokonań, odczuwalne są przede wszystkim nawiązania do twórczości Toma Watisa, Nicka Cave’a, a także Neila Younga. Album przepełniony jest refleksyjno - melancholijną aurą, a mocniejsze fragmenty pojawiają się sporadycznie. Już otwierający „When Your Number Isn’t Up” zwraca uwagę tajemniczością, dudniącym basem a także niezwykle głębokim i potężnym głosem samego Lanegana. „One Hundred Days” to przede wszystkim „rozpływające się” brzmienie gitar oraz intrygujący tekst:

„There is no morphine, I'm only sleeping

There is no crime to dreams like this

And if you could take something with you

It would be right

Something good”

Pomiędzy kolejnym balladami otrzymujemy, żywszy, zdecydowanie rock’n’rollowy „Sideways In Reverse”. Utwór nawiązuje do twórczości The Stooges z początku lat 70, tyle, że w odrobinę mniej hałaśliwym wydaniu. Na drugim biegunie znajduje się mocno cohenowski „Morning Glory Wine”, odznaczający się szczerym wyznaniem autora:

„There ain't nobody baby

I need someone to turn to

I need somebody

Wanna get high

I wanna get high

Need somebody to turn to”

Ważną kwestią jest także gościnny udział wykonawców, którzy pojawiają się na „Bubblegum”. W przebojowym „Hit The City” oraz balladowym „Come To Me”, oprócz Lanegana wokalnie udziela się autorka tegorocznego „Uh Huh Her”, Polly Jane Harvey. W bardziej niespokojnym, odrobinę szaleńczym „Methamphetamine Blues” pojawia się Greg Dulli, lider The Twilight Singers. Najbardziej zaskakuje jednak „Strange Religion”, a to ze względu na obecność w chórkach byłych członków Guns’N Roses: Izzy Stradlina i Duffa McKagana. Zaproszeni muzycy dodatkowo urozmaicają kształt tego albumu i sprawiają, że słucha się go z dużą przyjemnością.

Warto jeszcze wspomnieć o dwóch wieńczących dzieło kompozycjach. Zwłaszcza, że „Driving Death Valley Blues” to jeden z nielicznych, hard rockowych utworów, jaki znajduje się na „Bubblegum”. Jako jedyny przywołuje na myśl dokonania Screaming Trees. Całość kończy jeden z najlepszych fragmentów. „Out Of Nowhere” oparty w dużej mierze na brzmieniu fortepianu oraz gitary akustycznej poraża niezwykłym pięknem i refleksyjną atmosferą. Utwór wydaje się być idealnym zakończeniem. Świadczą o tym także słowa Lanegana śpiewane mocnym, choć lekko zawodzącym głosem:

„And as it ends so it begins

Crawls to a stop and starts again

Those highlights you've made are mine

Show me my way through wilderness

To someone who's blind I'll send a kiss

Out of nowhere”

„Bubblegum”, czyli długogrający następca „Field Songs” z 2001 roku jest potwierdzeniem równej formy muzycznej, jaką od dłuższego czasu prezentuje były wokalista Screaming Trees. W przeciwieństwie do innych wykonawców wywodzących się z Seattle, a święcących tryumfy artystyczne i komercyjne na początku lat 90, Lanegan udowadnia, iż nadal można nagrywać intrygujące płyty. Poza słabszymi „Can’t Come Down” i „Head” nowe dzieło artysty jest albumem wartym polecenia. Zwłaszcza na coraz dłuższe jesienne wieczory.

Piotr Wojdat (29 października 2004)

Oceny

Marceli Frączek: 7/10
Piotr Wojdat: 7/10
Średnia z 9 ocen: 6,88/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także