sxnada? screenagers.pl - recenzja: Obi - Diceman Lopez
Ocena: 6

Obi

Diceman Lopez

Okładka Obi - Diceman Lopez

[Cooking Vinyl; 23 lutego 2004]

Zobaczyłam kiedyś dziwny, animowany teledysk. Był na tyle niezwykły, że zapadł mi w pamięć wraz z utworem, do którego został stworzony. Melodyjna piosenka z wyciszonymi gitarami i nutką tajemniczości chodziła za mną przez długi czas. Od nachalnie wręcz powtarzanych w niej słów: I hope you’re thinking of me, wherever you are, nie mogłam się uwolnić. To był kawałek „Creatures” niejakiego Obi.

„Diceman Lopez” nie jest do końca debiutancką płytą zespołu, bowiem panowie wydali w 2002 roku mini-album „Magic Land Of Radio”. Te kilka piosenek z tamtego, równie interesującego wydawnictwa, różni się jednak od tych z longplay’a. Po pierwsze, są spokojniejsze i utrzymane w stylistyce alt-country , po drugie – są tylko piosenkami. Na najnowszej płycie Obi każdy utwór to inna historia i podróż przez różne gatunki i style muzyczne, które łączy folkowe brzmienie i świetnie komponujący się z piosenkami wokal Damiana Katkhudy. Ponoć lider zespołu, tworząc materiał na „Diceman Lopez”, zamknął się w domu na francuskiej prowincji, zabierając ze sobą tylko gitarę. Efektem tego było kilkanaście kompozycji, z których ekipa już w całości wybrała na album dwanaście.

To, co prezentuje na swoim albumie Obi, spokojnie możnaby nazwać muzycznym story-telling. Płyta rozpoczyna się od „Fairground”. Kawałek jest oparty się na bajkowym motywie zapożyczonym z rosyjskiego folku, który najbardziej wyraziście słychać we wstępie utworu. Dopiero po blisko dwóch minutach nagle zaczyna się gitarowy szał. Potem jest wspomniane już, rewelacyjne „Creatures”. W „Chewing My Soul” zespół przez podkład złożony z klasycznej gitary uzupełniany przez zawadiacko brzmiące skrzypce doskonale oddaje klimat muzyki country rodem z amerykańskiego Południa. W „The Tale Of Old Rodriguez” Obi bawią się charakterystycznymi, meksykańskimi rytmami, a pogodne i delikatne „The Sweetest Silver” szybko wpada w ucho dzięki chwytliwemu wokalowi i żywej melodii. To, po „Creatures”, drugi najlepszy kawałek na płycie. „Diceman Lopez” kończy „Plague On This House” – minimalistyczne, bo oparte głównie na pianinie i przejmującym wokalu, smutne i piękne. Generalnie, album ma momenty lepsze i gorsze, pierwsza część płyty wypada zdecydowania korzystniej od drugiej, ale całość i tak emanuje urokiem, o jakim większość podobnych wydawnictw może tylko pomarzyć.

Największym zarzutem w przypadku „Diceman Lopez” jest to, że nie jest to płyta genialna, ani nawet wyjątkowa. To kilkanaście pomysłowych, ale jedynie prostych piosenek. Może jednak aż? Zdecydowanie optuję za tym drugim stwierdzeniem. Przyszłość pokaże, czy nazwa Obi będzie kojarzyć się raczej z siecią ogrodowych marketów czy zespołem muzycznym. A po przesłuchaniu „Diceman Lopez” ja wciąż nie mogę uwolnić się od chwytliwej melodii do słów I hope you’re thinking of me, wherever you are....

****

Tutaj można zobaczyć teledysk do ”Creatures”.

Kasia Wolanin (5 lipca 2004)

Oceny

Kasia Wolanin: 7/10
Średnia z 4 ocen: 6,75/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także