Ocena: 7

Deafheaven

New Bermuda

Okładka Deafheaven - New Bermuda

[Anti-; 1 października 2015]

Black metal to taki specyficzny gatunek, że w ekstremalnej wersji może stać się muzyką całkowicie abstrakcyjną. Bliżej mu wtedy do Pendereckiego czy Xenakisa niż do thrashu, z którego się przecież wywodzi. Demoniczni panowie z twarzami pokrytymi corpse paintem potrafią wbrew pozorom przenieść swoją muzykę w rejony, w które nie zapuszczają się żadne zespoły rockowe. Istnieje pewna granica, za którą jest już tylko otchłań, gdzie rzucają się nieliczni. To, co ze sobą stamtąd przynoszą, to muzyka przerażająca, ale też fascynująca. Tylko czy black-metalowe środki wyrazu nie są już same w sobie ekstremalne? Czy można w ogóle mówić o komercji w ramach tak ekstremalnego w światku gitarowym gatunku?

Pytanie wzięło się stąd, że Amerykanom z Deafheaven po ogromnym sukcesie poprzedniego krążka „Sunbather” zarzuca się właśnie granie miałkiej, skrojonej pod gusta hipsterów wersji czarnego metalu, co jest niedopuszczalne dla trv słuchaczy. Prawda jest taka, że ich muzyka to po prostu bardzo zgrabne połączenie dwóch twórczych stylistyk black metalu i shoegaze'u. How cool is that? Poza tym nowy krążek powinien być bardziej przekonywający dla tych, co jeszcze wątpili w blackowe serca kapeli. Na „New Bermuda” riffowych ataków jest więcej niż drobiazgowo tkanych gitarowych motywów (te są na przykład w przepięknej końcówce „Come Back”), a brzmienie wydaje się bardziej czarne i maziste. Także wokal George'a Clarke'a rzadko kiedy opuszcza najcięższe rejony i jest na przestrzeni całego albumu wprost obłędny. O tym jak ten facet potrafi śpiewać, wiedzą wszyscy ci, którzy byli na koncercie podczas zeszłorocznego Offa. Tak wyrazistego frontmana mogą Deafheaven pozazdrościć wszystkie metalowe kapele bez wyjątku.

Utworów jest tym razem mniej niż na poprzedniej płycie, przez co materiał sporo zyskuje na intensywności. Już pierwszy kawałek, „Brought To The Water”, pokazuje, że zespół wciąż trzyma się idei progresywnego grania . W przeciwieństwie do kolegów z Mastodona, którzy po osiągnięciu większej rozpoznawalności, porzucili znane z „Crack The Skye” wielowątkowe utwory, muzycy Deafheaven wydają się teraz jeszcze mocniej nastawieni na budowanie dramaturgii poprzez gęste kompozycje. Oczywiście daleko tu do znanej w metalowym światku onanii technicznej. Wciąż jest to muzyka, w której zasadniczy jest prymat emocji (i nie byłoby nawet nadużyciem wstawienie tu słowa emo). Muzyka kapeli bliska jest wrażliwości i formalnym zabiegom takich zespołów jak Sunny Day Real Estate. Chłopaki generalnie często nawiązują kontakt ze sporą częścią amerykańskiej alternatywy lat 90.

No i żeby powiedzieć na koniec, czego brakuje – żeby nie było tak pięknie i idealnie – zrobię magiczną klamrę. Otóż tym, czego brakuje, jest pewnego rodzaju transcendencja, która wznosiłaby muzykę Deafheaven do poziomu chociażby Deathspell Omega. Wszystko jest na „New Bermuda” zrobione poprawnie, według najlepszych wzorców, ale album nie zaskakuje niczym nowym. Zespół nie próbuje zaryzykować kompletnie nieprzewidywalnym zagraniem. Tak właśnie robił w ciągu długiej kariery zespół Mayhem, który każdym kolejnym wydawnictwem poszerzał spektrum. Nie zgodzę się jednak z krzywdzącą recenzją z Tiny Mix Tapes, w której autor zamiast opisywać krążek streścił kilka cenionych albumów black metalowych z ostatnich lat, dając do zrozumienia, że to tam się rzeczywiście coś dzieje. U Deafheven dzieje się przecież dużo, więc „Nowa Bermuda” na pewno jest pozycją obowiązkową w 2015 roku.

Michał Weicher (23 października 2015)

Oceny

Wojciech Michalski: 7/10
Średnia z 1 oceny: 7/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także