sxnada? screenagers.pl - recenzja: The Cribs - The Cribs
Ocena: 4

The Cribs

The Cribs

Okładka The Cribs - The Cribs

[Wichita Recordings; 15 marca 2004]

To było późne lato albo wczesna jesień roku 2001. Światło dzienne ujrzała wówczas niepozorna płyta „Is This It?” garażowego zespołu z Nowego Jorku. Dwa lata później ukazał się album „Room on Fire”, w dużej mierze opierający się na komercyjnym sukcesie debiutu, jednak zdecydowanie mu nie dorównujący. Tak w telegraficznym skrócie przedstawia się historia The Strokes – kapeli, której bez wątpienia zawdzięczamy popularyzację nurtu zwanego garage rock revival. Jednak mamy rok 2004, a The Strokes znajdują się w ślepym zaułku, z którego nie wyprowadzi ich raczej kopiowanie samych siebie. Godnych następców nie widać, są za to naśladowcy dość mocno wyeksploatowanego stylu. O kim mowa? O debiutantach z Anglii. Poznajcie The Cribs.

„The Cribs” tworzy 12 krótkich, treściwych, bez filozoficznych podtekstów, nieznośnie przebojowych kompozycji. Niestety nie da się ukryć, że trio bezwstydnie wzoruje się na The Strokes. Ich kreatywność na własnej płycie jest minimalna, co udowadniają takimi kawałkami jak „Learning How To Fight” czy „What About Me”, które są śmieszną kalką piosenek bardziej znanych kolegów. Niewątpliwie powoduje to pewien dyskomfort w odbiorze płyty, jednak na pewno jej nie dyskwalifikuje. W tych utworach bowiem od początku do końca tkwi żywiołowość i spontaniczność, które sprawiają, że można zapomnieć o braku oryginalności i banalności tej muzyki. W przeciwieństwie do Jet czy The Datsuns na muzykę The Cribs można spojrzeć z przymruzeniem oka. W „The Watch Trick” spotykają się figlarnie brzmiąca gitara i frywolny, niepoważny wręcz wokal. Przy „The Light Went Out” nóżka sama wystukuje rytm wpadającego w ucho refrenu zakończonego uroczym o o o ou. Przebojowością znów może nas porwać „Things You Should Be Knowing”, gdzie gitara w sukurs z perkusją pędzi niczym rozpędzony pociąg, do którego wsiada wokalista. W końcu gdzieś w połowie płyty dochodzimy do „Another Number”. Utwór z sympatyczną melodią, parajęzykowymi wstawkami w stylu uuuu i dość statycznym wokalem to jeden z tych kawałków w stylu skądś-to-znam-ale-nie-wiem-skąd. Album kończy nieco psychodeliczne „Third Outing” – kawałek bez pomysłu, bez dobrych momentów, o którym można szybko zapomnieć.

Debiut The Cribs to płyta bez historii. Tak szybko jak można ją przesłuchać, można również o niej zapomnieć. Cieszy bowiem ucho, ale tylko przez chwilę. Mam jednak nieodparte wrażenie, że te nieskomplikowane piosenki gdzieś tam pozostaną w meandrach pamięci, bo naprawdę fajnie się ich słucha.

Kasia Wolanin (31 marca 2004)

Oceny

Kasia Wolanin: 4/10
Tomasz Tomporowski: 4/10
Średnia z 5 ocen: 4,4/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także