Ocena: 7

Sophie

Oil of Every Pearl's Un-Insides

Okładka Sophie - Oil of Every Pearl's Un-Insides

[Transgressive Records; 15 czerwca 2018]

Tęsknię za Davidem Bowie. To był gość. Kiedy był na szczycie, to każdy jego gest wzbudzał kontrowersje. Przede wszystkim Bowie to artysta, który jako jeden z pierwszych w muzyce popularnej zrozumiał jaką wielką rolę odgrywa wizerunek sceniczny, jak i medialny. Patrząc na pełnoprawny debiut szkockiej producentki Sophie, odnoszę wrażenie, iż spuścizna autora „Low" trwa. Od kilku lat Sophie to najciekawsze zjawisko w muzyce mainstreamowej. Jej beaty zdobiły wiele kawałków: od pomocy Madonnie w „Bitch I'm Madonna” - hałaśliwej i ostatecznej (raczej przegranej) próbie dorównania młodszym koleżankom po fachu, aż po repetytwne, ale też przy tym chwytliwe „Yeah Right” z ostatniego albumu Vince'a Staplesa, Szkotka zapewnia nam jedne z najbardziej nieoczywistych utworów tej dekady. Nic dziwnego, że jej debiut to szaleństwo na całego.

Zaczyna się jednak jak w bajce. „It's Okay to Cry” to mylący początek. Sophie miękczy nasze serca w słodkiej pościelówie. Bliżej jej jednak tutaj do Aphex Twina, niż, powiedzmy, do Britney Spears. W cichej podszewce utworu otwierającego „Oil Of Every Pearl's Un-Insides” słyszymy niepokojące basowe wybuchy czające się na drugim tle, które czekają na to, aby pochwycić słuchacza w taneczny obłęd. Ostatnie sekundy to deszcz wyładowań syntetyzatorów, które zapowiadają dalszą część płyty. Mimo tego pierwszy indeks albumu to rozmarzona ballada. Z kolei później pojawia się taki zdronizowany koszmar jak „Ponyboy”, które brzmi podobnie do wspomnianego wyżej kawałka Vince'a Staplesa. Raveo'we zurbanizowane harce, pomimo swojej rdzawej, mocnej konstrukcji, uderzają po głowie, ale też przy dłuższym obcowaniu z nimi wpadają w ucho. Tak samo jak „Inmaterial”, gdzie eurodance'owy beat spotyka tą precyzyjną, futurystyczną repetycję Sophie, która po złagodzeniu mogłaby podbić muzyczne stacje radiowe.

Mimo wszystko wolę, gdy Sophie jest spokojniejsza. Jej ambientowe wstawki w połowie płyty to przebłysk geniuszu - „Is It Cold In The Water?” oraz moje ulubione „Pretending”. W tym kawałku strach jest namacalny. Fatalistyczne drone’owe pejzaże udowadniają, że moja alegoria z Bowiem nie jest z kapelusza. Porównajcie sobie ten kawałek z drugą stroną „Low”. Podobieństwo jest spore. Dużo o płycie mówi też ponad dziewięciominutowy closer, podsumowujący wszystko to, co Sophie zrobiła na reszcie krążka.

W kontekście całości ktoś na RYM-ie napisał, iż „Oil of Every Pearl's Un-Insides” brzmi jak zbiór hitów popowych artystów z XXII wieku. I to jest też w pewnym sensie wada. „Oil Of Every Pearl's Un-Insides” cierpi na brak spójności i nadmiar pomysłów. Mamy tutaj trochę podobną sytuację co z niesławnym „Yeezusem”. Czyli płytą nowatorską, ale przy pierwszym poznaniu nierozumianą.

Tomasz Ciesiółka (24 lipca 2018)

Oceny

Michał Weicher: 8/10
Paweł Ćwikliński: 6/10
Średnia z 2 ocen: 7/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także