Ocena: 7

BADBADNOTGDOOD & Ghostface Killah

Sour Soul

Okładka BADBADNOTGDOOD & Ghostface Killah - Sour Soul

[Lex; 24 lutego 2015]

Z pewnością zgodzicie się ze mną: naprawdę trudno oczekiwać od rapera, który swoją karierę fonograficzną rozpoczął od ultra-kultowego debiutu Wu-Tang Clanu, by przeszło 21 lat później nadal brylował na porównywalnym, wysokim poziomie. Bywało różnie (jak w życiu, jak w życiu…) – Ghost nagrywał albumy kapitalne (przykładem „Ironman”, „Supreme Clientele”, „Fishscale”), ale też całe grono nieco słabszych. Jedno jednak należy mu przyznać: niezmiennie trzyma fason i wciąż próbuje redefiniować swoje muzyczne oblicze.

Z tą „muzyczną redefinicją” wcale nie przesadzam, dowodem jego ostatnie albumy. Do pracy nad wydanym w 2012 roku „Twelve Reasons To Die” Ghostface zaprosił Adriana Younge’a. Younge miał okazać się specem od instrumentalnych podkładów. Szerokie jak autobahn organowe akordy i wzniosłe wokalizy otuliły rap Ghostface’a i jego występujących gościnnie kolegów. Ale to nie wszystko, bo pojawiające się gdzieniegdzie skrecze, gitary i sekcja dęta przemieniły niejedno interludium w prawdziwie antyczną tragedię. Niestety trudno wystawić pozytywną opinię Younge’owi, ponieważ szybko wychodzi na jaw nierówne rozłożenie akcentów, zwłaszcza wokalnych. Wydany w zeszłym roku „36 Seasons” to z kolei nieco odmienna historia. Ghostface dobitnie daje do zrozumienia, że zafascynowany jest brzmieniem soulu z lat 70. Na przykład w „Battlefield” usłyszymy jednoznacznie soulowe gitary, w „Emergency Procedure” sekcję dętą i efekt wah-wah, a „Here I Go Again” to ten przyjemny flick-soul, prowadzony impresyjnym fortepianem. Po niespełna trzech miesiącach od premiery „36 Seasons” ukazuje się „Sour Soul”, nagrany wspólnie z kanadyjskim triem BADBADNOTGOOD. I właśnie tutaj rozpoczyna się kolejny etap kariery Ghostface’a – etap, w którym miłość do soulu bierze górę nad wszystkim innym.

Ale najpierw o rapie. Ghost, jak to Ghost, wciąż opowiada znajome historie. Na „Sour Soul” robi to jednak w nieco bardziej wstrzemięźliwy sposób. Pojawiają się (obowiązkowo) narkotyki i inne groźne dziedziny życia społecznego. Brakuje na szczęście wielu elementów, które mogły mierzić niedzielnych słuchaczy, jak na przykład pretensjonalna braggerka o włoskiej mafii (myślę o albumie „36 Seasons”). Oczywiście zdarzają się tekstowe mielizny – choćby „my vocab is powerful, spit shit subliminal/slang therapist, my whole style is criminal” (proszę, nie). Albo: „supreme talk boss, verbal holocaust I'm a thriller” (pomocy). Trudno jednak odmówić raperowi charyzmy i logiki wywodu. Do tego intensywny występ Danny’ego Browna, slow-burner rapera Tree i gwiazdorski popis MF Dooma, który z pomocą swojej sygnaturowej kombinacji rymów kończących się na /?u/, stworzył w „Ray Gun” świetny comic relief. Ammo – camo – wham-o – Lambo – blammo. Blammo! To wszystko sprawia radość. I jeszcze jedna odsłona Ghostface’a: mędrzec. W „Nuggets Of Wisdom” i „Food” wykłada swoją filozofię, głęboko zakorzenioną w naukach islamu (raper całkiem niedawno przeszedł konwersję). „Keep your Quran handy, keep it close to your heart” i wszystko jasne.

Trudno jednak uciec od konkluzji, że umiejętności raperskie Ghostface’a wcale nie powalają, a do współczesnej elity sporo mu brakuje. Tymczasem album broni się znakomicie, gdy skupiamy się głównie na bitach, czy raczej – na muzyce. Młodzi jazzmani z BBNG również, tak jak Ghostface, skłaniali się ostatnio ku soulowemu brzmieniu. „Kaleidoscope” z ich zeszłorocznego „III” to przecież prawie prolegomena do bitów z „Sour Soul”. Trudno mi wskazać choćby jeden nieudany podkład na omawianym albumie; wszystkie kompozycje sprawnie się rozwijają i, co najważniejsze, mamy do czynienia z 33 minutami spójnej wizji. Począwszy od „Mono” i mrukliwej linii basu, przywodzącej na myśl „Blase” Archiego Sheppa, przez spaghetti-gitary w „Gunshowers”, interludia („Stark’s Reality”) z melodyjnym basem niczym z najlepszych lat Motownu, przez soul-funkowy „Ray Gun”, aż po finał albumu – „Experience”. Finałowy instrumental to prawdziwe zjawisko i przekonujący hołd dla ścieżek dźwiękowych filmów blaxploitation i muzyki Isaaca Hayesa. Kanadyjczycy z powodzeniem mogliby podszywać się pod zapomniany soulowy ensemble z epoki, zdradza ich jedynie perkusja – brzmi bardziej rockowo niż afro-jazzowo, a przecież stare nagrania soulowe rzadko stroniły od bogactwa różnorodnych rytmów. BBNG optymalnie dozują nastrój, celnie odczytują też przekaz i tematykę tekstów („Street Knowledge”, o blaskach i cieniach życia na ulicy, zagrane jest nostalgicznie; „Tone’s Rap”, wielki lament alfonsa, rozwija się leniwie i purpurowo; „Food”, wykład życiowych mądrości, odpowiednio prowadzony jest organami; „Ray Gun”, traktujący o nowym laserowym cacku naszego superbohatera, brzmi jednakowo niepoważnie; i tak dalej).

Dlatego polecam ustawienie optyki w następujący sposób: słuchanie „Sour Soul” jako albumu z instrumentalnymi podkładami, do których dograli się raperzy. Rap jako elastyczny element sekcji rytmicznej. Ludzki głos jako efekt perkusyjny. Słowa celnie użyte ze względu na fonetykę. Ghostface Killah jawi się wtedy jako artysta w pełni oddany ukochanemu brzmieniu. Zasłużony raper, który stoi na uboczu mainstreamowych wydarzeń, zaprasza Kanadyjczyków i pozwala im skomponować cykl utworów, który, gdyby wydany osobno i bez słów, byłby (i w gruncie rzeczy jest) ich najlepszym dokonaniem w karierze.

Michał Pudło (16 marca 2015)

Oceny

Katarzyna Walas: 7/10
Michał Pudło: 7/10
Wojciech Michalski: 7/10
Średnia z 3 ocen: 7/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także