Ocena: 8

Louis Cole

Time

Okładka Louis Cole - Time

[Brainfeeder; 10 sierpnia 2018]

Od pewnego czasu, w swojej działalności Louis zdecydowanie przechodzi samego siebie: jeszcze dobre parę lat temu jego droga prowadziła go pomiędzy coverami Justina Biebera czy Skrillexa, miejscami też przez muzykę bardzo dziwaczną, zaś dziś i obustronna współpraca z Thundercatem (dwa kawałki z „Drunk” są jego zasługą), i supportowanie RHCP oraz pochwały od samego Quincy Jonesa, a nawet piosenka do napisów końcowych w „Lego Ninjago”.

To naprawdę sporo jak na kogoś, kto wychodził z dość wyrafinowaną muzyką opierając swą szerszą rozpoznawalność w zasadzie tylko na youtube'owym kanale. Ale Louis jest w szczycie swojej formy także przez to, że wreszcie wie, co chce grać - po latach mniej lub bardziej udanych eksperymentów i szukania siebie (dobra basta, pięścią w stół, idę do przodu i osiągam swój cel). Jego wcześniejsze flirty z brzmieniami Boards of Canada, tuzami synth funku, dubstepem, awangardą, jak i z zamulaczami pokroju Radiohead zaowocowały bardzo charakterystycznym stylem, a ta płyta jest jego najpełniejszym wyrazem.

Single jednak przysporzyły mi nieco mieszanych uczuć. Pierwszy z nich, „Weird Part Of The Night”, choć wstępnie porwał mnie swoją chwytliwością i specyficznym leadem rodem z retro gier komputerowych, wydaje się trochę przeciągnięty - Cole kojarzy się wszak z bardziej bezpośrednimi, szybkimi strzałami, pełnymi zuchwałych rozwiązań, a tu mamy utwór o bardzo prostej, piosenkowej formule. Nie jest to oczywiście niczym złym, ale wprowadziło lekki dysonans poznawczy. Kolejne trzy single pojawiły się już dużo później i w dużo mniejszym odstępie czasu. Obawy pojawiły się przy „When You're Ugly”- był to bowiem utwór tak generyczny, iż martwiłem się, że Louis zaczyna zjadać swój ogon. Na szczęście reszta tracków z albumu nie ma nic wspólnego z byciem zapychaczami i każdy oferuje coś innego, więc moje lęki rozpłynęły się już po pierwszym pochłonięciu albumu w całości.

Cieszę się, że Cole w solowej twórczości nie ma ciągot do wizjonerstwa i tworzenia „muzyki przyszłości”, zwracając się w kierunku szlifowania nośności swych utworów oraz czerpiąc od mistrzów feelingu oraz groove’u. Słyszymy tu dość wyraźnie echa Motown, Michaela czy Herbiego, przepuszczone przez niesamowite wyczucie Louisa do wręcz onieśmielających połączeń akordów, współgrających z pięknymi melodiami i chórkami (których Louis jest fetyszystą od początku swojej drogi i troszeczkę z nimi przesadza, tbh) okraszonymi dodatkowo jego dziką grą na „perce”. W prezentowanej przez niego muzyce, to właśnie bogactwo w kwestii harmonii najbardziej imponuje i robi dobrze. Z biegiem czasu, patrząc w kontekście całej kariery, materiał z „Time” jest nie tylko lepszy, ale i najbardziej spójny spośród zarówno jego solowych dokonań, jak i tych z Knowerem. Sama tracklista z kolei raczy nas bardzo odmiennymi daniami. Mamy parę mocarnych ciosów („Real Life”, „Trying Not To Die”, obydwa ze świetnymi solówkami na pianinie), parę słodkich momentów w sam raz na piknik w parku („A Little Bit More Time”, „Phone”), jak i kilka totalnych zamulaczy do leżenia na kanapie i pogrążania się w melancholii („Everytime”, „Things”).

Mam taki problem, że zwykle wyczekując nowego albumu cenionego przeze mnie artysty łatwo się zawodzę. To pewnie kwestia zbyt wysokich oczekiwań. Tutaj jednak wszystko jest na swoim miejscu. Choć Louis w przeszłości potrafił irytować (wspomnianym, przesadzonym zamiłowaniem do dubstepu czy nostalgią wylewającą się z jego poprzednich solowych albumów), to teraz ucząc się na błędach konsekwentnie buduje swoją markę w świecie muzycznego showbizu. W rezultacie, możemy słuchać ambitnego, chwytliwego, bujającego, a przede wszystkim bezpretensjonalnego popu, przy którym można jednocześnie wypocząć i pogrążyć się w nim.

Jakub Nowosielski (28 sierpnia 2018)

Oceny

Piotr Szwed: 8/10
Patryk Weiss: 7/10
Średnia z 2 ocen: 7,5/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: Pabllo
[5 września 2018]
Przede wszystkim dobra muzyka:)
Gość: wiatr zmian
[29 sierpnia 2018]
muzyka skrojona pod gusta Dejnarowicza i reszty porcysowych wielbicieli wykwintnych progresji akordów

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także