Ocena: 6

Mu

Afro Finger and Gel

Okładka Mu - Afro Finger and Gel

[Tigersushi/Output; 9 lipca 2003]

Z ogromną rezerwą podchodzę do wszelkich nowinek w muzyce, bo i często przypisanie jakiemuś wykonawcy etykietki z napisem 'nowatorski' jest czynione mocno na wyrost, a zabawa w łączenie różnych stylów muzycznych nie zawsze ma pozytywne skutki. Przy albumie "Afro Finger and Gel" Mu nie można używać synonimów innych słów niż prekursorski i eksperymentalny. Nie boję się nawet zaryzykować stwierdzenia, iż jest to płyta znacznie wykraczająca poza ramy czasowe okresu, w którym powstała. To jest po prostu muzyka z przyszłości.

Wyobrażacie sobie hybrydę, która powstałaby po połączeniu Bjork z Peaches i Goldfrapp. Może przykład tej mieszanki po przesłuchaniu albumu Mu staje się trochę bezsensowne, bo generalnie to prawda jest taka, że przynajmniej ja nie znam żadnego wykonawcy podobnego muzycznie do tego duetu. Poziom nowatorstwa na tejże płycie jest tak wysoki, że kojarzenie muzyki Mu z jakimkolwiek innym wykonawcą jest syzyfową pracą.

A wszystko rozpoczęło się od wydania singla z piosenką "Let's Get Sick" przez producenta Maurice'a Fultona i jego żonę Mutsumi Kanamori, którzy przybrali nazwę Mu. Niemalże natychmiast zakwalifikowano ich jako wykonawców szukających nowych brzmień w kręgu czegoś, co nazywa się electro-punkiem - moim zdaniem trochę nietrafnie. Mogę się zgodzić, że agresywne, mocne dźwięki z "Jealous Kids" czy "Afro Finger" pasowałyby do electro-punku, ale cała reszta to chyba już nie. Każdy utwór bowiem jest jakby elektroniczną mutacją znanych od lat stylów i gatunków muzycznych (a nawet pewnych wykonawców). Wspomniana Peaches przychodzi na myśl, gdy słucha się "Tell You Something", nie pozbawione etnicznych wpływów rodem z Czarnego Lądu są "Chair Girl" czy "Let's Get Sick", "My Name Is Tommi" wzorowane jest na muzycznych radiowych słuchowiskach (może Mu nawet je nieco parodiują), jazzowy wpływ słychać w "Hello Bored Biz Man" i "Why I Left" (wkomponowany w drapieżną elektronikę fortepian). Czy zamykające całość "Destroying Human Nature" jest muzycznym proroctwem - tego nie udało mi się ustalić.

Zdaje sobie sprawę, że "Afro Finger and Gel" jest płytą kontrowersyjną: pewnie znajdą się tacy, którzy uznają ją za genialną, ale i ludzie, którym Mu absolutnie nie przypadnie do gustu. Ci drudzy to pewnie będą wszyscy fani uduchowionej, delikatnej elektroniki w stylu Air. Niemniej ogromne brawa dla Mu za ekstrawagancki, oryginalny pomysł, odwagę i stworzenie muzyki na miarę XXI wieku. Powinni tylko pamiętać, że wszystkich wielkich prekursorów zazwyczaj doceniono dopiero po śmierci.

Kasia Wolanin (7 lutego 2004)

Oceny

Kasia Wolanin: 8/10
Kamil J. Bałuk: 6/10
Średnia z 3 ocen: 5,66/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także