Ocena: 5

Pro8l3m

Pro8l3m

Okładka Pro8l3m - Pro8l3m

[RHW Records; 1 czerwca 2016]

Nowy Pro8l3m rozchodzi się w zawrotnym tempie, rozpychając się łokciami na OliS-ie, zbiera pozytywne recenzje, z których trudno wybrać tę najbardziej entuzjastyczną. Jakub Żulczyk pisze na Noisey o wypełniającej self titled „nieprawdopodobnie drapieżnej, ekspresyjnej i inteligentnej muzyce”, Jakub Bożek w Dwutygodniku poddaje płytę niebywale drobiazgowej, efektownej analizie (to ten moment, gdy interpretacja wydaje się ciekawsza od tego, co jest interpretowane). Wszystko się układa w jeden, wyraźny, doskonały kształt – dwa lata po oszałamiającym sukcesie sensacyjnego mixtape'u Oskar i Steez potwierdzają status najbardziej ekscytującej, nowej marki polskiej sceny, ugruntowując poparcie wśród twardego, hip-hopowego elektoratu i zdobywając rzesze nowych fanów. Więcej sprzedanych płyt, więcej koncertów, więcej zachwytów, tworzenie historii, robienie furory, diamenty błyskają już blink, blink. Nawiązując do samplowanej w intrze do nowego albumu wypowiedzi Alana Wattsa („Let’s suppose that you were able every night to dream any dream you wanted to dream”), można powiedzieć, że jedno z marzeń (to o doskonałym oficjalnym debiucie) młodzi warszawiacy mogą już sobie odhaczyć i brać się za kolejne, a jednak coś tu nie gra i trzeba gdzieś wreszcie powiedzieć to głośno: mamy do czynienia z jednym z rozczarowań 2016 roku.

Żeby zrozumieć tę tezę, wróćmy na chwilę do materiału sprzed dwóch lat. Zgodnie z tytułem przynosił on połączenie dwóch elementów. Był Art, czyli odkrywcza idea połączenia polskich synth-popowych sampli z hip-hopem, zaskakujące tekstowe koncepty (banknot podmiotem lirycznym, ironiczny dekalog hajsu itd.), wiele fragmentów naprawdę tekstowego mistrzostwa („łapali piękno świata szare”), a przede wszystkim fascynująca opowieść o niepokojącym życiu, pełnym brzmiących szczerze i bezpretensjonalnie niepokojących pytań. Był też rzecz jasna Brut, czyli wszystko to zostało podane z niesamowitą, wgniatającą w fotel energią i zadziornością. Nie chce mi się już tutaj powtarzać komunałów o „ulicznej charyzmie”, ale to właśnie ona sprawiła, że sztuka przestała być sztuczna. Tak oto powstał materiał, którego ranga rośnie i będzie jeszcze rosnąć. Wziął on się ze znalezienia trudnego do powtórzenia, imponującego złotego środka między formą a życiem, pomysłem a autentyzmem.

Tegoroczna propozycja pod wieloma względami zasługuje na szacunek. Mamy bowiem wciągający dźwiękowy klimat stworzony przez Steeza (wykorzystanie na poprzednim mixtapie „złotych przebojów” było tyleż rozwiązaniem ostatecznie genialnym, co i, szczególnie w niektórych przypadkach, pójściem na łatwiznę); minimalizm, energię, świetne sample z rozmarzonymi, odrealniającymi nastrój kobiecymi wokalami („Molly”, „Art. 258”). Dodajmy do tego ideę opowieści o świecie luksusu, który okazuje się fałszem, sygnalizowany przez naprawdę dobry teledysk do „Molly”, zrealizowany na wysypisku śmieci, odważne pójście w klimaty dystopijne, próbę uchwycenia i opisania świata, który staje się w coraz większym stopniu stechnicyzowaną, kiczowatą iluzją, projekcją infantylnych marzeń.

Dlaczego jednak, skoro jest tak dobrze, to do płyty nie chce się wracać? Kłopot polega chyba na tym, że to, co stanowiło największy atut poprzedniej propozycji, dostajemy na dużo niższym poziomie. Pro8l3m bez Oskara w pełni formy wygląda znacznie gorzej niż reprezentacja Polski, w której słabsze mecze przytrafiają się Lewandowskiemu. Człowiek, który dwa lata temu zachwycał swobodą, z jaką łączył naturalność z oryginalnością tekstowych konstrukcji, tym razem popada w pseudośmieszność (może „Toastu” nie powinno się słuchać na trzeźwo?), irytuje banalnością rymów („jak się bawić, to chlać, chcesz oryginał, to płać”), albo z drugiej strony przesadza z ilością poruszanych kwestii, sprawiając, że „2040” to kawałek momentami mimowolnie komiczny, histeryczna prawicowa apokalipsa. Można powiedzieć o Pro8l3mie: kiedyś RZA, teraz bardziej RAZ. Do tego dodajmy irytujące powtarzalnością „lokowanie produktów”: Bentlejów, Mercedesów, Rolexów, Omeg - rajskich przysmaków, które są serwowane z mdlącą schematycznością.

Utworami, który przekonują mnie na tej płycie bezdyskusyjnie, są „777moneymaker”, czyli pozbawiona charakterystycznej dla całego krążka przesady opowieść, obrazująca sposób myślenia hazardzisty oraz „Strumień” - intrygująca, surrealistyczna wizja tripu albo snu, w której naprawdę rewelacyjnie zgrano oszczędny, efektownie rozwijający się podkład z wokalem. Niestety kilka jasnych punktów ginie w przekombinowanej całości. Ilość wątków, które porusza ten materiał, pokazuje, że jego twórcy chyba za bardzo chcieli, za dużo zaplanowali. Rozważania na temat hedonizmu, mętna futurologia, Oskar, który wciela się w rolę zmęczonego życiem bogacza po trzech rozwodach, a za chwilę rapuje o zmrożonych żywcach i piciu goudy z ziomkami w parku, potem jest antyterrorystą i terrorystą jednocześnie... Wiem, wiem – wszystko zostało zapowiedziane, to jest koncept album itd. Tylko że, jak wiadomo z historii koncept albumów, arcydzieła wśród nich stanowią mały procent, znacznie więcej jest irytujących potworków, które są efektem wyżycia się „artystycznych dusz”. Jeśli płyta Pro8l3mu miałaby być filmem, to byłoby to gangstersko-wojenno-polityczne-science-fiction porno z ogromnym ładunkiem product placementu. Brzmi zachęcająco? Nie sądzę.

Piotr Szwed (8 lipca 2016)

Oceny

Marcin Małecki: 7/10
Średnia z 1 oceny: 7/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: H7
[15 lipca 2016]
http://www.tinypic.pl/lay04t75chuk
Gość: H7
[15 lipca 2016]
http://www.tinypic.pl/lay04t75chuk

Mariolka. Paździoch i Cycu z bemowa pozdrawiają na ciężkim melanżu z ciechanem
Gość: melo
[8 lipca 2016]
Polski przehype roku. Dziękuję bardzo.

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także