Ocena: 7

Suede

Night Thoughts

Okładka Suede - Night Thoughts

[Suede Ltd; 22 stycznia 2016]

„Bloodsports”, które ukazało się trzy lata temu, było najlepszym możliwym sposobem na powrót Suede: album jawił się jako esencja tego, co w tym zespole było najlepsze. Zapamiętywalne refreny, nośne melodie i rozpoznawalna maniera wokalna Bretta Andersona składały się na znacznie lepszą płytę niż „A New Morning” z 2002 roku, o którym każdy chciałby zapomnieć. Nie chcę tu wchodzić w rozważania dotyczące przeszłości grupy, bo wszystko, co miałbym w tej kwestii do powiedzenia (a nawet więcej), napisał na ten temat Karol Paczkowski w swojej recenzji poprzedniej płyty Suede, więc nie ma sensu tego powtarzać. Warto jednak na wstępie powiedzieć, że następca „Bloodsports” pokazuje, że zespół cały czas jest w dobrej formie.

„Night Thoughts” jest płytą nieco bardziej stonowaną, snującą się i z pozoru usypiającą czujność, przynajmniej na wstępie. Początek albumu nie zapowiada, jakoby miało to być takie Suede, jak wcześniej – pierwsze sekundy „When You Are Young” to niemalże hollywoodzkie smyczki, które stopniowo schodzą na dalszy plan, aby ustąpić gitarze i perkusji; trudno się temu zabiegowi dziwić, w końcu wydaniu „Night Thoughts” towarzyszy film w reżyserii Rogera Sargenta. Singlowe „Outsiders” świetnie odnalazłoby się na poprzednim albumie grupy – jest perfekcyjnie przebojowe i z miejsca ląduje wśród takich żelaznych klasyków zespołu, jak „Trash” czy „Beautiful Ones”. Następujące po nim „No Tomorrow” jest kolejnym przykładem na to, że co jak co, ale do singli Suede zawsze miało wyczucie. Pozostałe dwa utwory promujące płytę również są bardzo dobrze wybrane: „Pale Snow” pokazuje bardziej balladowe wcielenie grupy, podczas gdy „Like Kids” brzmi, jakby urwało się z debiutu lub z „Dog Man Star”. Gdy po raz pierwszy usłyszałem ten utwór w radiu, jeszcze przed premierą płyty, pomyślałem w pierwszej chwili, że mam do czynienia z jakimś młodym, zdolnym zespołem, który chce brzmieć jak klasyczne Suede. Trwałem w tym złudzeniu przez dobre 15 sekund, aż usłyszałem charakterystyczny wokal Andersona. Tak naprawdę to każdy utwór z tego albumu mógłby być singlem, bo stężenie świetnych refrenów jest jeszcze większe niż na „Bloodsports”: przykładem niech będzie sześciominutowe „I Don’t Know How To Reach You” czy też „What I’m Trying To Tell You” z końcowym zaśpiewem przypominającym echa „Beautiful Ones”.

Tekstowo pozostajemy cały czas w obrębie tego, o czym Brett Anderson śpiewał na wszystkich poprzednich albumach: mamy hymny odrzuconych („Outsiders”), piosenki kierowane do nieosiągalnych dziewcząt („I Don’t Know How To Reach You”, „What I’m Trying To Tell You”, „I Can't Give Her What She Wants”) oraz próby zmagania się z własnym smutkiem („No Tomorrow”, „Learning To Be”). Wprawdzie słyszeliśmy już o tym setki razy, ale w tym wypadku Suede znów podają to w takiej formie, w jakiej chce się tego słuchać – chwytliwej, przebojowej, skrojonej pod britpopową piosenkę.

