sxnada? screenagers.pl - recenzja: Wannadies, The - Before & After
Ocena: 7

Wannadies, The

Before & After

Okładka Wannadies, The - Before & After

[Indolent; 17 Maj 2002]

Spis treści:

1. Wstęp.

2. Recenzja Before.

3. Recenzja After.

4. Podsumowanie.

1. The Wannadies od dawna zapowiadali nowy album, i zapowiadali rewolucję. No, nie dosłownie, ale obiecywali, że nie będzie to zwykły album. Mówili, że mają 2 zupełnie przeciwne sobie pomysły, i że zamierzają je wcisnąć w jedne spodnie... Jak więc one wyglądają? Before to pierwsza płytka z tego dwupłytowego zestawu. Utożsamiamy ją z pierwszymi czterema ikonkami widocznymi powyżej. After to drugi cd, który doskonale opisują dwie [trzy] kolejne ikonki... Okej...

2. Before czyli 'przedtem'. To trochę inne Wannadies niż kiedyś. Ten album, ta płyta, to po prostu najbardziej wystrzałowy pop jaki słyszałem. Tak jest, pop, nic innego! Typowe popowe melodie, popowa produkcja, gitary, klawisze, efekty komputerowe. Rzecz jasna, to nie pop do jakiego przyzwyczaiła nas Viva czy MTV.

Charakterystyczny głos Para Wikstena, którego niesposób pomylić z żadnym innym, brzmi tutaj wyjątkowo cudownie. Backing vocals jak zwykle robi Christina Bergmark ze swoim cukierkowo-miodowym śpiewem. Uwierzcie mi, tak ślicznego 'turu-tururu' jak na początku "Little By Little" nie słyszeliście nigdy. Może dlatego, że tylko ten duet śpiewa 'turu-tururu'. A może i nie.

Pozostałe 5 kompozycji wychodzi również świetnie, jeśli patrzeć na nie okiem popmaniaka. "All Over Me", które rośnie w siłę z każdą sekundą, to ciekawy, przebojowy kawalek przypominający lekko hity takie jak "Wild Thing" czy "We Will Rock You". Oczywiście w spopowaconej wersji. Interesuje też "Uri Geller"', gdzie początkowe dźwięki wydobyte z gardła Para brzmią jak Tolkienowski Gollum w filmie Petera Jacksona. Singlowe "Skin" jest chyba najostrzejszym utworem, ale czy najlepszym? Wiem jednak jedno, że to, co zabija najbardziej, to niektóre teksty. To chyba mówi samo za siebie:

So I piss on you/ Piss on you/ I piss on you/ Oh yes, it's true/ I piss on you/ I know I do/ Piss on you.

A myślałem, że The Wannadies to dorośli, dojrzali ludzie... Mimo wszystko, ta szybka poprockowa minipłytka dostaje ode mnie 7 gwiazdek!

3. After czyli 'potem'. To trochę inne Wannadies niż kiedyś. Ten album , ta płyta, to po prostu powolne, lekkie bluesowanie z elementami popu i rocka. Tak jest, blues, nic innego! W refreny wdzierają się chwytliwe melodie, ale reszta jest spowolniona, ubrana w aranżacje rodem sprzed pół wieku, albo i więcej.

Wkrada się tu troszkę elektroniki, ale sprawia to tylko tyle, że charakterystyczny głos Para Wikstena, którego niesposób pomylić z żadnym innym, brzmi wyjątkowo cudownie. Backing vocals jak zwykle robi Christina Bergmark ze swoim cukierkowo-miodowym śpiewem. Uwierzcie mi, tak ślicznego 'pam-pam-pam-pam' jak na początku "Come With Me" nie słyszeliście nigdy. Może dlatego, że tylko ten duet śpiewa 'pam-pam-pam-pam'. A może i nie.

Pozostałe 5 kompozycji wychodzi również świetnie. "Can't stop you" ma bardzo ładny refren, a "Happy" oparte na basowym riffie z lekko szepczącym głosem Para w zwrotkach tworzy klimat kryminału sprzed kilkudziesięciu lat. W ucho wpada także trochę szybsze "Singalong Son" z trąbkami w refrenie. W "Love letter" na uwagę zasługuje chórek w wykonaniu wspomnianej już Christiny. Taki subtelny, taki słodki!

Podsumowując mogę rzec pewnie: ta cieplutka, monotonna i powolna minipłytka zasługuje na 7 gwiazdek!

4. Może fani są zawiedzeni - nie wiem. Fanem The Wannadies nigdy nie byłem. Jednak ten album pokazał ich w innym świetle, w inny sposób. To już nie jest próba zdobycia rynku angielskiego britpopo-podobnymi kawałkami, tylko typowe twórcze podejście. Twórcze, bo wzięli się do roboty i nagrali to, co chcieli i tak, jak chcieli. Faktycznie, zarzucano im wtórność albo granie na siłę ogranych już schematów, ale co można jeszcze odkryć w popie? Pop jest popem, i jeśli patrzeć na to właśnie w taki sposób, "Before & After" to ambitna i mocna płyta. Nikt już na to nic nie poradzi. A że składa się z dwóch mini albumów, nikomu to chyba nie przeszkadza. Co dwie płyty, to nie jedna, a i każda na inny humor i okazję, więc jest gites.

UWAGA: Recenzowany album jest pierwszym wydaniem, istnieje też drugie, jednopłytowe!

Jackeill (28 lutego 2004)

Oceny

Tomasz Tomporowski: 5/10
Średnia z 2 ocen: 6/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także