sx screenagers.pl - recenzja: Archie Bronson Outfit - Fur
Ocena: 7

Archie Bronson Outfit

Fur

Okładka Archie Bronson Outfit - Fur

[Domino; 26 lipca 2004]

Masz może trochę nowego garażowego szajsu? - pyta mnie często znajomy, licząc na polecenie nowych zespołów nurtu garage rock revival. Muszę przyznać, że ostatnio nie jest w tej kwestii łatwo. Wydać w 2004 płytę z garażowym rockiem, to jak przyjść na imprezę sylwestrową po dwunastej. Wyspiarskie media wyraźnie odwróciły się od kolejnych klonów The Stooges, szukając jednocześnie zalążków nowej fali (że niby Kasabian, tak?). Ale nie bójcie się, choć garażowy rock z okładek magazynów muzycznych zszedł ponownie do podziemia (do garażu?), w dalszym ciągu ukazywać się będą płyty wpisujące się w nurt. Dotarcie do nich będzie trudniejsze, ale przecież nie niemożliwe. Czytajcie Screenagers.

Archie Bronson Outfit nie noszą starych marynarek, skórzanych kurtek czy rozpadających się trampek. Zespół tworzy trzech panów, mających lata pierwszej młodości za sobą, którzy właśnie postanowili wydać swój debiutancki album. Nie znajdziecie na nim przebojowych melodii, chwytliwych refrenów. Spodziewajcie się brudu, kurzu, potu i hałasu. Już otwierający utwór przywodzi skojarzenia z Black Rebel Motorcycle Club, szczególnie z ich drugą, solidną, choć nieprzebojową płytą. Jeżeli nie polubiliście "Take Them On, On Your Own", dajcie sobie spokój z "Fur". Archie Bronson Outfit bardziej brzmią niż komponują.

Podstawą brzmienia ABO, tak jak u BRMC, są solidne, dudniące i archaiczne basy, znakomicie nadające się do testowania głośników samochodowych. Efekt basu wspomagają głębokie, głuche uderzenia zbudowanego z minimalnej ilości elementów zestawu perkusyjnego. W odróżnieniu od BRMC, ABO doprowadzili dźwiękową ascezę na jeszcze wyższy poziom, zbliżając się do najbardziej minimalistycznych momentów tegoroczego debiutu Secret Machines. Można nawet powiedzieć, że Archie Bronson Outfit to takie Secret Machines bez budowania napięcia i epickiego niekiedy rozmachu. Całość uzupełnia monotonnie zaciągający wokalista, przypominający śpiewającego zza ściany, znudzonego Chrisa Cornella (posłuchajcie "Riders"). Najbardziej chwytliwy w zestawie, "Kangaroo Heart" startuje niczym przebój Crowded House, by wraz z wejściem basu wczuć się we właściwy ABO, jazgotliwy nastrój. "Bloodheart" należą się brawa za niepokojący, motoryczny sposób prowadzenia rytmu. Aż szkoda, że tak fajny patent został zmarnowany w tym, mimo wszystko, nijakim utworze. "Armour For A Broken Heart" rozpoczyna się od połowy, by przy prędkości i tonacji właściwej BRMC, tak samo nieoczekiwanie się skończyć. To nie jest genialny debiut, raczej taki z gatunku obiecujących.

Obiecajcie mi, że posłuchacie

Tomasz Tomporowski (7 września 2004)

Oceny

Tomasz Tomporowski: 7/10
Przemysław Nowak: 6/10
Kasia Wolanin: 5/10
Średnia z 8 ocen: 6,87/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także