„Night Thoughts” jest bardzo dobrze skonstruowane, jeśli chodzi o budowanie napięcia. Balladowe momenty przeplatają się z głośniejszymi gitarami i praktycznie nigdzie nie ma się wrażenia, że grupa w którąś stronę przesadziła – obydwa wcielenia Suede są na tym albumie tak samo istotne. Dobrym przykładem na to może być klamra kompozycyjna w postaci pierwszego na trackliście „When You Are Young” oraz przedostatniego „When You Were Young”, które płynnie przechodzi w finalne „The Fur and The Feathers”. Dobrze znane z pierwszego utworu mocne bębny w „When You Were Young” milkną, aby zrobić miejsce na partię fortepianu, który stanowi podstawę całego ostatniego utwóru na płycie, będącego monumentalnym, pełnym patosu zwieńczeniem siódmej płyty Suede.

Brett Anderson wraz z resztą ekipy pokazał, że „Bloodsports” nie było pojedynczym strzałem. „Night Thoughts” podtrzymuje dobrą passę zespołu i jest kolejnym dowodem na to, że powroty po latach mogą być udane. Nie mamy w tym przypadku do czynienia ze skokiem na kasę, a ze zbiorem naprawdę dobrych piosenek, które aż chce się zapętlać. To co, Brett, kiedy koncert w Polsce?

Marcin Małecki (8 lutego 2016)

Oceny

Wojciech Michalski: 7/10
Średnia z 1 oceny: 7/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: Melo
[21 marca 2016]
@1410 Jeśli chcesz znać takie blamaże, wysłuchaj "Wojenki" (chyba wiesz, czyjej). Ta była na pewno gorsza, a cieszyła się hajpem.
Gość: 1410
[17 marca 2016]
Polecam porównać rytmikę+riff zwrotek poniższego z motywem przewodnim "Outsiders":
https://www.youtube.com/watch?v=j0lSpNtjPM8

Natomiast poetyka "Outsiders" to takie właśnie emo a la Placebo w ich możliwie przegiętym wydaniu. Suede, chociaż kojarzeni z podobnymi klimatami, byli zawsze co do kunsztu co najmniej kilka pięter wyżej. Tym razem jednak nie. Łopatologiczny, przyciężkawy numer.

Co do drugiej kwestii - nie wchodźmy w to.

.

Gość: roquentin
[17 marca 2016]
@1410
"Outsiders" to akurat bardzo dobry utwór (choć tzw. grower i zadziałał na mnie dopiero za ok. 5-tym razem, dziwna sprawa), zasługuje na włączenie do kanonu Suede. Porównanie, że niby miks Papa Roach + Placebo.. błagam, czysty absurd. Zresztą jeśli coś (cokolwiek) kojarzy Ci się z Papa Roach, to w sumie należy współczuć. Mogłeś przywołać H-Blocx, byłoby zabawniej.

Re: Stelmach. Dziennikarz muzyczny nie musi być chodzącą encyklopedią, nie ma obowiązku dobrze znać - ani tym bardziej lubić - wszystkiego. Osobiście wolę, gdy ktoś ma sprecyzowane preferencje, a nie ekscytuje się prawie wszystkim, zwłaszcza każdą 1) hype'owaną nowością albo 2) beatyfikowanym starociem (jak modnie było nagle lubić, ups, sorry, słuchać "od zawsze" Wire/Burma/Gang w czasach new rock revol.). A sentyment do czegoś jest rzeczą świętą, nawet jeśli ktoś ma słabość do Wilków czy Guano Apes czy.. (ok, przestanę, bo dojdę do Gdzie Cikwiaty albo..). Inna sprawa, że ja mam sentyment do dawnych audycji Stelmacha. Poza tym ty zagiąłbyś go znajomością XXX, a on Ciebie znajomością YYY. Ślepa uliczka ;)
Gość: 1410
[16 marca 2016]
Człowiek, który co 3 dni opowiada o rock'n'rollu, a klasyki Buzzcocks czy Wire zna słabiej niż odrzuty Wilków, zasługuje na diss.

Tym niemniej powinien mieć audycję typu "niepoprawni romantycy", gdzie by szły Ultravoxy, Depeche i Cure. I miałoby to ręce i nogi.

Nie sądzę jednak, by takie przewartościowanie mogło się w tych warunkach wydarzyć... :-)

Gość: melo
[16 marca 2016]
@1410 Nie ma jak diss na Stelmacha (chociaż słucham jego Offensywy regularnie).
Gość: 1410
[15 marca 2016]
"Bloodsports" dużo lepsza płyta.

