Ocena: 7

Maritime

Glass Floor

Okładka Maritime - Glass Floor

[DeSoto; 25 czerwca 2004]

Opieranie brzmienia o gitarę akustyczną ostatnimi czasy przerodziło się w niepewne stąpanie po wyjątkowo kruchym lodzie. Temat został wyeksploatowany przez dziesiątki sobie podobnych "artystów", podpinanych pod new acoustic movement, wpadających w większości w niemiłosierny banał i wtórność. Dodatkowo gwoździem do trumny stało się lenistwo recenzentów, kwitujących każdego nowego wykonawcę standardowym porównaniem z krótkim zestawem rozpoczynającym się od Coldplay, a kończącym na Travis. I zadowoleni.

Jeśli natraficie gdzieś w sieci na podobny tekst odnośnie Maritime, polecam krzyżyk w prawym górnym rogu ekranu. Bynajmniej nie dlatego, że byłoby to jakieś koszmarne nieporozumienie. Pozornie i z grubsza wszystko się zgadza, ale tylko do momentu kiedy nie wiemy niczego szczególnego na temat owej formacji. A odnotować należy kilka faktów. W zespole (projekcie?) udziela się trzech doświadczonych muzyków, z których dwóch należało wcześniej do The Promise Ring, a jeden był basistą Dismemberment Plan. W związku z tym, że obie całkiem zasłużone grupy należą już do przeszłości, a panowie na brak pomysłów nie narzekają, zgadali się razem i napisali kilkanaście melodii, zaaranżowanych przy współudziale producenta J Robbinsa.

"Glass Floor", czyli "debiut" formacji, wypełniony jest w całości łagodnymi, przyjemnymi dla ucha kompozycjami. Choć żadna nie została stworzona w celu podbicia list przebojów, większość melodii jest bardzo zgrabnych i wyróżnia je spora zapamiętywalność. Słuchaczowi muzyki brytyjskiej część z tych piosenek kojarzyć się będzie z tymi bardziej dynamicznymi utworami The Smiths lub twórczością ich epigonów w rodzaju The Housemartins (np. "If All My Days Go By", "Adios"). Melancholijna, ciepła ballada "King Of Doves" mogłaby zaistnieć na albumie zespołu Budapest. Nie od rzeczy jest też przywołanie nazwiska Damona Gougha, znanego lepiej jako Badly Drawn Boy. Opener "The Window Is The Door" lub "Lights" udowadniają, że odstawienie szerszego instrumentarium nie musi kończyć się równie beznamiętnie, jak ostatnie wydawnictwo naszego ulubionego brodacza w czapce. O jego wcześniejszych dziełach przypominają drobne akcenty w rodzaju dęciaków ("Adios", "Sleep Around"), czy klawiszy i smyków (przejmujący "I'm Not Afraid"), które ubarwiają dość ubogie, podstawowe brzmienie zespołu. Nad wszystkim unosi się duch Belle And Sebastian, zaś uroku dopełnia raz lekko zbolały, raz podnoszący na duchu głos Davey von Bohlena, w bezpośredniej linii spokrewniony z barwą i manierą Wayne'a Coyne z The Flaming Lips. Sumując wszystkie wymienione składniki, otrzymujemy całkiem zróżnicowany i przyswajalny w obrębie pierwszego przesłuchania album. Zarazem na tyle równy, że możemy śmiało zaliczyć "Glass Floor" do grupy naprawdę niezłych pozycji indiepopowych ostatnich miesięcy.

Aha, i jeszcze jedno. Do Coldplay najbardziej podobny jest "Human Beings", a Travisem zalatuje mój ulubiony w zestawie "Sleep Around". Teraz możecie śmiało wychodzić. Oczywiście by wyruszyć na poszukiwanie tej zaiste wyjątkowo ładnej płyty.

Kuba Ambrożewski (22 sierpnia 2004)

Oceny

Kuba Ambrożewski: 7/10
Średnia z 4 ocen: 7,25/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także