Na nowej są momenty, ale ckliwość momentami nie do przejścia.

Kawałki typu "Outsiders", czyli połączenie Papa Roach z Placebo, stanowią obiekt kultu chyba dla niezmiennie pociesznego redaktora Stelmacha z radiowej Trójki (ktoś na oficjalnym forum nazwał to ich najgorszym singlem i niezbyt się pomylił).
Gość: roquentin
[28 lutego 2016]
@Melo - Pewnie się skompromituję, ale już "Ok Computer" mnie w jakiś sposób.. alienowało. Jakaś niewidzialna szyba między mną a muzyką. Tym bardziej więc "Kid A" tak na mnie (nie) działało. Dopiero pojedyncze "Lotus Flower" coś we mnie ruszyło. Najbliżej mi do "The Bends", kochałem - i katowałem - tę płytę (ok, kasetę), kiedy wyszła. Nawet do "Pablo Honey" też słabość...
Gość: Melo
[26 lutego 2016]
@roquentin A "Kid A" też cenisz?
Gość: pszemcio
[22 lutego 2016]
Szkoda że nie poruszyliście t tematu, który mnie akurat bardziej boli niż to, czy przeważają tu dramatyczne ballady czy przeboje. Otóz to kolejny album tej kapeli, która ma fatalny mastering. I naprawdę żaden ze mnie audiofil, ale tu naprawdę słychac że to produkcja bardziej pod głośniki komputerowe niż coś więcej
Gość: pszemcio
[22 lutego 2016]
@gripp - ty piszesz o bólu dupy, ja o konsekwencji. Nie twierdzę, że to wielki album, sam dałbym pewnie 6/10. Ale z drugiej strony to typowy przykład dojrzałego bandu, który niczym nie zaskoczy, za to nagrywa solidne płyty i daje fanom to czego oczekiwali. Można się obruszac, można nie akceptować, ale to droga większości artystów. Dla mnie mimo wszystko to nadal spory kunszt kopozytorski. Na tym etapie kariery wolę gdy grają dynamiczniej i nawiązują raczej do Coming up, dlatego lepiej mi się słuchało Bloodsports, ale ten album też jest ok. Słucham z przyjemnością, bo zwyczajnie lubię ten band i brzmienie jakie przez lata wypracowali
Gość: krisss
[18 lutego 2016]
coś czuję, że w tym roku będą na openerze :)
Gość: gripp
[15 lutego 2016]
No i tu masz rację przemciu: "bo takie "dramatyczne" kawałki to oni grają od początku kariery, na początku nawet częściej" Ale własnie o "dramatyzm" (tak subtelnie w cudzysłowie pisany) tu chodzi, ten rodem z radiowych reklam; kiedy pani jest przerażona zmarszczkami a pan, że mleka nie może już pić. Nuda, kochany, nuda. TEGO się nie daruje.
Gość: pszemcio
[15 lutego 2016]
"Dobra recenzja. Kiedy koncert w Polsce? Niestety nigdy. Suede czy Pulp nigdy przecież u nas się nie przyjęli. "

a jednak Pulp byli na Openerze, grali w strugach deszczu i (z relacji znajomych) wiem, że się podobało. Bez przesady z tą niszą, każdy kto minimalnie interesuje się gitarową sceną brytyjską talmtych lat - wie o co chodzi.
Gość: beret
[14 lutego 2016]
Nie wiem ile mają lat komentujący tą recenzję, ale w rozgłośniach trójmiasta od drugiej płyty Suede zawsze miało swoje stałe miejsce w eterze i tak jest do dzisiaj. Tu nie znać ich po prostu nie można. Podobnie jak z The Smiths.
Gość: szwed
[14 lutego 2016]
Bez przesady z koneserami, wtajemniczonymi. Trochę ich tam pewnie jest, ale to także po prostu bardzo modna impreza.
Gość: roquentin
[13 lutego 2016]
Tak, ale Off to też przecież festiwal "dla koneserów / wtajemniczonych". Osobiście nie chciałbym jednak zaliczyć Suede na festiwalu, tylko osobnym koncercie, to trochę inny odbiór. Ostatnio całkiem sporo myślałem o tzw. "spuściźnie britpopu" (z braku lepszego określenia) i wydaje mi się, że to gdzieś zupełnie przepadło. Zauważyłem, że mało kto, zwłaszcza z młodych muzyków, wspomina o ówczesnych gigantach sceny UK, właśnie Suede, Pulp, Manics, nawet Oasis. W sferze muzycznej też nie słychać tych wpływów. Te zespoły raczej nie doczekały się oficjalnego miana klasyków, a przecież minęło już 20 lat; nie stali się kultowi tak jak The Smiths, JAMC, Joy Division, Sex Pistols, itd, którzy zyskali to miano już po niecałej dekadzie. Jak to możliwe, że tak gigantyczny ruch muzyczny (britpop), totalnie mainstreamowy, komercyjny, "definiujący tamtą erę", został tak zapomniany? To dziwne. Tak się jakoś porobiło, że najbardziej wpływowy gitarowy zespół ostatnich 20 lat to Strokes z debiutanckiej płyty (i Radiohead z "Ok Computer", bo już ani z wcześniejszej, ani późniejszej fazy).
Gość: szwed
[13 lutego 2016]
"Niestety nigdy" - dlaczego? Nie przyjęli się w podobnym stopniu jak Jesus & Mary Chain, Slowdive czy My Bloody Valentine, a przecież te zespoły grały na Offie. Sądzę, że Suede byłoby świetnym headlinerem tego festiwalu. A czy sprzedałby się ich samodzielny koncert? To już inna historia
Gość: roquentin
[13 lutego 2016]
Dobra recenzja. Kiedy koncert w Polsce? Niestety nigdy. Suede czy Pulp nigdy przecież u nas się nie przyjęli. W UK totalny mainstream (przynajmniej 20/15 lat temu) u nas zawsze totalna nisza.
Gość: pszemcio
[12 lutego 2016]
"Niestety, ale przegięli z tym bólem dupy: musieliby wyrzucić z 5 "dramatycznych" kawałków "

to może po prostu celuj w inną kapelę, bo takie "dramatyczne" kawałki to oni grają od początku kariery, na początku nawet częśćiej
Gość: Kowal
[11 lutego 2016]
Racja, smaczne, ale odgrzewane kotlety 5, no może 6/10 i tyle.
Gość: gripp
[10 lutego 2016]
Bez jaj! Jak mówi taki jeden: "jest pięknie, aż pała mięknie"! Taka właśnie do porzygania jest płyta. Niestety, ale przegięli z tym bólem dupy: musieliby wyrzucić z 5 "dramatycznych" kawałków i dograć coś w klimacie Kids, może bym darował. Z przykrością to piszę.
Gość: pszemcio
[9 lutego 2016]
Nie jest lepiej niz na Bloodspot, ale jest ok. Co do trzymających formę muzyków lat 90 z Wysp, to polecam ostatni album Gaza z Supergrass. Fajnie, że suede jeszcze dają radę
Gość: mellon_collie
[9 lutego 2016]
Wymaganie od Radiohead gitar w 2016 roku to trochę absurd. Yorke znudził się gitarami w końcówce lat 90, gdy odkrył Warpa. Spodziewam się raczej dalszego brnięcia w dubstepowe struktury z jakimś posmakiem krautu.
Gość: osa
[8 lutego 2016]
Jest dużo lepiej niż na "Bloodsports". A co do powrotów, to chyba jako jedyni trzymają klasę. Blur przeciętnie, a Noel chyba zatracił nieco swoją brytyjską tożsamość. Jeśli Radiogłowi rzeczywiście nagrywają płytę, to mam nadzieję, że Yorke już się wyszalał z komputerami i będzie tam chociaż trochę gitar - wiadomo, że na powrót do korzeni nie ma co liczyć...
Gość: gruby
[8 lutego 2016]
troche powialo onetem, ale tez mam slabosc do Suede, wiec wybaczam!

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także